RÓŻNOŚCI

Molo w Orłowie. Hulajnogi, pistolet i granat wyłowiono z morza

Trójmiasto

Jeszcze w piątek, 13 stycznia, zatopionych pod orłowskim molo hulajnóg było osiem.

W poniedziałek, 16 stycznia, na brzeg wydobyto aż dziewięć jednośladów, które ktoś postanowił zatopić w tym popularnym wśród spacerowiczów miejscu. Łukasz Piórewicz z Centrum Techniki Nurkowej w Gdyni, inicjator i organizator akcji wyławiania tych pojazdów, apeluje – nie traktujmy morza jak śmietnika!

Niecodzienny połów w Gdyni to efekt odkrycia, jakiego nurkowie z Centrum Techniki Nurkowej w Gdyni dokonali w piątek, 13 stycznia. Oprócz monet, łańcuszka czy m.in. kastetu, na głębokości trzech metrów odkryto coś jeszcze…

– Osoby z mojego Centrum, które w piątek popłynęły na nurkowanie rekreacyjne pod molo w Orłowie, znalazły pod nim aż osiem zatopionych hulajnóg – relacjonuje Łukasz Piórewicz. – Gdy wrócili do Centrum i powiedzieli, że mamy na końcu mola potopione hulajnogi, to stwierdziliśmy, że je wyciągniemy, jak tylko pogoda pozwoli – dodaje Piórewicz.

Poniedziałkowa akcja

W poniedziałek 16 stycznia pogoda pozwoliła na to, by nurkowie ponownie weszli pod wodę przy molo w Orłowie. Pełny skład ekipy wyciągającej hulajnogi to Ewa Kochańska, Arkadiusz Srebnik, Jonathan Borg, Maciej Komorowski, Łukasz Piórewicz oraz 7-letnia Zuzanna Piórewicz, która dzielnie asystowała na brzegu.


Wśród osób, które brały udział w wydobyciu hulajnóg, był Arkadiusz Srebrnik, mieszkający na co dzień na Malcie. Wraz z Jonathanem Borgiem z grupy NGO Zibel zajmują się tam na co dzień wyciąganiem m.in. zatopionych hulajnóg oraz innych przedmiotów, spoczywających w maltańskich wodach. Mają więc doświadczenie w tego typu akcjach, które bardzo przydało się w tym przypadku.

Hulajnogi trafiły do ich operatorów

Trudna akcja wyciągania jednośladów trwała blisko 2 godziny, ale zakończyła się sukcesem. Wydobyto wszystkie hulajnogi, które następnie zostały odebrane przez ich operatorów, czyli firmy, wypożyczające je na minuty.

Łukasz Piórewicz dosadnie skomentował w mediach społecznościowych fakt zatapiania takich urządzeń w morzu.

– To jest totalna głupota ludzka – Łukasz Piórewicz ostro komentuje zatopienie jednośladów w morzy. – To, że komuś hulajnogi przeszkadzają jako urządzenie do transportu i że te hulajnogi niestety są porzucone przez użytkowników w najróżniejszych miejscach, to nie oznacza, że mają znaleźć się pod wodą. Co to miało być, kara dla użytkowników, czy firm, które te hulajnogi udostępniają? Nie, to zwykła głupota. Raz, że nikomu to wielkie satysfakcji nie przyniesie, że to znajduje w wodzie, a dwa: dla ekologii i naszego środowiska naszych wód znajdowanie się akumulatorów litowo-jonowych pod wodą, ich reakcja ze słoną wodą, powoduje, że trujemy to środowisko – podkreśla stanowczo.

Zatopione hulajnogi (fot. Łukasz Piórewicz/Centrum Techniki Nurkowej Gdynia)

Co jeszcze można znaleźć w morzu?

Jak mówi Łukasz Piórewicz, tamtego dnia w poniedziałek ekipa nurków nie szukała już niczego innego. Najważniejsze było jak najszybsze wydobycie zatopionych pojazdów.

– Aczkolwiek gdy nurkuje się dookoła mola, można znaleźć wszelkie rzeczy, które ludzie wrzucają do wody. Najczęściej znajdujemy monety, które ludzie wrzucają, znaleźliśmy kiedyś łańcuszek, portfel, a nawet plecaki. Czasami trafia się też amunicja. Kilka lat temu znaleźliśmy granat czy pistolet i zgłosiliśmy to odpowiednim służbom – mówi Łukasz Piórewicz.

Dodaje, że wszyscy nurkowie, a szczególnie osoby szkolone w Polsce, zdają sobie sprawę, że pod wodą możemy znaleźć różne rzeczy, czasem niebezpieczne.

– Dopóki tego nie dotykamy, nie bawimy się tym, to nie jest to dla nurka niebezpieczne. Jeśli jest taka możliwość, to oznaczamy ten obiekt, potem wzywamy policję i oni się już tym zajmują – precyzuje Piórewicz.

Morze to nie śmietnik

Jak podkreśla współwłaściciel Centrum Techniki Nurkowej w Gdyni, woda nie służy do tego, żeby do niej coś wrzucać i w ten sposób czegoś się pozbywać.

– Takie podejście ludzi jest bardzo krótkowzroczne, bo zaśmiecając i niszcząc nasze morze, niszczą środowisko, z którego poławiają ryby, z którego można korzystać nurkując, czy kąpiąc się. Jeśli wyrzucimy do wody coś niebezpiecznego, jakieś szkło, puszki, to ktoś sobie może krzywdę zrobić – dodaje Łukasz Piórewicz.

– Nie traktujmy morza jako śmietnika. Wręcz przeciwnie, powinniśmy dbać o jego dobrostan. Nawet, gdy przechadzamy się po brzegu i widzimy na brzegu jakieś leżące śmieci, to jako społeczeństwo powinniśmy mieć poczucie, że powinniśmy to posprzątać. Ktoś nabrudził, ale widząc to, powinniśmy się tym zająć sami, przez nikogo nie proszeni – apelujemy gdyński nurek.
(UMG)

Pokaż więcej

redakcja

Kronika24.pl - TYLKO najważniejsze informacje z Polski i ze świata!

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button