REPREZENTACJATENIS

Puchar Davisa. Polska przegrywa z Wielką Brytanią w Gdyni

Tenis

Reprezentacja Polski przegrywa z Wielką Brytanią 0:2 po pierwszym dniu spotkania Grupy Światowej I Pucharu Davisa, rozgrywanego na twardym korcie w Arenie Gdynia.

W meczu otwierającym dwudniową rywalizację w Gdyni Tomasz Berkieta (WKT Mera Warszawa) przegrał 6:7 (9-11), 4:6, po zaciętej blisko dwugodzinnej walce, z 34. w rankingu ATP Cameronem Norrie, który był już numerem osiem na świecie.

Polak w tie-breaku nie wykorzystał dwóch kolejnych piłek setowych od stanu 6-4, potem szanse na dotknięcie tej partii miał już tylko rywal. Udało mu się to dopiero przy czwartej okazji. W drugiej części spotkania kluczowe okazała się jedyna tego dnia utrata serwisu Przez Tomka na 1:2. Nie udało mu się odrobić tej straty do końca, choć miał swoje szanse.

– Szkoda tych piłek setowych. Prawdopodobnie, gdybym miał okazję zagrać jeszcze raz te punkty, to zagrałbym to inaczej. Było blisko. Serwis relatywnie mały aut, podobnie z forhendem. Grałem z przeciwnikiem klasy światowej, więc cieszę się, że zaprezentowałem swój poziom. Ten mecz pokazał, że to jest poziom, do którego dążę. Dążymy do tego, żebym jak najczęściej grał z takimi zawodnikami. Kibice zrobili kawał dobrej roboty. Uważam, że stworzyli super widowisko, a obejrzało je bardzo dużo kibiców na trybunach. Bez kibiców gra się zupełnie inaczej, a tutaj na brak zaangażowania publiczności nie można narzekać – powiedział Berkieta, który choć po raz drugi występuje w reprezentacji nie ukrywa, że miał krótką chwilę zwątpienia przed meczem.

– Wczorajszy dzień („wczoraj”, czy wszyscy Polacy są tępi i nie potrafią prawidłowo mówić po polsku?! – red.)  był dla mnie najgorszy. Złapał mnie największy stres, a dzisiaj jak się obudziłem to stwierdziłem, że zagram najlepiej jak potrafię. Trenerzy też przygotowali mnie do meczu, włożyli w to kawał dobrej roboty. Tym bardziej szkoda tego tie-breaka i setboli, ale też wczesnego breaka w drugim secie, Ale założeniowo wykonałem swój plan na to spotkanie. Cieszę się z kolejnego występu w Pucharze Davisa przed polską publicznością. To zawsze jest wyjątkowe, bo mało mamy okazji, żeby zagrać u nas. Nawet wtedy w meczu z Barbadosem w Kozerkach mój debiut to było duże przeżycie. Teraz jest zupełnie inaczej, bo gram o konkretny punkt dla drużyny, który ma znaczenie. Patrząc na dzisiejszy mecz, to oczekiwania na ten sezon na pewno się zmienią na plus i wierzę, że dadzą mi solidnego kopa w rankingu – dodał Tomek.

Zgodnie z regulaminem ITF, najpóźniej na godzinę przed rozpoczęciem spotkania, kapitanowie mogą dokonać zmian w wyjściowym ustawieniu. Z tej możliwości skorzystał Leon Smith, który dokonał zmiany zawodnika na drugiej rakiecie w brytyjskiej ekipie.

Kontuzjowanego Jacoba Fearnleya zastąpił Arthur Fery. I to on wyszedł na kort przeciwko Olafowi Pieczkowskiemu, którego pokonał 6:4, 6:2, zdobywając drugi punkt dla swojej drużyny.

– Oglądaliśmy z Alkiem Charpantidisem mecze Fery’ego. Zawodnicy też mają dostęp do jego meczów w internecie, więc zmiana przeciwnika dzisiaj nie była wielkim problemem, bo rozmawialiśmy z Olafem o potencjalnym innym rywalu. Na pewno Fery to bardzo utalentowany zawodnik, który w przeciągu roku lub półtora może mocno skoczyć w górę rankingu. Bardzo dobrze biega na końcowej linii trochę jak Federer. Ostatnio wygrał dużego challengera we Francji, więc jego obecny ranking nie do końca oddaje poziom gry, jaki obecnie prezentuje. Ale to naprawdę może się szybko zmienić. Natomiast Olaf dzisiaj bardzo dobrze zagrał i wynik nie oddaje tego, co działo się na korcie. Było dużo walki i prób znalezienia sposobu na wytrącenie z rytmu świetnie grającego rywala. Ale się nie udało dzisiaj wygrać. Szkoda, ale myślę, że z tego meczu można wyciągnąć sporo cennej nauki – powiedział Fyrstenberg.

Brytyjczyk lepiej wszedł w mecz i z przewagą jednego zdobytego breaka prowadził już 3:1. Jednak Olaf doprowadził do wyrównania. Przy stanie 4:4 Olaf nieoczekiwanie stracił podanie. Chwilę później rywal wykorzystał pierwszego setbola na 6:4, po prawie trzech kwadransach gry.

– Zawsze jest presja przy grze z zawodnikiem z wyższym rankingiem i to przed polską publicznością. Ale wydaje mi się, ze dobrze sobie poradziłem z nią, a doping publiczności totalnie dodał mi energii. Jak słyszałem z trybun „Polska” lub „dawaj Olaf”, to zdecydowanie podnosiłem się na duchu. Dzisiaj kluczowe piłki zrobiły różnice, a momentami brakowało mi sił. Miałem swoje szanse przy 4:4 w pierwszym secie, ale mi uciekły. Potem przełamanie w pierwszym gemie drugiego seta spowodowało, że musiałem gonić wynik, a wiadomo, że ciężko się gra w takiej sytuacji. Wydaje mi się, że jestem taką osobą, która dobrze radzi sobie z presją, choć wciąż lepiej czuję się w roli underdoga. Pewnie dlatego wolałbym dzisiaj grać z Norriem, bo nie miałbym nic do stracenia, a wtedy gram najlepszy tenis i mogę tylko zyskać – powiedział Pieczkowski

Na ławce Team Poland podczas piątkowych meczów, oprócz członków sztabu szkoleniowego i zawodników powołanych na to spotkanie, można było zobaczyć też kapitana reprezentacji BJK Cup Dawida Celta oraz Kamila Majchrzaka (WKT Mera Warszawa). Zawodnik PZT Team nie mógł wystąpić w Gdyni z powodu kontuzji jakiej nabawił się podczas wielkoszlemowego US Open.

– Przede mną jeszcze co najmniej dwa tygodnie przerwy w treningach, a ile dokładnie to potrwa jeszcze dowiem się podczas badań za kilka dni. Ale drużyna i Puchar Davisa zawsze są dla mnie najważniejsze, dlatego przyjechałem tu, żeby wspierać chłopaków chociaż z ławki. To bardzo trudny rywal, z zawodnikami ze ścisłej światowej czołówki w składzie, więc po prostu nie może mnie tu zabraknąć – powiedział Majchrzak.

Kamil przed rozpoczęciem spotkania Pucharu Davisa wziął udział w spotkaniu z dziećmi w ramach Narodowego Dnia Tenisa w strefie PT ustawionej przed halą. Odpowiadał na ich pytania, rozdawał autografy i pozował do zdjęć.

Wznowienie rywalizacji nastąpi w sobotę o godzinie 13.00, a jako pierwszy zostanie rozegrany pojedynek w grze podwójnej. W nim duet PZT Team Karol Drzewiecki (WKS Grunwald Poznań) i Jan Zieliński (CKT Grodzisk Maz.) spotka się z najlepszym obecnie deblem świata: prowadzącym w rankingu ATP Lloydem Glasspoolem i Julianem Cashem.

– Może to ograne hasło, ale naprawdę Puchar Davisa rządzi się swoimi prawami. Co prawda jutro gramy ze światowymi liderami w grze podwójnej, to myślę, że Karol i Janek są bardzo dobrze przygotowani do gry, a to rywale będą czuli dużą presję. Gdyby udało nam się wygrać mecz deblowy, to ta presja u Brytyjczyków zacznie rosnąć bo to już będzie zupełnie inne granie. Już dzisiaj było widać, że Fery miał problemy z łydkami, więc wierzę, że jutro uda nam się powalczyć. Nie raz wygrywało się mecze przegrane – podkreśla Fyrstenberg.

Jeśli Polacy sprawią niespodziankę to w czwartym meczu spotkać się powinni Pieczkowski i Norrie. Natomiast jeśli gra podwójna rozstrzygnie losy zwycięstwa to prawdopodobnie w meczu singlowym debiut w reprezentacji odnotuje Fryderyk Lechno-Wasiutyński (FairPlayce Poznań).

Pokaż więcej

redakcja

Kronika24.pl - TYLKO najważniejsze informacje z Polski i ze świata!

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button