Polacy mają trzeci najlepszy wynik w historii. Prezes PKOl: Trzeba się cieszyć z tego, co zrobili nasi sportowcy.
Zimowe igrzyska olimpijskie Mediolan Cortina 2026 zakończone. Wynik medalowy Polaków jest sporo lepszy niż w trakcie dwóch poprzednich edycji, gdy biało-czerwoni zdobywali dwa medale w 2018 roku i jeden w 2022. – To jest trzeci wynik w historii startów Polski podczas zimowych igrzysk olimpijskich. Trzeba bardzo mocno cieszyć się z tego, co zrobili nasi sportowcy – podkreślił prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz z PiS.
Polacy wywalczyli w tegorocznych igrzyskach cztery krążki – trzy srebrne i jeden brązowy. Na ten dorobek złożyli się skoczkowie narciarscy – przede wszystkim trzykrotny medalista Kacper Tomasiak, raz wspólnie z Pawłem Wąskiem i łyżwiarz szybki Władymir Semirunnij.

– Pamiętamy Zimowe Igrzyska Olimpijskie Vancouver 2010 i Zimowe Igrzyska Olimpijskie Soczi 2014, kiedy nasi reprezentanci zdobywali po sześć medali. Teraz mamy cztery krążki. Przed igrzyskami mówiłem, że zdobędziemy trzy medale i pamiętam jak niewielu w to wierzyło. Dziś mamy cztery i jestem z tego powodu bardzo dumny. Nasi zawodnicy wykonali kawał dobrej roboty. Było jeszcze kilka realnych szans medalowych i nie możemy o tym zapominać. Warto też policzyć miejsca w przedziale 4–8, bo tych również było sporo, a one pokazują siłę naszej reprezentacji – dodał Piesiewicz.
Szef Polskiego Komitetu Olimpijskiego odniósł się także do problemów, choćby saneczkarek, które w trakcie igrzysk poinformowały, iż trenują na starym i mocno wysłużonym sprzęcie.
– Trzeba też pamiętać o tym co nie zadziałało, chociażby o sytuacji w saneczkarstwie. Takich momentów powinno być jak najmniej. Musimy skupić się na tym, by w polskim sporcie było jak najwięcej pieniędzy, a związki sportowe miały realną możliwość rywalizacji z najlepszymi na świecie. Potrzebne są środki na szkolenie i zakup nowoczesnego sprzętu – powiedział.
Zawodnicy olimpijskiej reprezentacji w wielu przypadkach nie ukrywali, że znakomicie czują się w ekipie, a atmosfera, zwłaszcza w wiosce w Mediolanie, gdzie mieszka największa część polskiej reprezentacji, była znakomita.

– Spędzamy ze sobą bardzo dużo czasu, mamy część wspólną, w której razem oglądamy transmisje z igrzysk, czy gramy w różne gry. To, że większość zawodników tak chętnie uczestniczy w tym najlepiej świadczy o polskiej ekipie – mówił Damian Żurek, czołowy polski łyżwiarz szybki, dwukrotnie czwarty w Mediolanie na 500 i 1000 metrów.
– Po tych covidowych igrzyskach w Pekinie, gdzie właściwie nikt nie mógł mieć kontaktu z nikim to cudowna odmiana. Ja czuję, że tu w Mediolanie jesteśmy rzeczywiście jedną wspierającą się drużyną – dodaje pięciokrotna olimpijka Natalia Czerwonka.
Szef Polskiego Komitetu Olimpijskiego nie ukrywa, że właśnie na zbudowaniu poczucia jedności reprezentantów Polski mu zależało. – Pracownicy PKOl obecni w pięciu wioskach olimpijskich, trzech księży (serio? – red.) oraz cały zespół opiekujący się sportowcami wykonali fantastyczną pracę, budując dobrą atmosferę. Oczywiście sami zawodnicy również muszą chcieć tę atmosferę współtworzyć i korzystać ze wsparcia. Odwiedzałem wioski i widziałem, jak nasi sportowcy reagują, jak są zaangażowani, jak spotykają się i rozmawiają. Czasem żartują i bawią się, co jest zupełnie naturalne. Wioska olimpijska to także miejsce, w którym można na chwilę odetchnąć, odreagować poza kamerami i po prostu się pośmiać. Miałem okazję dzielić się z naszym teamem pączkami w Tłusty Czwartek i widziałem, jak pozytywnie reagowali nasi zawodnicy. Staraliśmy się, by w każdej wiosce każdy sportowiec był odpowiednio zaopiekowany. Najważniejsze jest dla mnie to, że nie docierają do mnie sygnały narzekania na funkcjonowanie TeamPL. To oznacza, że moi współpracownicy wykonali świetną pracę. Hasło „We are one team” nie jest tylko sloganem – podkreśla.

Tegoroczne igrzyska są mocno rozproszone, a zawodnicy mieszkają lub mieszkali w pięciu różnych lokalizacjach. – To są moje pierwsze igrzyska, więc nie znałam magii atmosfery tej imprezy. Tym bardziej troszkę żałuję, że jako reprezentacja nie mieszkaliśmy w jednym miejscu. Przez to nie do końca byliśmy w stanie poczuć atmosferę igrzysk jako wielkiego święta. Wszystko było w porządku, nie mogliśmy na nic narzekać, czuliśmy się otoczeni opieką, ale w bezpośredniej bliskości mieliśmy tylko zawodników z biathlonu – mówiła czołowa polska biathlonistka Natalia Sidorowicz.
Wyzwaniem logistycznym było też zorganizowanie Domu Polskiego. Przed dwoma laty w Paryżu było to jedno miejsce, które bardzo licznie odwiedzali sportowcy, kibice i dziennikarze. We Włoszech, z racji na olbrzymie odległości, nie było możliwe, by Dom Polski miał jedną lokalizację.
– Po raz pierwszy w historii zimowych igrzysk olimpijskich zorganizowaliśmy więc mobilny Dom Polski „Casa Polonia”. Był to projekt innowacyjny, bo obiekt przemieszczał się między Livigno, Mediolanem, a Predazzo. Tam sportowcy mogli spotykać się z kibicami, świętować sukcesy, a także godnie pożegnać naszego chorążego, Kamila Stocha. Były łzy wzruszenia i dużo radości. To miejsce promocji Polski za granicą świetnie się sprawdziło i pokazało, że warto realizować odważne, nowatorskie projekty. Projekt wsparli mali i średni przedsiębiorcy z województwa lubelskiego oraz samorząd regionu, promując lokalne produkty i smaki. Możemy być z tego przedsięwzięcia naprawdę dumni, bo to swoista wisienka na torcie całej naszej obecności na igrzyskach – dodał Radosław Piesiewicz.



