Natalia Czerwonka piętnastą łyżwiarką igrzysk olimpijskich na 1000 metrów.
Natalia Czerwonka po raz piąty wystąpiła w igrzyskach olimpijskich co już bez wątpienia stawia ją wśród wielkich postaci polskiego sportu. We wtorkowym występie na dystansie 1000 metrów Czerwonka uplasowała się na piętnastej pozycji. Dwudzieste drugie miejsce zajęła inna reprezentantka Polski Karolina Bosiek.
Czerwonka, która jechała w parze z Niemką Anną Ostlender długo jechała wolno, ale w drugiej części dystansu kapitalnie przyspieszyła. – Jestem zawodniczką, która rozpędza się dłużej i spodziewałam się tego. Czy wyprzedziłabym rywalki, gdyby było jeszcze trochę metrów? Będę miała taką szansę, bo przecież wystartuję jeszcze na 1500 metrów – mówiła po swoim starcie.
Polska panczenistka, która nie ukrywa, że to już jej ostatnie igrzyska olimpijskie, w których startowała od 2010 roku. Na pytanie, co może wyróżniać ją wśród innych zawodniczek startujących na najważniejszej imprezie czterolecia odpowiedziała, że może to, iż sama prowadzi swój klub.

– Myślę, że jestem jedyną zawodniczką, która prowadzi swój klub sportowy, zajmując się również jego organizacją. Zostawiłam przez ostatnie dwa lata przygotowań te moje dzieci, ale wrócę do nich. Cieszę się, że tak wiele dzieciaków u mnie chce trenować. Jesteśmy w takim dobrym czasie dla polskiego łyżwiarstwa szybkiego, że musimy to wykorzystać i jeszcze przyciągnąć młodych ludzi do uprawiania tego sportu – powiedziała. Kolejny start w Mediolanie, na 1500 metrów, ma zaplanowany na 20 lutego.
Gorzej poszło Karolinie Bosiek, która ostatecznie zajęła dwudzieste drugie miejsce. – Na pewno jestem rozczarowana tym startem, nie tak go sobie wyobrażałam i liczyłam na więcej. Muszę go dobrze przeanalizować i zastanowić się, co poszło nie tak. Na trybunach byli moi rodzice, po raz pierwszy mogli kibicować mi w czasie igrzysk olimpijskich i to na pewno było bardzo miłe. Zostaję jeszcze w Mediolanie przez pewnie kilka dni, a być może nawet do końca, czas pokaże – zakończyła tajemniczo. Prawdopodobnie związane jest to z faktem, że jeszcze nie są znane listy startowe wyścigów ze startu masowego, które zaplanowane są na 21 lutego. Nieoficjalnie wiadomo, że jest możliwe, iż Polska otrzyma miejsce w stawce, a Bosiek wielokrotnie startowała w tej konkurencji. Nic jednak nie jest jeszcze przesądzone.
We wtorek do olimpijskiej rywalizacji stają polscy specjaliści w short tracku, a łyżwiarze z toru długiego wrócą do walki o medale w środę. Tego dnia zaplanowana jest bowiem rywalizacja na 1000 metrów mężczyzn z udziałem Damiana Żurka, Piotra Michalskiego i Marka Kani.
Polska sztafeta mieszana w short tracku bez medalu. Jest awans Maliszewskiej i Niewińskiego
Polska sztafeta mieszana w short tracku nie zdołała awansować do półfinału rywalizacji olimpijskiej w Mediolanie, zajmując trzecie miejsce w swoim ćwierćfinale. W dalszej fazie są za to Natalia Maliszewska na 500 metrów i Michał Niewiński na 1000 metrów. Ten ostatni awans zapewnił sobie po spektakularnym ataku tuż przed końcem rywalizacji. Rywalizacja finałowa na tych dystansach zaplanowana jest na czwartek.
Polska sztafeta w składzie Maliszewska, Kamila Sellier, Niewiński i Felix Pigeon rywalizowała z Włochami, którzy dzień zakończyli ze złotym medalem oraz Holendrami i Węgrami. Biało-czerwonym udało się wyprzedzić jedynie Węgrów i zajmując trzecie miejsce czekali na wyniki kolejnych biegów. Tylko jeden z zespołów z trzecich lokat odpadał bowiem z rywalizacji. Niestety, okazało się, że tym jedynym będzie biało-czerwona sztafeta.

– Ciężko jest coś powiedzieć, bo tak naprawdę nie było żadnego błędu, który popełniliśmy. Dziewczyny z Holandii jechały tak, jak chłopaki. Byłem gotowy na te ciężary, które musiałem tego dnia nosić. Wiedziałem, że to będzie ciężki dzień, że będzie ból nóg, to będzie ciężki oddech. Byłem na to gotowy, byłem zmobilizowany, żeby ten ciężki moment przepchnąć, no ale to po prostu nie wystarczyło dzisiaj. Ale, gdyby nie było decyzji o awansie w następnym biegu, to byśmy weszli – mówił Michał Niewiński, który swój wyścig na tysiąc metrów zakończył dziesięć minut przed startem w sztafecie.
– Na pewno jest smutek, bo liczyliśmy na dużo więcej w tym miksie, ponieważ wiele razy już pokazywaliśmy, że ten medal potrafimy zdobyć, także na największych imprezach. Więc na pewno jest smutek imałe rozczarowanie, ale ja się cieszę z tego, że tu jestem i naprawdę nie chcę marnować czasu na to, żeby się smucić. Co było, to było. Cieszę się z tego, że będę mogła jechać na 1000 i 1500 jeszcze, więc jestem zadowolona z tego, że tu jestem i naprawdę postawiłam sobie taki cel, bo kilka dni temu miało mnie tu nie być, żeby cieszyć się, że jednak jestem – dodała Kamila Sellier.
W rywalizacji indywidualnej awansu na 500 metrów wywalczyła Maliszewska, ale nie była zadowolona ze swojej wtorkowej postawy. W biegu eliminacyjnym zajęła drugie miejsce. – Inne drużyny były po prostu bardzo szybkie w tym momencie i ciężko było się złapać. Mimo tego, że robiłam wszystko, co mogłam zrobić, to nie dało w tym momencie po prostu nic. Pięćsetka? Też nie była zadowalająca przez to, że nie mogłam się rozpędzić. Liczyłam, że się rozpędzę, albo dziewczyny przede mną się rozpędzą, a ja się za nimi złapię, ale wyszło tak, że nie potrafiłam tego zrobić – komentowała. Czwarte miejsce w swoim biegu zajęła Gabriela Topolska, która odpadła z dalszej rywalizacji.
Najwięcej powodu do uśmiechu miał Niewiński. Polak przejechał dystans bardzo dobrze taktycznie, trzymając się blisko prowadzącej trójki i czekając na okazję do ataku. Ta przydarzyła się na półtora okrążenia przed metą – Niewiński świetnie zaatakował wykorzystując zawahanie rywali i wygrał swój bieg.
– Dużo zaryzykowałem nie podejmując przy całym biegu prawie żadnego ruchu, ale wiedziałem też, z kim jadę. I na przykład wiele razy już się nadziałem na tego Chińczyka. Wiedziałem, że ten Amerykanin też jest bardzo agresywny w jeździe, więc nie chciałem marnować sił na głupie przepychanki w tym biegu. Może nie tyle, że zakładałem, że oni między sobą się wytną, ale na pewno chciałem oszczędzać siły, żeby z nimi nie walczyć głupio. I w momencie, w którym zobaczyłem, jak w zakręt wchodzą w trójkę w jedno miejsce, pomyślałem, że to jest ten moment. I kiedy wyjechałem na pierwszego, pomyślałem, że teraz zaoszczędzić siły, bo za chwilę sztafeta mieszana. Dla mnie też dzień był zatem słodko-gorzki – komentował. Odpadł za to Felix Pigeon, czwarty w swoim biegu.
W środę w olimpijskim planie nie ma rywalizacji w short tracku. Zawodnicy wrócą na lód w czwartek, gdy odbędzie się decydująca walka o medale na dystansie 500 metrów kobiet i 1000 metrów mężczyzn.



