Przed czwartkowym ostatnim spotkaniem fazy grupowej EHF Ligi Mistrzów Ind. Kielce była niemal pewna awansu do fazy play-off z trzeciego miejsca.
Trzeba było wygrać z Kolstad Handball, ostatnią drużyną w naszej grupie, jedną z najsłabszych ekip tej edycji LM.
Jednak gospodarze nie zamierzali się poddać mimo że z góry byli skazywani na pożarcie. Mierzyli się bowiem z rozpędzoną Ind., która od pięciu meczów nie przegrała, a pokonała takie ekipy jak HBC Nantes, One Veszprem czy wreszcie Fuechse Berlin i to na wyjeździe.
Od początku meczu jego ozdobą był korespondencyjny pojedynek Simona Jeppssona oraz Szymona Sićki, dwóch znakomitych leworozgrywających. Łącznie oddali 31 rzutów, więcej Szwed, bo 19. On też zapisał o jedno trafienie więcej, bo osiem, ale trzeba oddać sprawiedliwość, że Polak był bardziej skuteczny w swoich próbach.
Również siedem trafień po stronie kielczan zdobył Artsem Karalek, ale jego vis a vis w Kolstad również był drugim najskuteczniejszym graczem. Z tą różnicą, że Martin Hovde cztery razy pokonał Klemena Ferlina. Słoweniec obok dwóch wyżej wspomnianych zawodników był kluczowym graczem spotkania. Obronił 15 rzutów na 41 prób rywali. W tym tę najważniejszą po rzucie Jeppssona już po końcowej syrenie z rzutu wolnego. A była to ważna parada, bo gdyby piłka wpadła do bramki, byłby remis.
A tak Ind. Kielce wygrała “spokojnie jedną” i melduje się w fazie play-off.
Przystąpi do niej z trzeciego miejsca w grupie A, a rywalem będzie szósta drużyna drugiej grupy, czyli Pick Szeged. Pierwszy mecz odbędzie się 1 lub 2 kwietnia na Węgrzech, rewanż 8 lub 9 kwietnia w Hali Legionów.



