Artysta znany głównie ze ścieżki dźwiękowej do Amelii przyjechał ze swoim nowym materiałem z płyty „Rathlin from a Distance | The Liquid Hour”.
Jeżeli ktoś spodziewał się podobnego do filmu klimatu… to dostał coś zupełnie odwrotnego.
W Amelii, dobre i złe chwile przeplatały się, ale wygrywało mrugnięcie okiem, jakaś zadziorność. W pierwszej części koncertu artysta zaprezentował materiał bardzo melancholijny, wręcz smutny. Inspiracją były morskie podróże. Niektóre dźwięki składały się w całość podobnie jak u Hani Rani. Kto kogo słuchał, czy to przypadek tego pewnie się nie dowiemy. Cała pierwsza część koncertu została zagrana na fortepianie.
Trasa Yanna jest jakąś jego wewnętrzną formą procesu zastanowienia nad światem. Yann Tiersen prowadzi swojego busa sam i przemierza następne miasta ze swojej koncertowej mapy. Nie przekracza 100 km/h, bo chce równowagi i poszanowania dla planety. Szuka złotego środka w byciu, a nie w czerpaniu od świata.
W drugiej części koncertu Klubem Studio w Krakowie zawładnęła elektronika i tu już było zdecydowanie żywiej. Komputer, syntezatory, masa kabli. Publiczność wchodziła w swego rodzaju trans. Światła, dźwięki, miało się wrażenie przebywania w jakimś industrialnym miejscu w środku kinowego filmu. Artysta prowadził swego rodzaju monolog.
To chyba jeden z niewielu koncertów, na którym lepiej byłoby usiąść i wejść do świata Tiersena. Do jego marzeń, pragnień, przeżyć, do jego drogi.
(Lidia Ostólska, Tytus Kondracki)



