W Dordrechcie rozpoczęły się ostatnie zawody World Tour w short tracku w tym sezonie.
Jest to ostatnia szansa na poprawę swojej sytuacji w kwalifikacjach do igrzysk olimpijskich, również dla Polaków. Na razie biało-czerwoni wywalczyli przepustkę w sztafecie mieszanej, a walczą o kolejne. – Mierzymy wysoko i same kwalifikacje nas nie satysfakcjonują – mówią nasi zawodnicy.
Zawody w Dordrechcie kończą tegoroczny sezon World Tour w short tracku, ale znacznie ważniejsze, niż wysokie miejsca w całym cyklu, dla polskich łyżwiarzy są kwalifikacje olimpijskie. A dostać się na igrzyska w Mediolanie zawodnicy mogą punktując jedynie właśnie w World Tourach. Biało-czerwoni mieli już okazję zaprezentować się w tym cyklu w Montrealu (dwukrotnie) oraz w ostatni weekend w Gdańsku. Ostatnią szansę na poprawę swojej sytuacji związanej z igrzyskami mają przez najbliższe dni w Holandii.
Przed zawodami nasi łyżwiarze założyli sobie za cel utrzymać pozycje kwalifikacyjne na poszczególnych dystansach, czyli cztery miejsca na 500 m, pięć na 1000 m i cztery na 1500 m (łącznie kobiety i mężczyźni). W zasięgu Polaków są jednak kolejne lokaty, maksymalnie po trzy na dystans. Do wywalczenia pozostają także miejsca dla sztafet. O ile nasza mieszana drużyna ma praktycznie zapewnione miejsce na igrzyskach, to żeńska ekipa musi dopełnić formalności (przed zawodami ósme miejsce z ośmiu kwalifikujących się), a panowie mocno powalczyć o kwalifikację (dziewiąta pozycja).
Zawody w Dordrechcie są też o tyle ważne, że do kwalifikacji liczą się trzy z czterech najlepszych występów w tegorocznym cyklu World Tour. Oznacza to, że jeden najsłabszy rezultat nie będzie brany pod uwagę. – Będziemy walczyć do końca, bo tutaj nic nie jest pewne – mówiła po ostatnich zawodach w Gdańsku Natalia Maliszewska.
World Tour w Dordrechcie rozpoczęła rywalizacja na 1000 metrów pań. Przez preeliminacje zarówno Kamila Sellier, jak i Nikola Mazur przeszły jak burza wygrywając swoje wyścigi. Niestety, w kolejnym, eliminacyjnym, druga z naszych zawodniczek była piąta, podobnie jak Gabriela Topolska, która dołączyła na tym etapie do rywalizacji. Gorzej sprawa wygląda z Sellier, bowiem w eliminacyjnym wyścigu popełniła wykroczenie, przez co odpadła z rywalizacji, a taki rezultat nie pomoże w walce o trzecie miejsce na igrzyskach. W repasażach pozostała jedynie Topolska, która wygrała ćwierćfinał na typ etapie (Mazur była w nim trzecia). – Szkoda, że zostałam sama na polu bitwy, ale dam z siebie wszystko, żeby wywalczyć jak najlepsze miejsce w sobotnich biegach na tym dystansie – mówi Topolska.
Biało-czerwoni chcieli również poprawić swoją sytuację olimpijską na 1500 metrów. I w czwartkowych kwalifikacjach najlepiej spisał się Michał Niewiński, który zarówno w eliminacjach, jak i ćwierćfinale był drugi, co dało mu bezpośredni awans do sobotniego półfinału. Nieco dłuższą drogę będą mieli Neithan Thomas i Felix Pigeon, którzy po awansie z eliminacji w ćwierćfinałach zajęli odpowiednio szóstą i piątą pozycję. Oznacza to, że o półfinał powalczą w repasażach.
– W końcu odpaliłem i po prostu wykonałem swoją robotę. Szkoda, że tak późno, ale co się odwlecze, to nie uciecze – uśmiecha się Niewiński. – Nareszcie się obudziłem i wejście do sesji głównej daje mi dużą ulgę. Teraz trzeba się skupić na tym, co mi pomaga i co sprawia, że jedzie mi się znacznie lepiej.
Swoje pierwsze zadanie spełniła także sztafeta kobiet, która w składzie Natalia Maliszewska, Sellier, Topolska i Mazur zajęły drugie miejsce w ćwierćfinale. Dało to im oczywiście awans do kolejnego etapu, ale niestety dla Polek z trzecich miejsc do półfinałów awansowały także Węgierki i Francuzki, czyli nasze bezpośrednie rywalki w walce o miejsce na igrzyskach. Kolejne wyścigi w sobotę, a żeby awansować do Mediolanu, biało-czerwone muszą być wyżej od dwóch wymienionych wyżej reprezentacji..
– To kolejny etap, w którym będziemy musiały bardzo mocno skupiać się na tym, co jest z przodu. Nie chcemy robić tego na odwrót. Oczywiście uważamy, że powinnyśmy jechać w finale A o medal, ale z tyłu głowy jest też wizja, że każda z tych reprezentacji chce zakwalifikować się na igrzyska. Jest jakaś presja, ale my same wewnętrznie czujemy, że jest to w naszym zasięgu, ale coś cały czas się pojawia, co komplikuje tę sprawę. Oby wszystko zakończyło się już w sobotę – podkreśla Maliszewska.
Na lód w Holandii w czwartek wyjechała także nasza mieszana sztafeta w składzie Niewiński, Maliszewska, Topolska, Pigeon i… awansowała do półfinału z drugiego miejsca. Oznacza to, że przypieczętowała awans na igrzyska olimpijskie w Mediolanie. – Oczywiście, że się cieszymy, ale mierzymy znacznie wyżej, niż sama kwalifikacja. Cała nasza drużyna patrzy w kierunku medalu w Mediolanie, a sama kwalifikacja nie starcza na nasz sportowy głód – uśmiecha się Niewiński.
Najdłużej w czwartek rywalizowali panowie na dystansie 500 metrów. Zgodnie z planem pojechał Pigeon, który wygrał bieg preeliminacyjny, a następnie w eliminacjach był drugi, dzięki czemu uzyskał bezpośredni awans do półfinału. Z kolei Łukasz Kuczyński i po raz pierwszy jadący w tym sezonie w biegach indywidualnych Diane Sellier musieli przebijać się przez repasaże. Obaj nasi zawodnicy byli drudzy w ich ćwierćfinałach, przez co odpadli z dalszej rywalizacji.
Warto dodać, że na 500 metrów nie wystąpił Niewiński, którego jest to koronny i ulubiony dystans. – Taka była decyzja trenerów. Początkowo lekko jej nie rozumiałem, ale po rozmowie wszystko mi wytłumaczyli. Nie czuję żadnej złości. Teraz przyszło do mnie dużo spokoju. Myślę o tym, co zrobić, żeby pomóc chłopakom w wywalczeniu jak największej liczby kwalifikacji olimpijskich – zaznacza Niewiński.
W piątek zaplanowano kolejne starty z udziałem Polaków.
Czas na decydujący o igrzyskach World Tour w short tracku. Ile miejsc wywalczą Polacy?
Od czwartku do niedzieli w Dordrechcie odbędą się czwarte w tym sezonie zawody World Tour w short tracku. Dla łyżwiarzy będzie to ostatnia szansa, by poprawić swoją pozycję w rankingu olimpijskim i to właśnie po imprezie w Holandii poznamy liczbę miejsc dla reprezentacji Polski na imprezę czterolecia w Mediolanie. – Nie chcemy nakładać na siebie niepotrzebnej presji, ale walczymy o komplet – mówią nasi łyżwiarze.
W pierwszej części sezonu short tracku wszystkie oczy kibiców zwrócone są na zawody World Tour. To nie tylko najbardziej prestiżowe zawody, ale w tym roku również kwalifikacje do igrzysk olimpijskich w Mediolanie. A drogę na imprezę czterolecia łyżwiarze rozpoczęli na początku października w Montrealu, gdzie odbyły się podwójne zawody cyklu. Z kolei w miniony weekend światowa czołówka przeniosła się do Gdańska, a już w czwartek rozpoczną się ostatnie zawody w Dordrechcie. Później szansy na poprawę swojej sytuacji zawodnicy nie będą już mieli.
– Abyśmy mieli po trzy miejsca na każdym dystansie, trzech z naszych zawodników musi się zakwalifikować do TOP 32 na 500m i 1000m oraz TOP 36 na 1500m. Dodatkowo, jeśli zakwalifikujemy sztafetę, to będzie opcja, że do Mediolanu pojedzie czterech lub pięciu łyżwiarzy i oczywiście na taką opcję też liczymy – mówi Konrad Niedźwiedzki, dyrektor sportowy Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego.
A jak wygląda aktualna sytuacja Polaków jeśli chodzi o awans na igrzyska? Trudno jeszcze wyrokować, ponieważ nie tylko kluczowe będą wyniki z Dordrechtu, ale liczyć będą się trzy najlepsze wyniki każdego z zawodników. Oznacza to, że odpadnie jeden najsłabszy, więc reprezentacyjne kalkulatory w najbliższy weekend będą rozgrzane do czerwoności.
– Nie, ja raczej na tym kalkulatorze skupię się na liczeniu kalorii – śmieje się Michał Niewiński, jeden z naszych reprezentantów. – Wiadomo, że chcemy zakwalifikować się na igrzyska, ale nie możemy też wpaść w spiralę takiej presji i podchodzić tak, że od tego zależy całe moje życie. To niepotrzebny ciężar, który wziąłbym na swoje barki. Po prostu muszę się skupić na tym, o czym ostatnio zapominałem, czyli po prostu podstawach, jak tor jazdy. W Dordrechcie chciałbym po prostu widzieć dobrą jazdę, bo wtedy kwalifikacja będzie formalnością. A nadmierna presja spowoduje tylko, że to wszystko pójdzie w gorszą stronę. Nie jesteśmy w najwygodniejszej pozycji, ale trzeba się z tym zmierzyć.
Chociaż trzeba przyznać, że ta pozycja Polaków nie jest najgorsza. Wśród pań na 500 m aktualnie mamy dwa miejsca kwalifikujące do igrzysk i o trzecie będzie ciężko (9., 16. i 61. pozycja), a na dwukrotnie dłuższym dystansie trzy (13., 25. i 30. miejsce). Dobrze sytuacja wygląda na 1500 metrów, bowiem tam aktualnie również mamy trzy olimpijki (6., 19. i 32. miejsce). Z kolei w męskiej rywalizacji mamy po dwa miejsca na 500 m (17., 28. i 33. miejsce) i 1000 m (18., 32. i 44. miejsce), a na 1500 tylko jedno (25., 37., 54. pozycja). Ciekawie będzie także w walce sztafet (awansuje TOP 8, a w mieszanej TOP 12), bo o ile w mieszanej miejsce na igrzyskach mamy zapewnione (5. miejsce), to żeńska zajmuje ósme, a męska dziewiąte miejsce. To oznacza zażartą walkę do ostatnich biegów.
– Potrzebowałyśmy dobrych miejsc na 1500 metrów w Gdańsku do tych kwalifikacji olimpijskich. Zrobiłyśmy to i teraz w Dordrechcie musimy przypieczętować te awanse. Trzymajcie za to kciuki – mówi Gabriela Topolska, która w tym sezonie jest liderką, jeśli chodzi o najdłuższy z indywidualnych dystansów.
Znaczny progres w Gdańsku zrobiła także Nikola Mazur i jeśli utrzyma formę w Dordrechcie, bardzo pomoże reprezentacji w uzyskaniu kolejnych miejsc na igrzyska. – Cieszę się ze swoich ostatnich przejazdów. Ale w Dordrechcie po prostu będę chciała zrobić swoją robotę, tak jak robiłam ją w Gdańsku. Fajnie byłoby odpocząć, ale nie bardzo jest na to czas, tym bardziej, że już w poniedziałek, zaraz po zawodach, polecieliśmy do Holandii. Damy z siebie wszystko – zapewnia zawodniczka.
Kibice muszą też trzymać kciuki za zdrowie Natalii Maliszewskiej, czyli naszej liderki na dystansie 500 metrów. Podczas ostatnich zawodów w Gdańsku łyżwiarka narzekała na problemy z plecami, a dodatkowo, w półfinale zawodów przy wywrotce została poważnie uderzona przez rywalkę łyżwą w kask. – Będziemy walczyć do końca, bo tutaj nic nie jest pewne – zaznacza Maliszewska, a ostateczną liczbę miejsc na igrzyskach dla Polski poznamy w niedzielę wieczorem.
Zawody w Holandii rozpoczną się już w czwartek o godz. 11.30. Tradycyjnie podczas dwóch pierwszych dni odbędą się kwalifikacje i repasaże, a na sobotę i niedzielę zaplanowano finały. Transmisje na kanale ISU Skating na YouTube.



