Wprawdzie gdyńskie wybrzeże jest w większości klifowe, a nie wydmowe, jednak i u nas, na Babich Dołach, są wydmy.
Ciągną się one również wzdłuż pozostałych plaż Trójmiasta i okolic, które znajdują się pod nadzorem Urzędu Morskiego w Gdyni. Trzeba jednak pamiętać o tym, że wydmy podlegają ochronie.
Sezon plażowy zbliża się wielkimi krokami. Wkrótce nad morze zjadą turyści z całego kraju, a i lokalni wielbiciele odpoczynku na piasku ruszą na plażę. Ta wizja cieszy na pewno branżę turystyczną, ale spędza też sen z powiek pracownikom Urzędu Morskiego w Gdyni. Plażowicze będą bowiem nie tylko smażyć się na słońcu i pluskać w wodzie, ale i skracać sobie drogę na plażę, przechodząc przez wydmy, wjeżdżać na nie quadami, spuszczać psy, zbierać chrust na ognisko czy zostawiać śmieci. A to wszystko prowadzi do ich degradacji – niszczenia roślinności wydmowej, która jest niezbędna do stabilizacji, oraz ich zabudowy biotechnicznej – płotków ochronnych, chrustu wykładanego celowo przez służby Urzędu Morskiego, a także zatrawień i zakrzewień, które mają chronić brzeg morski. Wydmy są bowiem naturalnym buforem wyhamowującym energię fal morskich i chroniącym przed zniszczeniem infrastrukturę.
Aby ograniczyć niekorzystny wpływ ludzi na wydmy i lasy w pasie nadmorskim, Urząd Morski w Gdyni rozpoczyna pilotażowy projekt edukacyjny przy współpracy z wolontariuszami. W tym roku zaprasza ich do współpracy w dwóch pasach technicznych (plaża, wydmy, las) – od Karwi do Łeby i od Rowów do Ustki. W zależności od rezultatów tegorocznych działań i możliwości logistycznych, urząd zakłada stopniowe włączanie do projektu kolejnych fragmentów Wybrzeża.
– Pomysł na wolontariat narodził się w zeszłym roku, po tym jak nasze służby ochrony wybrzeża odnotowały zwiększoną ilość zniszczeń, związanych z niewłaściwym zachowaniem osób przebywających w pasie nadmorskim. Zaobserwowaliśmy również dużą ilość „dzikich” ścieżek, wydeptanych poza specjalnie wyznaczonymi drogami. Naszym celem jest zwiększenie świadomości osób korzystających z uroków nadmorskich terenów tak, aby to, o co pracownicy ochrony wybrzeża dbają od lat, na co dzień, wykonując przy tym ciężką pracę, było w należyty sposób uszanowane. Chcemy m.in. uświadomić, jak wrażliwe i delikatne jest środowisko wydmowe – dla przykładu: na łące ścieżka, która powstanie po przejściu 10 osób, w sposób naturalny zniknie po kilku dniach, na wydmie – po kilku latach. Dobrze, żeby osoby przebywające w pasie nadmorskim w celach turystycznych i wypoczynkowych były świadome, że obszary te spełniają bardzo ważną funkcję ochronną przed sztormem i powodzią, że nie są wyłącznie miejscem wypoczynku. Skuteczność tej ochrony w dużej mierze zależy również od naszego sposobu zachowania – mówi Magdalena Kierzkowska, rzecznik prasowy i asystent dyrektora Urzędu Morskiego w Gdyni.
Do tej pory służby ochrony wybrzeża Urzędu Morskiego w Gdyni walczyły z nielegalnym wkraczaniem, niszczeniem i zaśmiecaniem wydm, wlepiając mandaty nawet do 1000 zł. Okazuje się jednak, że nie tędy droga.
– Chcemy ludzi edukować, a nie karać. Choć brzmi to, jak komunał, wierzymy, że będzie to skuteczniejsze. Edukować poprzez współpracę z wolontariuszami, aby była to relacja obywatel – obywatel, a nie urzędnik – obywatel. Relacja urzędnik – obywatel zwykle kończy się albo mandatem, albo jakąś decyzją. A my byśmy chcieli, żeby wolontariusze ponieśli zdobytą na szkoleniu wiedzę dalej, oni też mają swoje rodziny i znajomych, i chcemy, żeby edukowali osoby łamiące przepisy. Uważamy, że wolontariusz zrobi to dobrze, uprzejmie, profesjonalnie, a jednocześnie nie będzie napięcia na linii wolontariusz – obywatel, jakie byłoby na linii urzędnik – obywatel – tłumaczy Wacław Lipiec, kierownik Obwodu Lubiatowo Urzędu Morskiego w Gdyni.
(UMG)