INNEZIMOWE

ZIO Mediolan-Cortina 2026. Kaja Ziomek-Nogal o igrzyskach, córce Tosi i niedosycie na olimpijskim torze łyżwiarskim

Zimowe Igrzyska Olimpijskie

Do Polski wraca bez medalu, ale wygrała bardzo wiele już samą obecnością w Mediolanie.

I pokazała swojej córce jak walczyć o sportowe marzenia.

Na olimpijskim torze łyżwiarskim wszystko trwało niecałe czterdzieści sekund. Tyle wystarczy, by spełnić marzenia albo poczuć jak wymykają się one o setne części sekundy. Kaja Ziomek-Nogal w Mediolanie zajęła szóste miejsce na 500 metrów – do brązu zabrakło jej zaledwie dwanaście setnych sekundy. A wszystko na oczach najbliższych, córki i męża oraz licznej rodziny.

ZIO Mediolan-Cortina 2026. Kaja Ziomek (fot. Paweł Skraba/PZŁS)

Na trybunach w Mediolan zasiadła ponad dwudziestoosobowa grupa najbliższych. Była rodzina Kai, była rodzina jej męża, był też on – Artur Nogal, były łyżwiarz szybki i olimpijczyk. No i Tosia, ich córka, dla której igrzyska to jeszcze bardziej kolorowe trybuny, flagi i emocje dorosłych niż sportowa analiza. Wspierali, ściskali kciuki, przeżywali każdy metr dystansu.

– To były ogromne emocje – przyznaje Artur. – Chyba nigdy wcześniej nie czułem aż takiego stresu. Chciałem tylko, żeby Kaja już wystartowała i dojechała do mety.

Artur Nogal i Kaja Ziomek Nogal f(ot. Justyna Skubis)

Dla niego to doświadczenie było inne niż wszystkie wcześniejsze starty. Gdy sam stawał na linii, miał wpływ na to, co wydarzy się za chwilę. Mógł przekuć stres w koncentrację, wejść w swoją rutynę i pokazywać formę, którą wypracował na treningach. Tym razem mógł jedynie patrzeć. A bezsilność na trybunach jak sam przyznaje jest znacznie trudniejsza niż wysiłek na torze.

Kaja tuż po biegu nie wróciła do wioski olimpijskiej i na razie jeszcze nie analizowała swojego startu. – Nie obejrzałam wyścigu – mówi szczerze. – Prosto z toru wyszłam z rodziną do miasta. Poszliśmy coś zjeść i po prostu pobyć razem.

Może nie było wielkiego świętowania, bo niedosyt pozostał. Ale było coś, co pewnie jest ważniejsze od olimpijskiego medalu, czyli wspólnota z bliskimi. Przy jednym stole usiadła cała rodzina, później dołączyli inni łyżwiarze szybcy ze swoimi bliskimi. Rozmowy, wsparcie, zwykłe bycie obok siebie. W takich chwilach sport schodzi na drugi plan, a na pierwszy wysuwa się człowiek.

Dopiero nad ranem do Kai Ziomek-Nogal wróciły sportowe obrazy z niedzielnego wieczoru. – Przebudziłam się i pierwsze, co pojawiło się w głowie, to końcówka pierwszego łuku i początek drugiej prostej – opowiada. – Zaczęłam się zastanawiać, czy mogłam zrobić coś lepiej.

ZIO Mediolan-Cortina 2026. Kaja Ziomek (fot. Paweł Skraba/PZŁS)

Niewiele osób wie, jak długą drogę przeszła, by móc walczyć o medal i był tak blisko niego. Po urodzeniu córki niespełna trzy lata temu postanowiła wrócić do sportu, choć nie było to łatwe. Przez długi czas trenowała późnymi wieczorami, a w dzień, gdy Artur był w pracy, siedziała z Tosią w domu.

W tej drodze nie była sama. Artur podkreśla, że wszystkie decyzje podejmowali wspólnie – od planów treningowych po organizację życia rodzinnego. – Dla każdego z nas, dla Kai, dla mnie i dla Tośki, był to trudny czas, ale było warto – mówi. Jako były zawodnik doskonale rozumie, ile kosztuje walka o igrzyska. Tym bardziej cieszy się, że mógł dołożyć swoją cegiełkę w przygotowaniach.

Szóste miejsce na igrzyskach to wynik, który w sporcie światowym wciąż oznacza ścisłą czołówkę. A kiedy do podium brakuje dwanaście setnych sekundy, różnica jest niemal niedostrzegalna dla oka. – Szkoda, że tym razem szczęście nie było po naszej stronie, ale jesteśmy z niej ogromnie dumni – podkreśla Artur.

Duma wybrzmiewa tu mocniej niż rozczarowanie brakiem medalu. Dla tej rodziny igrzyska to nie tylko start na sportowej imprezie, a wspólna podróż, miesiące podporządkowane jednemu celowi, zabawy z Tosią tylko między treningami czy zgrupowaniami. Taka była codzienność, w której sport splótł się z normalnym życiem.

– Dzięki rodzinie potrafię choć na chwilę oderwać głowę od łyżew – mówi Kaja. – Zasługuję na to, żeby teraz nie analizować wszystkiego w nieskończoność.

Kaja Ziomek Nogal f(ot. Justyna Skubis)

Kolejny dzień po starcie postanowiła wykorzystać wolne. W Mediolanie świeciło słońce, więc w planach było wreszcie spokojne wyjście do miasta i zobaczenie słynnej mediolańskiej katedry, której wcześniej nie udało się zobaczyć. Choć medal uciekł o ułamek sekundy, to w tej historii najważniejsze jest to, co stało się wcześniej. Kaja Ziomek-Nogal heroicznym wysiłkiem – nie tylko swoim – wróciła do sportu na najwyższym poziomie i zajęła swoje najwyższe miejsce na igrzyskach olimpijskich. Na razie nie deklaruje, czy będzie trenować i rywalizować do kolejnych igrzysk, ale fakt, że jej córka mogłaby przeżyć start mamy już bardziej świadomie, może być dla niej motywujący.

Pokaż więcej

redakcja

Kronika24.pl - TYLKO najważniejsze informacje z Polski i ze świata!

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button