Rusza drugi PŚ w sprincie kajakowym. W Brandenburgu będzie jeszcze lepiej niż w Szeged?
Startujący w czwartek Puchar Świata w sprincie kajakowym i parakajakarstwie w Brandenburgu będzie dla polskiej reprezentacji próbą generalną przed czerwcowymi mistrzostwami Europy w Montemor-o-Velho. W Niemczech do rywalizacji z zagranicznymi rywalkami w konkurencji K-2 500 metrów wracają Anna Puławska i Martyna Klatt, czyli aktualne mistrzynie świata i Europy.
Ledwo co w niedzielne popołudnie zakończył się PŚ w Szeged, a już od piątkowego poranka biało-czerwoni wraz z resztą świata będą walczyć o kolejne punkty do pucharowego i olimpijskiego rankingu. Polska kadra narodowa wyjechała z Węgier z dorobkiem dwóch krążków za sprawą świetnych występów naszych kajakarek. Na medal znów spisała się Anna Puławska, która wywalczyła brąz w K-1 500 m. Jeszcze lepiej w innej olimpijskiej konkurencji – K-2 500 m – spisały się Dominika Putto i Adrianna Kąkol. Nasza świeżo utworzona osada, mimo braku większego doświadczenia we wspólnym pływaniu, nieoczekiwanie przypłynęła w ścisłym finale na drugiej pozycji.
– W Szeged chcieliśmy dać dziewczynom możliwość sprawdzenia się w różnych konkurencjach i konfiguracjach osobowych w osadach. Po wynikach z pierwszego PŚ widać, że świat dosyć wcześnie zaczął sezon na wysokich obrotach. Wydaje mi się, że nasze dziewczyny jeszcze nie są tak „rozkręcone”, tak jak część reprezentacji. Skoro mamy jeszcze dużo do zrobienia, a już są medale, to znaczy, że nie startujemy z najgorszego poziomu – wskazuje Zbigniew Kowalczuk, szkoleniowiec kadry narodowej kajakarek.
– U Ani widać było w finale K-1 500 m, że to nie czas na swobodne rozegranie taktyczne. Co do dwójki z udziałem Dominiki i Ady, to bardziej niż ten medal cieszył mnie styl przejazdu, bo po przedbiegu i półfinale wydawało się, że raczej czeka je walka w środku stawki, a nie o strefę medalową. Dziewczyny taktycznie rozegrały finał w wyrafinowany sposób, charakterystyczny dla dalszej części sezonu – podsumowuje Kowalczuk, który na najbliższy PŚ w Brandenburgu delegował inną obsadę konkurencji niż w Szeged.
Zmiany te nie są jednak efektem wniosków wyciągniętych po poprzednim weekendzie na Węgrzech, a wcześniej poczynionych zgłoszeń. W weekend w Niemczech w K-2 500 m znów zobaczymy w akcji nasze mistrzynie świata i Europy, czyli Martynę Klatt i Puławską, która popłynie też w jedynce na tym dystansie. W K-1 200 m zastąpi ją Putto, która ponadto w jednej z czwórek zasiądzie jako szlakowa.
W Szeged dwa finały A w konkurencjach olimpijskich osiągnęli nasi kanadyjkarze. Siódme miejsce w C-1 1000 m zajął Wiktor Głazunow, zaś w rywalizacji C-2 500 m na dziewiątej pozycji uplasowali się bracia Aleksander i Juliusz Kitewscy. Pewne jest, że w Brandenburgu cała wymieniona trójka będzie mogła powalczyć o poprawę tych lokat. Do polskiej kadry na PŚ w Niemczech dołączył Mateusz Borgieł, brązowy medalista ostatnich ME w maratonie kajakowym na krótkim dystansie.
– Mateusz specjalizuje się w wyścigach dłuższych niż typowo sprinterskie, w Brandenburgu wystąpi w C-1 5000 m, które jest z przenoskami i na pewno przyda się nam jego doświadczenie – tłumaczy Marcin Grzybowski, trener reprezentacji Polski kanadyjkarzy, który ze spokojem przyjął wyniki podopiecznych podczas pucharowej inauguracji w Szeged.
– Jeżeli chodzi o formę, to nasz plan zakład, aby rozkręcać się ze startu na start. Głównymi imprezami na ten sezon wciąż pozostają ME i przede wszystkim MŚ w Poznaniu. Ten pierwszy PŚ w Szeged pokazał, że świat jest bardzo rozpędzony i pozostaje pytanie, kto i w jakiej dyspozycji dotrwa do regat za kilka miesięcy. Do pucharowej inauguracji podchodzimy z chłodnymi głowami, bo wiemy, że mamy jeszcze parę rzeczy do przepracowania z myślą, żeby to właśnie na MŚ w Poznaniu trafić z najwyższą formą – dodaje Grzybowski.
Polscy sprinterzy są już po pierwszych treningach w Niemczech. Pogoda w Brandenburgu jest daleka od tej z inauguracji w Szeged, więc w ruch musiała pójść cieplejsza odzież. – Ciekawe, jak na taką temperaturę i deszcz zareagują zawodnicy z cieplejszych krajów, bo dla nas takie warunki nie są czymś zaskakującym. Warunki są, jakie są, natomiast bardziej martwi mnie zmienny wiatr. Na początku tygodnia był jednokierunkowy, a teraz bardziej wieje z boku toru. W sprincie kajakowym taki wiatr jak najbardziej może wpływać na wynik – przestrzega trener Kowalczuk.
Zbliżający się PŚ w Brandenburgu będzie elementem przygotowań polskiej reprezentacji do startu w MŚ w Poznaniu (26-30 sierpnia). Światowy czempionat na torze regatowym Malta będzie jednocześnie najlepiej punktowaną w tym roku imprezą do rankingu olimpijskiego, na podstawie którego poznamy uczestników igrzysk w 2028 roku w Los Angeles. W stolicy Wielkopolski już trwają przygotowania do tego wielkiego, kajakarskiego święta. Tuż obok poznańskiej Malty przygotowane zostaną strefa kibica czy strefa aktywności kajakowej. Zainteresowani będą mogli sprawdzić się w kajakach, a osoby z niepełnosprawnościami w parakajaku. Podczas imprezy pojawi się również Centralny Wojskowy Zespół Wojskowy. Miłośnicy militariów będą mogli zobaczyć z bliska żołnierski osprzęt, wsiąść do czołgów, czy posmakować tradycyjnej, wojskowej grochówki. Częścią inauguracji MŚ będzie występ Dawida Kwiatkowskiego – koncert muzyka, zaplanowany nad Maltą, na Polanie Harcerza odbędzie się w ramach cyklu NaFalach, jednego z najbardziej lubianych letnich cykli koncertowych w Poznaniu. W trakcie mistrzostw zapowiadany jest również występ Reprezentacyjnego Zespołu Artystycznego Wojska Polskiego pod batutą płk Mariusza Dziubka.
Start PŚ w sprincie kajakowym i parakajakarstwie w Brandenburgu w czwartek, 15 maja. Pierwsze finały zaplanowano na piątkowe przedpołudnie. Regaty potrwają do niedzieli, 17 maja.
Polscy parakajakarze wracają do międzynarodowego ścigania. „Czasy są lepsze niż rok temu”
Nie tylko sprinterzy kajakowi, ale i parakajakarze są na początku walki o prawo startu za dwa lata w Los Angeles. W Brandenburgu, w ramach Pucharu Świata zawodnicy z niepełnosprawnościami rozpoczną kwalifikacje paralimpijskie. Do Niemiec wybiera się dziewięcioro polskich parakajakarzy.
Ponad dwa tygodnie temu parakajakarze spotkali się w Wałczu na krajowych regatach konsultacyjnych, aby sprawdzić formę u progu sezonu i przede wszystkim wywalczyć sobie miejsce w reprezentacji Polski na najbliższe miesiące. Chętnych do startów nie brakowało, a wiele rezultatów naprawdę zasługiwało na uznanie. Co ciekawe, po raz drugi w procesie kwalifikacji do kadry parakajakarzy zastosowano limity czasowe i choć początkowo niektórzy odbierali je sceptycznie, to wyniki na mecie dały jasną odpowiedź, że nowe rozwiązanie zdaje egzamin.
– Jest to u nas nowość od 2025 roku, wtedy uznaliśmy, że kwalifikacje w takiej formule wyjdą wszystkim na dobre. W regulaminie określiliśmy tzw. czas otwarcia sezonu dla każdej z grupy i konkurencji wśród mężczyzn i kobiet. Przykładowo w konkurencji VL3, czyli kanadyjce dla osób z najmniejszą niepełnosprawnością, oczekiwany czas zwycięzcy ustaliliśmy na poziome 52 sekund, a Robertowi Wyderze udało się popłynąć 50,29 sekundy. Widząc te rezultaty, jakie generalnie zawodnicy uzyskali w Wałczu, było naprawdę bardzo dobrze – podkreśla Renata Klekotko, główna trenerka w reprezentacji Polski parakajakarzy.
– Za wcześnie jest na wyrokowanie i przewidywanie, jaki to może być sezon dla nas. W sporcie nigdy nie ma nic pewnego, ale sytuacja, w której zawodnicy od początku sezonu pływają dużo mocniej, daje lepsze perspektywy. Nie jesteśmy w położeniu, że w ciągu sezonu trzeba nadganiać, bo część grupy zaczynała pływać zbyt wolno na wiosnę i później brakowało tego czasu. Na ostateczną ocenę będziemy mogli sobie pozwolić na przełomie sierpnia i września, już po sezonie. Na ten moment matematyka nie kłamie i czasy są zdecydowanie na naszą korzyść – dodaje.
W najbliższy weekend w Brandenburgu wystąpią nie tylko sprinterzy kajakowi, ale i parakajakarze. Dla nich będzie to pierwszy w tym sezonie Puchar Świata i generalny test przed zaplanowanymi za miesiąc mistrzostwami Europy w Montemor-o-Velho, a przy okazji także start kwalifikacji do igrzysk paralimpijskich w 2028 roku w Los Angeles. Na regatach w Niemczech zobaczymy dziewięcioro polskich parakajakarzy – Katarzynę Sobczak, Roberta Wyderę, Jakuba Szpaka, Wiktora Kędzię (wszyscy WZSN Start Wrocław), Monikę Kuklę (Dojlidy Białystok), Annę Bilovol (Opolskie Towarzystwo Kajakowe), Mateusza Surwiło (ZSR Start Zielona Góra), Bartosza Dudałę (UKS 4 Katowice) i Patryka Dąbrowskiego (LUKS MOSW Choszczno).
– Są w tym gronie zawodnicy, którzy mają prawo nastawiać się na walkę o kwalifikację paralimpijską, ale są też tacy, dla których PŚ w Brandenburgu będzie lekcją na przyszłość, okazją do zbierania doświadczenia. Podczas konsultacji w Wałczu Bartek Dudała może czasowo nie osiągnął rezultatu, jakiego oczekiwaliśmy, ale zabieramy go do Niemiec po naukę. Jedyną zawodniczką z naszej kadry, która w weekend wystąpi w dwóch konkurencjach, będzie Ania Bilovol – zaznacza Renata Klekotko.
Liderką polskiej reprezentacji parakajakarskiej pozostaje Sobczak, dwukrotna uczestniczka igrzysk paralimpijskich, która w ubiegłym roku walczyła o podium MŚ i ME. Z obu imprez wróciła bez medalu, a występy te powetowała sobie na MŚ w paramaratonie kajakowym. Nasza paralimpijka z Tokio i Paryża zwyciężyła w konkurencji KL3 6 km. Ponadto, na drugim stopniu podium MŚ w paramaratonie kajakowym w Gyor stanęli Szpak (VL1 6 km), Karolina Bronowicz (VL1 6 km), a na najniższym Kukla (VL3 6 km) i Bilovol (VL 2 6 km).
– Bardzo się cieszę, że mogłam wystartować i pływać w kontakcie ze ścisłą światową czołówką, która gdzieniegdzie też czasami jest troszeczkę sprawniejsza ode mnie. Do medalu na ME zabrakło bardzo, bardzo mało, na MŚ byłam szósta, dlatego tym bardziej się cieszę, że pomimo tego, że nie mam całej nogi, to potrafię dorównać dziewczynom z mniejszą niepełnosprawnością. A ten medal MŚ w paramaratonie troszeczkę wynagrodził mi ten cały sezon – podsumowuje Sobczak.
Podobnie jak w przypadku naszych sprinterów, docelową imprezą dla polskich parakajakarzy będą mistrzostwa świata w Poznaniu (26-30 sierpnia).
– Jest to bardzo wyjątkowe wydarzenie dla nas. Po pierwsze, wszyscy kibice mogą być razem z nami w Polsce. Wiadomo, że całkiem inaczej się płynie na swoim terenie, który znamy. Lubię Maltę i jest ona dla mnie wdzięczna, więc mam nadzieję, że będzie tak również na MŚ – liczy Sobczak. – MŚ to największa impreza i przed własną publicznością będziemy chcieli zaprezentować się jak najlepiej. Z tyłu głowy mamy również, że trzeba zdobywać punkty do rankingu i liczę, iż już po ME w Portugalii będziemy możliwie jak najwyżej – wierzy Klekotko.



