TENIS

Niespodzianka na MP 2020 w tenisie. Kaśnikowski wyeliminował Hurkacza

94. Mistrzostwa Polski w Tenisie

Maks Kaśnikowski wyeliminował w czwartek najwyżej rozstawionego w drabince Huberta Hurkacza w drugiej rundzie 94. Mistrzostw Polski w Tenisie.

Kaśnikowski przed niespełna dwoma tygodniami został mistrzem kraju juniorów, dzień przed 17. urodzinami. Natomiast Hurkacz to 29. zawodnik świata w rankingu ATP Tour.

Hubert Hurkacz (fot. LOTOS PZT Polish Tour)

– Ciężko to powiedzieć, jeszcze nie poukładałem sobie w głowie całego meczu. Będę musiał sobie to przemyśleć, jak to zrobiłem. Jestem w szoku, tak jak chyba wszyscy. Bardzo się cieszę, że udało mi się wygrać. Na koniec poczułem ulgę. Bo w drugim secie prowadziłem 5:2 i nie zamknąłem meczu w dwóch setach, trochę było mi szkoda, ale nie załamałem się i grałem do końca. Po wszystkim poczułem ulgę i niesamowitą radość – powiedział po wygranej Kaśnikowski.

– Nie zastanawiam się jak daleko tu dojdę. Ciężko mi to teraz mówić, bo teraz jest sporo niesamowitych zawodników w tym turnieju, więc ciężko cokolwiek przewidzieć, Dzisiejszy mecz doda mi pewności siebie, to jest też niesamowity kop do pracy. Teraz czuję, że da się grać z zawodnikami z topu. Będę pracować ciężko, jeśli nie jeszcze ciężej, bo widzę, że mogę na tym poziomie grać. Mimo że dziś wygrałem z Hubertem Hurkaczem, to jest tutaj wielu świetnych tenisistów, z którymi będzie tak samo trudno. Jeżeli chodzi o prezent na 17. urodziny, to ufunduję sobie taki, jak będę grał w Bytomiu – dodał.

Kaśnikowski przegrał pierwsze trzy gemy meczu, w tym dwa przy swoim serwisie, ale odrobił starty i wygrał pierwszą partię 7:5. Również początek drugiej należał do niego i wydawało się, że pokona Hurkacza bez straty seta, gdy na tablicy pojawił się wynik 5:2. Jednak wtedy wyraźnie się usztywnił, a bardziej doświadczony rywal rozstrzygnął na swoją korzyść pięć kolejnych gemów.

– Na początku byłem mocno zestresowany, to było widać w mojej grze. Po jakimś czasie ten stres jednak minął i nie miałem już nic do stracenia. Walczyłem o każdy punkt, dawałem z siebie wszystko i cały czas wiedziałem, że mam szansę pokonać Huberta. Jeszcze jestem juniorem i trudno mi uznać jakieś spotkanie za najlepsze. Jestem młody, z każdym dniem się rozwijam, czasem zagram słabiej, innym razem lepiej. No i przede mną jeszcze wiele meczów – powiedział Kaśnikowski, który trenuje w Piasecznie pod Warszawą pod okiem Mario Trnovskiego, który wcześniej trenował m.in Klaudię Jans-Ignacik i Marcina Gawrona.

Hurkacz gra jeszcze w Bytomiu w deblu, w parze z Mateuszem Terczyńskim, a ich rywalami są Kamil Majchrzak i Jan Zieliński.

Maja Chwalińska (fot. LOTOS PZT Polish Tour)

Porażka Hurkacza była największą niespodzianką czwartkowych gier. Zwycięzcy innych meczów powiedzieli po awansie do ćwierćfinałów:

Kamil Majchrzak (nr 2), po pokonaniu Mateusza Terczyńskiego 6:1, 6:1:

Cieszę się, że zwycięstwo nadeszło w taki sposób, jak trzeba. Początek pierwszego seta był wyrównany. Rytm był szarpany, obydwaj popełnialiśmy za dużo błędów. Potem wszedłem w uderzenie, więc zdołałem opanować przebieg wydarzeń na korcie. Tak naprawdę już do końca grałem dużo lepiej, lepiej i lepiej. Cieszę się, że wraz z każdym kolejnym gemem coraz bardziej podnoszę swój poziom na korcie i wprowadzam się w dobry rytm. Mam nadzieję, że to utrzymam do końca mistrzostw.

Katarzyna Kawa (nr 1.), po wygranej z Magdaleną Hędrzak 6:2, 6:1

Potrzebowałam się dziśv wkurzyć, zmotywować bardziej do meczu. Spotkania w pierwszych rundach nie są łatwe, bo nie do końca wiadomo, czego się spodziewać po przeciwniczkach. Trudno utrzymać koncentrację na wysokim poziomie. Sama też nie wiem do końca w jakiej formie jestem.

Magdalena Fręch (nr 3.) po wygranej z Paulą Kanią-Choduń 6:0, 7:5

Znamy się bardzo dobrze. Jeszcze niedawno jeździłyśmy razem na turnieje. Jest moją koleżanką i mecz nie ma na to wpływu. Grałyśmy ze sobą parę dni temu we Wrocławiu, więc wiedziałam, czego się spodziewać. Wiedziałam, że będzie mega ciężki mecz i na to byłam gotowa.

Jan Zieliński (nr 6.) po wygranej z Bartoszem Wojnarem 6:1, 6:2

Każdy dzień, który tak się układa, kiedy pada, może padać i trzeba patrzeć w niebo, jest ciężki dla tenisistów. Nie ma wtedy znaczenia faza turnieju ani to z kim i gdzie się gra. Najgorsze jest czekanie na poprawę pogody, a dopasowanie rozgrzewek i obiadów jest ciężkie. Na szczęście pogoda jest lepsza niż wszyscy przewidywali, bo podobno miało padać cały dzień.

Maciej Rajski (nr 8.) – Michał Mikuła 6:3, 7:5

To był ciężki mecz, zaraz po deszczu były dość trudne warunki na korcie. Były długie wymiany, musiałem się mocno napracować nad wygraniem każdego punktu. Z Michałem znamy się doskonale, bo również jest z Warszawy, czasami razem grywaliśmy, a to było dodatkową trudnością. Łatwo nie było, ale najważniejsze, że jestem w ćwierćfinale.

Pokaż więcej

redakcja

Kronika24.pl - TYLKO najważniejsze informacje z Polski i ze świata!

Powiązane artykuły

Back to top button