INNEREPREZENTACJA

Rugby Sevens Challenger. Polki powalczą o World Series

World Rugby Sevens Challenger. Kapitalny występ w Krakowie

Reprezentacja Polski zajęła znakomite drugie miejsce w turnieju World Rugby Sevens Challenger w Krakowie.

Nasza reprezentacja w finale zawodów uległa Chinkom. Wcześniejsze zwycięstwo w półfinale z Kenią sprawiło, że nasze zawodniczki zapewniły sobie udział w finałowych zmaganiach w Madrycie, które odbędą się na przełomie maja i czerwca.

Po pierwszym dniu w polskiej ekipie panowały dobre nastroje. Co prawda na inaugurację turnieju nasza drużyna przegrała niespodziewanie z Kenijkami 19:21, ale potem rozbiła Meksyk 55:0, a na koniec, po wspaniałym meczu, pokonała Belgię 24:19 i wygrała grupę C, dzięki czemu w ćwierćfinale udało się uniknąć najmocniejszych w stawce Chinek i Argentyny.

– Założeniem było wygranie tego meczu, dlatego mimo dużego zmęczenia, żadna z nas do końca nie odpuszczała. Wynik na styku nas napędzał – mówiła tuż o meczu Małgorzata Kołdej. – Jesteśmy świetnie przygotowana fizycznie, tak że teraz szybka regeneracja i walczymy dalej – dodała

Twardy bój i efektowna wygrana Polek

Polki przystępowały do tego spotkania wiedząc, że jeśli wygrają, dostaną w półfinale szanse rewanżu z Kenią, która sensacyjnie pokonała Argentynę. Dla układu klasyfikacji generalnej, z naszego punktu widzenia, nie był to zbyt szczęśliwy wynik, co jednak nie zmieniało faktu, iż „Biało-Czerwone” najpierw musiały poradzić sobie z Czeszkami, żeby móc myśleć o czymkolwiek więcej.

Zaczęło się bardzo dobrze, bo już w pierwszej minucie Katarzyna Paszczyk, która poprzedniego dnia, szczególnie w meczu z Belgią, pokazała znakomitą formę, zameldowała się w polu punktowym i wyszliśmy na prowadzenie 5:0. Jednak drużyna naszych południowych sąsiadek prezentowała się bardzo ambitnie i nie pozwalała gospodyniom na wiele. Na murawie trwał zacięty bój, ale na szczęście udało się przełamać czeską defensywę i po efektownym rajdzie lewą stroną Oliwia Strugińska zaliczyła kolejne przyłożenie dla naszej drużyny.

O tym, jak twardymi rywalkami są Czeszki, przekonała się Natalia Pamięta, która po jednym ze starć musiała w towarzystwie medyka opuścić boisko. Polki jednak poszły za ciosem i po kolejnej akcji Paszczyk, Strugińska po raz drugi zameldowała się w polu punktowym, a Julia Druzgała udanie podwyższyła. Dzięki temu do przerwy prowadziliśmy 17:0.

Początek drugiej połowy to kolejny zryw Czeszek, który jednak udało się przetrwać. I kapitalnie odpowiedzieć, bo po świetnym rozegraniu Druzgały Sylwia Witkowska wpadła na pole punktowe między słupami, a grająca z numerem 10 zawodniczka Biało-Zielonych Ladies Gdańsk nie miała kłopotów z podwyższeniem.

„Biało-Czerwone” prowadziły już 24:0, ale również i nasze rywalki dopięły swego, bo na niespełna dwie minuty przed końcem zaliczyły pierwsze przyłożenie, autorstwa Julie Doleżilowej. To było jednak wszystko, na co było stać nasze rywalki i Polska po efektownym zwycięstwie awansowała do półfinału, gdzie już czekały Kenijki.

W drugiej parze półfinałowej reprezentacja Chin, znacznie lepsza od Ugandyjek, trafiła na Belgijki, które w 1/4 finału zdemolowały Paragwaj.

Udany rewanż „Biało-Czerwonych”

Sytuacja ułożyła się w taki sposób, że ewentualna wygrana z Kenią zapewniała nam awans do turnieju finałowego w Madrycie, tymczasem porażka sprawiała, że traciliśmy na to szansę. Niestety Polki musiały radzić sobie bez Natalii Pamięty, której uraz okazał się na tyle poważny, że nie była w stanie wystąpić w półfinale.

Mecz z Kenijkami był od samego początku niezwykle zacięty i długo żadna z drużyn nie była w stanie zapunktować. Nasza drużyna musiała radzić sobie przez moment bez ukaranej żółtą kartką Hanny Maliszewskiej, co wykorzystały Kenijki i na nieco ponad minutę przed końcem pierwszej części gry przedarły się na nasze pole punktowe.

Jednak jeszcze przed końcem znów kapitalnym rajdem popisała się jedna z największych bohaterek w polskiej ekipie Katarzyna Paszczyk, która przyłożyła piłkę w polu punktowym, a Julia Druzgała z niełatwej pozycji celnie kopnęła między słupy i do przerwy prowadziliśmy 7:5.

Drugą połowę to Polki, wspierane mocnym dopingiem z trybun, zaczęło bardzo agresywnie i sprowokowały Kenijki do błędu, w efekcie którego jedna z nich otrzymała żółtą kartkę. I znów duet Paszczyk – Druzgała zapewnił nam siedem punktów, dzięki czemu pięć minut przed końcem było już 14:5 dla „Biało-Czerwonych”. Niestety Kenijki, choć grając w osłabieniu, błyskawicznie odpowiedziały drugim przyłożeniem, ale na nasze szczęście ponownie nie udało im się podwyższyć.

Nasze rywalki znów zostały ukarane żółtą kartką po celowym zbiciu piłki do przodu. Podopieczne Janusza Urbanowicza nie zamierzały przepuścić takiej okazji. Tym razem to Julia Druzgała wpadła na pole punktowe, a chwilę później sama podwyższyła, znów pozwalając nam odskoczyć przeciwniczkom.

Kenijki były bardzo blisko szybkiej odpowiedzi, ale świetnie w obronie spisała się Małgorzata Kołdej, której ofiarna interwencja zapobiegła stracie punktów. W ostatniej akcji meczu co prawda udało im się przyłożyć i zmniejszyć straty, ale nie dały już rady dogonić naszej drużyny, która wygrała ten mecz 21:15!

Dzięki tej wygranej Polki zapewniły sobie w praktyce awans do finałów w Madrycie, ale miały przed sobą jeszcze spotkanie o triumf w Krakowie, w którym nasza drużyna miała zmierzyć się z Chinkami.

– Dużą rolę odgrywa w tym turnieju głowa. Nakręcamy się tymi zwycięstwami, budujemy pewność siebie i myślę, że w Monako, gdzie będziemy walczyć o igrzyska olimpijskie, pokażemy super rugby – mówiła po meczu Hanna Maliszewska. – Wiedziałyśmy, że to będziesz ciężki mecz, że musimy włożyć w to dużo sił, bo gramy o finały w Madrycie. A po tym, co pokazałyśmy w Dubaju i Montevideo również udowodnić, że to były tylko wypadki przy pracy, bo nasze miejsce jest w finałach – dodała popularna „Malina”.

– To był ciężki i najważniejszy mecz, ale udało się! Mogłyśmy to zrobić, chociaż wcale nie musiałyśmy. Mam nadzieję, że w końcu zaświeci dla światełko w tunelu – wtórowała jej Sylwia Witkowska. – Mamy kłopoty ze zdrowiem, ale się nie poddajemy. Jest w nas siła, serducho, dajemy z siebie wszystko pomimo urazów. Żartuję, że tu się zalepi, tu zaklei i jakoś będzie – dodawała z uśmiechem nasza reprezentantka.

Polki jadą do Madrytu!

Przed meczem Polek rozegrano spotkanie o trzecie miejsce w turnieju, w którym Belgia pokonała Kenię 26:7. To oznaczało, że drużyna z Afryki straciła definitywne szansę awansu na finałowy turniej w Madrycie. Z challengerów zobaczymy tam Chiny, Argentynę, Belgię i Polskę.

„Biało-Czerwone” wyszły na finałowe starcie bez presji, bo faworytkami były zwyciężczynie turniejów w Dubaju i Montevideo Chinki. Jednak polscy fani gorąco liczyli, że zbudowane wcześniejszymi zwycięstwami zawodniczki Janusza Urbanowicza ponownie sprawią im miłą niespodziankę.

Po odśpiewaniu hymnów na boisku zaczęła się walka. Polki zaczęły trochę nerwowo, naciskane przez rywalki. Po trzech minutach gry niestety musieliśmy grać w osłabieniu, bowiem przy próbie przechwytu Maliszewska dość pechowo zbiła piłkę do przodu i dostała żółtą kartkę. Chinki szybko to wykorzystały, Dou Xinrong zaliczyła przyłożenie, a Gu Yaoyao celnie kopnęła między słupy i przegrywaliśmy 0:7.

Po chwili na naszym polu punktowym zameldowała się Su Qi i Chinki powiększyły swoją przewagę. Do przerwy przegrywaliśmy 0:12, a po zmianie stron nasze rywalki po raz trzeci zameldowały się w polu punktowym. Yaoyao celnie kopnęła z podstawki i zwycięstwo zaczęło nam odjeżdżać.

Zmęczone Polki miały kłopoty z mocno grającymi rywalkami i niestety straciliśmy kolejne przyłożenia. Ostatecznie Chinki wygrały to spotkanie 36:0, dzięki czemu zapewniły sobie komplet zwycięstw we wszystkich Challengerach. „Biało-Czerwone” zakończyły turniej w Krakowie na drugim miejscu, dzięki czemu przesunęły się w klasyfikacji generalnej całego cyklu na czwarte miejsce i tym samym wywalczyły awans do finałów w Madrycie!

– Na chłodno, przyjechałyśmy tutaj bez jakichś dużych nadziei na awans do turnieju finałowego, a udowodniłyśmy, że wcale nie byłyśmy na straconej pozycji. Pokazałyśmy wszystkim, że z każdej sytuacji można wyjść – powiedziała po finale Malinowska.

– Oczywiście jest niedosyt, bo źle się czujemy z tą porażką w finale, ale najważniejsze zadanie zostało wykonane. Jedziemy do Madrytu, tam będziemy walczyć o elitę. A Chinki spróbujemy „ugryźć” w Monako – podsumowała jedna z bohaterek polskiej ekipy Julia Druzgała.

Finał w Madrycie odbędzie się już za dwa tygodnie. Polki zagrają w grupie z Japonią, Hiszpanią i Chinami. W drugiej grupie zmierzą się: RPA, Brazylia, Argentyna oraz Belgia. O awansie do cyklu SVNS zadecydują następnie mecze play-off, w których zmierzą się „na krzyż” zespoły z miejsc 1-4 oraz 2-3.

Pokaż więcej

redakcja

Kronika24.pl - TYLKO najważniejsze informacje z Polski i ze świata!

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button