PIŁKA NOŻNA

Liga Europy. Spartak Moskwa pokonał Legię Warszawa. Koniec zmagań Wojskowych

UEFA Europa League

W spotkaniu 6. kolejki Ligi Europy Legia Warszawa przegrała ze Spartakiem Moskwa 0:1.

Mistrzowie Polski w grupie C zajęli ostatnie miejsce i pożegnali się z europejskimi pucharami. Wojskowi w sześciu meczach wywalczyli sześć punktów.

Marek Gołębiewski, trener Legii:

– Ciężko cokolwiek powiedzieć. Byliśmy blisko sprawienia miłego prezentu dla naszych kibiców. Mieliśmy swoje sytuacje, które trzeba było wykorzystać.

– Spartak po naszym błędzie cofnął się i mieliśmy problem z zagrywaniem piłki do napastników. W przerwie uczulałem zawodników, żeby jak najwięcej dośrodkowań trafiało w pole karne rywali. Zmieniliśmy także profil piłkarzy, aby wykorzystać te centry.

– Atmosfera była znakomita i dzięki im za to z tego miejsca. Zawsze chodziłem na mecze Legii i właśnie dzięki fanom te spotkania były niesamowite. Awans do ligi Europy to nagroda dla całego klubu. Bardzo szkoda, że nie udało się przedłużyć tego snu. Możemy sobie powiedzieć szczerze, że Spartak był w naszym zasięgu. Tym bardziej szkoda, że nie udało nam się wygrać.

– Nie wiem co będzie w przyszłości. Proszę wszelkie tego typu pytania zadawać władzom klubu. Ja skupiam się na mojej pracy w Legii Warszawa.

– Zdawaliśmy sobie sprawę z kłopotów kadrowych Spartaka. W 95% trafiliśmy ze składem, a nasi piłkarze dostali szczegółową analizę zawodnika.

– Maik do tej pory grał bardzo dobrze, ale teraz przydarzył mu się błąd. Wygrywamy i przegrywamy razem.

Nie mogę powiedzieć na temat tego piłkarza niczego złego. Błędy się zdarzają, taka jest piłka. Biorę to na siebie, bo to ja wystawiłem taki skład i posłałem w bój właśnie tych piłkarzy.

– Ihor jest po kontuzji. Dopiero teraz bierze udział w mikrocyklu treningowym i dochodzi do optymalnej formy. Ihor musi ciężko pracować, aby w przyszłości występować w pierwszym składzie.

Yuri Ribeiro:

– Próbowałem ja, próbowała drużyna, ale piłka czasem po prostu taka jest. Pozostaje nam patrzeć wyłącznie w kierunku nadchodzących spotkań, które mają olbrzymie znaczenie. Kiedy jesteś w takim zespole jak Legia, każdego dnia pracujesz po to, żeby być mistrzem. Teraz musimy zacząć pracę u podstaw i po prostu zacząć wygrywać mecze w lidze i pucharze.

– Skuteczność była dzisiaj naszą najsłabszą stroną. W trakcie meczu mieliśmy niezłe momenty, stworzyliśmy sobie okazje strzeleckie, które powinny zakończyć się golem. Tak się jednak nie stało, do bramki nie wpadło absolutnie nic i przegraliśmy mecz. Jest to bardzo frustrujące.

– Nie widziałem statystyk, ale wydaje mi się, że w wielu aspektach przeważaliśmy nad Spartakiem. Tylko co z tego, skoro w tej najważniejszej jest 0:1. Gdy gra się takie mecze jak ten, trzeba być bardziej agresywnym – nie tylko z przodu, ale i w obronie. Łatwo straciliśmy bramkę, nie strzeliliśmy karnego, to prawdziwy pech. Teraz musimy pracować jeszcze więcej, bo zdecydowanie więcej chcemy dać naszym kibicom. Chciałbym bardzo podziękować za ich wsparcie dzisiaj, mamy nadzieję choć trochę odpłacić się im w lidze i pucharze.

Liga Europy. Legia Warszawa – Spartak Moskwa (fot. Mateusz Kostrzewa/Legia.com)​

Legia Warszawa – Spartak Moskwa 0:1 (0:1)

Gole: Bakaev (17’)

Żółte kartki: Martins (24’), Josue (26’), Slisz (44’), Kastrati (60’), Wieteska (81’) – Promes (34’), Dżykija (60’), Melkadze (80’)

Legia Warszawa: Boruc – Johansson, Wieteska, Nawrocki, Ribeiro – Martins (Włodarczyk 71’), Slisz (Kharatin 65’) – Kastrati (Skwierczyński 90’), Josue (Lopes 65’), Luquinhas – Emreli (Pekhart 71’)

Rezerwowi: Miszta, Tobiasz, Hołownia, Pekhart, Kharatin, Celhaka, Lopes, Skibicki, Włodarczyk, Skwierczyński, Ciepiela

Spartak Moskwa: Selikhov – Caufriez, Gigot, Dzhikiya, Ayrton – Zobnin (Hendrix 76’), Umyarov – Moses, Promes, Bakaev (Lomovitski 88’) – Ignatov (Melkadze 77’)

Rezerwowi: Akmurzin, Maksimenko, Hendrix, Lomovitski, Melkadze, Kutepov, Eschenko, Melnikov, Shitov, Oganesian, Rasskazov, Denisov

Pokaż więcej

redakcja

Kronika24.pl - TYLKO najważniejsze informacje z Polski i ze świata!

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button