FESTIWALEKONCERTYRELACJE

Macklemore rozniósł scenę. Jedyny prawdziwie mocny punkt pierwszego dnia na Kraków Live Festival [FOTORELACJA]

Kraków Live Festival 2019

Pytanie czy line-up piątkowego wieczoru był słaby, czy Macklemore tak dobry, że występy reszty zaproszonych artystów wyglądały blado na tle tak świetnego show

(z tej generalizacji wykreślając Aurorę, która jest niesamowita sama w sobie, i która dała pięknie prawdziwy koncert).

Wystąpił w towarzystwie orkiestry i tancerek. Zaczęli piosenką “Ain’t Gonna Die Tonight” i już od pierwszych dźwięków było wiadomo, że nie będzie to nudny, “odbębniony” koncert. Wszyscy na scenie bawili się równie świetnie, jak publiczność zebrana pod nią, czasem mogło się wydawać, że nawet lepiej. Skakali, tańczyli, szaleli, jak gdyby byli na najlepszej imprezie swojego życia. Wszystko ze sobą grało, pokazali charakter, który udzielał się festiwalowiczom. Szczególne wyrazy uznania dla perkusisty, który skakał jak zwierzę z całą mocą uderzając w bębny.

Macklemore udowodnił, że nie potrzeba laserów, fajerwerków, dymów i innych ogni na scenie. Wystarczy charyzma i umiejętność zarażenia publiki swoją energią. Subtelne ilości efektów wizualnych w postaci ogni, czy kurtyny pirotechnicznej na samym końcu dodało klimatu, ale równie dobrze mogłoby się bez tego obejść.

Setlista była wypełniona największymi hitami. Usłyszeliśmy: “Thrift Shop”, “Can’t Hold Us”, “Same Love”, “These Days”, “And We Danced”, a na bis “Good Old Days” oraz “Glorious”. Zaprezentował też jedną nowość, utwór “Shadow”, który od razu przypadł do gustu fanom rapera.

W pewnym momencie, Macklemore na scenę zaprosił dwóch ochotników, ogłaszając konkurs na najlepszego tancerza. Pierwsza dziewczyna, coś tam potańczyła, nie było tragedii, ale to co zaprezentowała druga ochotniczka wprawiło tłum w oniemienie. Mała dziewczynka, która dała taki popis, że sam artysta nie mógł wyjść z podziwu.

Ben Haggety, bo tak w rzeczywistości ma na imię gwiazda wczorajszego wieczoru, od początku do końca utrzymywał kontakt z zebranym tłumem. Mówił, motywował do zabawy, emanował swoją pozytywną energią i oczywiście zapowiedział, że jeszcze do nas wróci.

Barwnym punktem była Macklemorowa odsłona Freddiego Mercurego, który wykonał dwie piosenki, tańcząc i pląsając po scenie jak legenda sprzed 30 lat.

Ben, muzykę zaczął tworzyć w 2000 roku, już jako 14 latek pisał pierwsze teksty, i to właśnie w tym wieku przylgnęła do niego ksywka “Macklemore”, wtedy jeszcze przez swoich bliskich nazywany “profesor Macklemore”.

Teledysk do utwory “Thrift Shop” w serwisie YouTube zyskał ponad 1,3 miliarda wyświetleń. Dotarł do pierwszego miejsca Billboard 100 i został sprzedany w ilości 5 milionów kopii. Na festiwalu mogliśmy go usłyszeć jako trzeci utwór. Ci spóźnieni biegli ile sił w nogach, aby zdążyć i dołączyć do świetnej zabawy, jaką widzieliśmy na scenie i pod nią.

Od całego zespołu, zauważalne było: serce do fanów, miłość do muzyki i chęć fantastycznej zabawy. Taką energię jaką nam zaproponowali powinni mieć wszyscy tego typu artyści, a niestety ma tylko garstka. Macklemore przypomniał mi urok dawnego Coke Live Festival. Podobnie bawiłam się na dawnych Live’ach, kiedy artystom jeszcze się chciało.

Aurora, festiwalowa niespodzianka! W przeddzień koncertu dowiedzieliśmy się, że to ona zastąpi Banks. Artystkę, która na kilka dni przed koncertem wydała oświadczenie, że ze względu na zły stan zdrowia musi odwołać koncert w Polsce. W momencie ogłoszenia zastępstwa, pod postem na Facebooku rozpętała się burza. Ludzie ze smutkiem, a czasem złością komentowali, że organizatorzy za późno ogłosili tę wiadomość. Wiele osób zapowiedziało, że chociażby ze względu na nią kupiliby bilet, ale nie są w stanie ogarnąć dojazdu na festiwal. Warto zaznaczyć, że organizator na pewno nie zrobił tego specjalnie, bo sam z pewnością poniósł straty ze względu na zmiany w line-upie i robił wszystko, aby jak najszybciej ogłosić zastępstwo.

Rozpoczęła jeszcze podczas koncertu Macklemora, przez co nie było wielu zebranych na Kraków Stage, lecz z każdą chwilą ich przybywało, a ci którzy zrezygnowali, niech żałują. Charyzmatyczna, młoda norweżka, która jak się wydaje, nie została zniszczona przez muzyczny show biznes. Szczera, delikatna i prawdziwa. Bardziej roztańczona niż na pierwszym Live Festivalu kilka lat temu. Wzruszona przemawiała do swoich słuchaczy i dziękowała za każde brawa po wykonaniu utworu.

No i na końcu niby-gwiazda festiwalowego wieczoru, a wyszła niestety porażka. Dj Snake, który nieświadomie pokazał jak koncertów nie powinno się robić. Głównym pomysłem jego pokazu było stanie na stole, świecenie latarką i “motherf*ckerowanie”. Swój brak pomysłu na występ próbował nadrobić fajerwerkami, ogniami i innymi koncertowo-widowiskowymi gadżetami, no ale nie wyszło. Ludzie wydawali się znudzeni, dopiero gdy na tapetę wszedł zremiksowany utwór MØ “Lean On” poderwali się do zabawy. Usłyszeliśmy flagowy utwór Dj-a “Loco Contigo”, no i to byłoby na tyle.

Artysta sprawił, że nie doczekaliśmy Natalii Nykiel, bo zamiast dodać energii, to nam ją odebrał.
(Klaudia Rakowska)

Tagi
Pokaż więcej

redakcja

Kronika24.pl - TYLKO najważniejsze informacje z Polski i ze świata!

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

avatar
Close