RÓŻNOŚCI

Znęcał się nad zwierzętami. Proces Macieja M. – hodowcy zwierząt egzotycznych – zakończony

Wielkopolska

Zakończył się proces Macieja M., oskarżonego o znęcanie się nad zwierzętami w swojej hodowli pod Śremem. 

Mec. Katarzyna Topczewska, w imieniu oskarżyciela posiłkowego, Fundacji Viva!, domagała się dla oskarżonego 3 lat pozbawienia wolności. Podkreślała, że w tym przypadku chodzi nie tylko o ogromną liczbę zwierząt – prawie 300 zwierząt ponad 80 gatunków, ale także o to, że w większości były to zwierzęta chronione i zagrożone wyginięciem.

Sprawa dotyczy interwencji jaką przeprowadziła Wielkopolska Policja z udziałem Fundacji Viva! w lipcu 2017 roku w hodowli zwierząt egzotycznych w Pyszącej pod Śremem. 

Policjanci i aktywiści zastali na posesji prawie 300 zwierząt ponad 80 gatunków, przebywających w brudnych, zdezelowanych klatkach, bez wody, świeżego pożywienia, a niektóre nawet bez dostępu do wybiegów zewnętrznych. Marabuty przebywały w tak małych pomieszczeniach, że nie mogły rozłożyć skrzydeł. Tygrysy natomiast w górnym okratowaniu wybiegu miały dziurę, przez którą (po powiększeniu) mogłyby uciec. Zresztą – świadkowie mówili o wcześniejszych ucieczkach dużych, niebezpiecznych małp z tej samej hodowli.

– Maciej M. miał w tym czasie dwóch pracowników – mówiła w mowie końcowej

Anna Plaszczyk z Fundacji Viva!, która w tej sprawie jest oskarżycielem posiłkowym.

– Prosty rachunek pozwala obliczyć że na każde zwierzę pracownicy mogli poświęcić 3 minuty dziennie. I w tym czasie powinni posprzątać, nakarmić, wymienić wodę, ale też bacznie przyjrzeć się zwierzętom, czy nie chorują. I tak na przykład na wybieg tygrysów, na którym przebywały samiec i samica z dwójką młodych pracownicy mogliby poświęcić 12 minut. A przypomnę, że aby wejść na wybieg trzeba zwierzęta zachęcić do wejścia do kotnika, zamknąć śluzę, zabezpieczyć, upewnić się, że się nie otworzy. Posprzątać wybieg, otworzyć śluzę, zachęcić zwierzęta do wyjścia, zamknąć śluzę, upewnić się że się nie otworzy, a następnie posprzątać kotnik. Nie ma możliwości, żeby to wszystko zrobić w 12 minut – tłumaczyła Anna Plaszczyk.

Maciej M. w swojej hodowli posiadał tygrysy, lamparty (w tym lamparty perskie, wyjątkowo cenne, na czarnym rynku wartość jednego osobnika sięga 500 tysięcy złotych), pumy, oceloty, rysie, kilkadziesiąt antylop, osły pustynne, a także dziesiątki ptaków. Z dokumentów wynika, że przez hodowlę przewinęło się znacznie więcej zwierząt, których los do dziś pozostaje nieznany.

– Kara powinna być orzeczona w maksymalnej ustawowej granicy, ponieważ mamy do czynienia nie tylko z dużą liczbą zwierząt i ogromnym cierpieniem, ale także ze zwierzętami zagrożonymi wyginięciem – mówiła mec. Katarzyna Topczewska, reprezentująca Fundację Viva! w tej sprawie.

Mówimy o zwierzętach, które zasługują na szczególną troskę ze strony człowieka. Na przykład lampartów perskich w Europie mamy tylko 80. A 2 z nich siedziały w śmierdzącej własnymi odchodami klatce, w której nie mogły realizować swoich potrzeb gatunkowych, bez szans na poprawę swojego losu – tłumaczyła.

Oskarżony przyjął linię obrony, tłumacząc się, że posiadał doskonałe warunki dla zwierząt, ponieważ tylko w takich warunkach zwierzęta się rozmnażają. A u niego się rozmnażały.

– To ciekawa teoria, tylko kompletnie oderwana od rzeczywistości i niezgodna z nauką – mówiła Anna Plaszczyk.

Powielają ją pseudohodowcy psów i kotów, którzy trzymają zwierzęta w klatkach i zmuszają je do rozmnażania się na akord. Podobnie było w hodowlach zwierząt na futra. Ich warunki były drastycznie złe, a mimo to te lisy i norki się rozmnażały. W tej sprawie mamy do czynienia z mocnymi dowodami. W aktach są filmy, zdjęcia, opinie biegłych sądowych, które łącznie liczą kilkaset stron. Są zeznania byłych pracowników, wydruki z forów internetowych. Wszystko potwierdza, że warunki utrzymania zwierząt były dramatycznie złe – tłumaczyła.

Z opinii biegłej sądowej dotyczących warunków utrzymania kotowatych w hodowli Okapi:

„Podsumowując ustalenia na podstawie oględzin, obserwacji, udostępnionych materiałów i wiedzy eksperckiej, stwierdzam, co następuje:

1.Warunki utrzymania kotowatych nie odpowiadały ich potrzebom biologicznym,

2. wszystkie pomieszczenia utrzymania kotowatych były zbyt małe, a w przypadku pomieszczeń wewnętrznych wszystkich tygrysów, lampartów afrykańskich i perskich oraz zewnętrznych dwóch tygrysów, wszystkich lampartów i pum, nie spełniające nawet minimalnych wymogów, w tym w przypadku dwóch tygrysów w sposób drastyczny,

3. w pomieszczeniach zewnętrznych wszystkich kotowatych nie było odpowiedniej liczby kryjówek i elementów urozmaicenia przestrzeni (konstrukcji do wspinania się, kryjówek, platform, barier),

4. u tygrysów brak możliwości pływania i kąpieli,

5. w pomieszczeniu zewnętrznym dwóch tygrysów i samca lamparta afrykańskiego niebezpieczne elementy zniszczonej izolacji były dostępne dla zwierząt,

6. warunki higieniczne w pomieszczeniach wewnętrznych wszystkich kotowatych były bardzo złe, a w przypadku wszystkich tygrysów, ocelotów, samca lamparta afrykańskiego i pary lampartów perskich rażąco niechlujne”.

Oskarżycielki posiłkowe z Fundacji Viva! liczą na surowy wyrok, który będzie miał wymiar edukacyjny.

​- Ta sprawa jest jest wyjątkowa i bezprecedensowa z kilku przyczyn – mówiła mec. Katarzyna Topczewska.

– Interwencja, która odbyła się w dniu 29czerwca 2017 r. była pierwszą taką interwencją w Polsce. Największą, biorąc pod uwagę liczbę zwierząt i mnogość gatunków. I jedną z największych tego rodzaju w Europie. Sama uczestniczyłam w tej pamiętnej interwencji i to co zastaliśmy na miejscu przerosło nasze wyobrażenia. Nie spodziewaliśmy się tylu zwierząt w tak bardzo złych warunkach bytowania, które trzeba było natychmiast stamtąd ewakuować – wyjaśniła.

– I właśnie dlatego liczę na to, że Sąd tym wyrokiem da sygnał ostrzegawczy wszystkim tym, którzy mieliby podobny pomysł na biznes. Że nie ma w Polsce zgody na zarabianie na zwierzętach kosztem ich dobrostanu. Zwłaszcza na zwierzętach, które są objęte ochroną gatunkową, bo człowiek zabrał im siedliska, wytępił ich populacje żyjące na wolności i tym samym sprawił, że osobniki utrzymywane i rozmnażane w niewoli są warte ogromne pieniądze, które można generować utrzymując zwierzęta w małych klatach bez zachowania choćby minimum pozorów przyzwoitości – podsumowała mec. Katarzyna Topczewska.

Sąd Okręgowy w Poznaniu ogłosi wyrok w tej sprawie 16 lutego.

Pokaż więcej

redakcja

Kronika24.pl - TYLKO najważniejsze informacje z Polski i ze świata!

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button