RÓŻNOŚCI

UE. Niebezpieczne „uproszczenia” prawa środowiskowego. Jest apel do premiera

Omnibus

Propozycja zmiany przepisów UE osłabia prawo środowiskowe chroniące Polki i Polaków oraz grozi zwiększeniem zagrożeń dla zdrowia publicznego.

10 grudnia 2025 r. Komisja Europejska opublikowała propozycje zmian prawa unijnego – a więc również Polskiego – nowy pakiet środowiskowy (tzw. Omnibus) oraz pakiet dotyczący sieci energetycznych (Grids Package), który zawiera projekt dyrektywy w sprawie przyspieszenia rozwoju energii odnawialnej (Renewable Acceleration Directive). “Omnibus środowiskowy” to projekt niekorzystnych zmian prawa obowiązującego przez dziesięciolecia w Polsce, które chroni nasze środowisko.

– Omnibus środowiskowy ma w założeniu upraszczać prawo i zmniejszać obciążenia administracyjne dla przedsiębiorstw. Jednak zaproponowane zmiany zagrażają ochronie przyrody i zdrowia ludzi – mówi Dariusz Gatkowski, Doradca Zarządu Fundacji WWF Polska ds. Bioróżnorodności.

Przedłożone – mimo apelu 200 000 obywateli UE – propozycje, stanowią część szerszego procesu zmierzającego do ograniczenia ambicji prawa chroniącego nasze środowisko. Wcześniej mieliśmy do czynienia, m.in. z możliwością ograniczenia ochrony przed chemikaliami i pestycydami, zwiększającą ryzyko zanieczyszczenia naszego środowiska oraz z osłabieniem unijnego rozporządzenia w sprawie wylesiania (EUDR).

Ekonomiczne i zdrowotne skutki osłabienia przepisów

Nieodpowiednie wdrożenie prawa środowiskowego UE pociąga za sobą koszty związane m.in. z utratą życia, chorobami oraz związaną z nimi opieką zdrowotną, oczyszczaniem środowiska. Co najważniejsze, koszt wdrożenia środowiskowego prawa UE jest znacznie niższy niż koszt niewdrożenia. Zgodnie z szacunkami Komisji, nieodpowiednie wdrożenie przepisów dotyczących ochrony środowiska kosztuje Europę już około 180 mld euro.

– Rzekome „oszczędności” związane z mniejszymi wymaganiami środowiskowymi, pomijają znacznie wyższe koszty zanieczyszczenia środowiska, degradacji ekosystemów i katastrof klimatycznych. Od środowiska zależy nasze życie i zdrowie, rozwój społeczny i gospodarczy. Kładzenie na szali naszego dobrostanu to podcinanie gałęzi, na której siedzimy – mówi Dariusz Gatkowski.

Omnibus stanowi poważne zagrożenie dla europejskich ekosystemów i zdrowia publicznego:

  • Większe zanieczyszczenie przemysłowe i chemiczne: osłabienie dyrektywy w sprawie emisji przemysłowych i usunięcie bazy danych SCIP (ang. Substances of Concern In Products), co zagraża ambicjom UE w zakresie gospodarki o obiegu zamkniętym, pozwala na dłuższe utrzymywanie się zanieczyszczeń przemysłowych, narażając społeczności na szkodliwe emisje, którym można zapobiec, oraz zwiększając narażenie ludzi na działanie toksycznych substancji chemicznych.
  • Niebezpieczeństwo dla rzek: Ogłoszony przegląd i osłabienie ramowej dyrektywy wodnej jest bardzo niepokojące. Ekosystemy słodkowodne są już w krytycznym stanie, a dalsze ich niszczenie zmniejszy ich już ograniczoną zdolność do ochrony nas przed katastrofami klimatycznymi. Zasadniczo jest to prezent dla sektora przemysłowego, który wiąże się z ogromnymi kosztami dla ludzi i przyrody.
  • Dodatkowy „stres” dla różnorodności biologicznej: Zaproponowanie „stress testu” dla dyrektywy ptasiej i siedliskowej jest oderwane od trwającego kryzysu różnorodności biologicznej. Zdrowe ekosystemy mają kluczowe znaczenie dla walki ze zmianami klimatu, jednak Komisja Europejska wydaje się to pomijać, ignorując ostrzeżenia naukowe.

Zdrowie obywateli Europy jest poważnie zagrożone. Chociaż kilka potężnych gałęzi przemysłu odniesie korzyści, osłabienie przepisów środowiskowych to poważne ryzyko zwiększenia narażenia na działanie toksycznych substancji chemicznych, pogorszenia jakość powietrza i wody. Te zmiany zmniejszają zabezpieczenia chroniące przed rakiem, chorobami układu oddechowego i szkodami środowiskowymi. Powinniśmy iść w innym kierunku, zwiększania ochrony środowiska i dbałości o człowieka, bez robienia prezentów dla sektora przemysłu.

Nowe regulacje mogą spowolnić transformację, zamiast przyspieszyć?

Nowy pakiet regulacji dotyczących europejskich sieci elektroenergetycznych (EU Grids Package) również powoduje niekorzystne zmiany środowiskowe poprzez zasadniczą zmianę sposobu zatwierdzania projektów energetycznych. Elementy zawarte w propozycjach dotyczących wydawania zezwoleń mogą spowodować:

  • Niepewność prawną: zamiast faktycznie przyspieszyć przejście na energię odnawialną poprzez wdrożenie istniejących przepisów, wprowadzają one skomplikowaną mieszankę niejasnych wymagań i nieprecyzyjnej terminologii, łatwą do nadużycia i niezgodną z istniejącymi procedurami oceny oddziaływania na środowisko. Nieuchronnie może to doprowadzić to do źle zaplanowanych projektów, konfliktów z dziką przyrodą i oporu ze strony lokalnych społeczności.
  • Brak elastyczności: sztywne przepisy ograniczyłyby swobodę państw członkowskich w realizacji celów dotyczących energii odnawialnej.
  • Osłabienie ochrony środowiska: dyrektywa podważa przepisy dotyczące ochrony środowiska, umożliwiając większej liczbie projektów ominięcie zabezpieczeń środowiskowych. Naraża to obszary cenne przyrodniczo, takie jak obszaru Natura 2000 lub swobodnie płynące rzeki, na większe ryzyko.

– Trudno powiedzieć, aby propozycje te służyły przyspieszeniu rozwoju zielonej energii odnawialnej. Bez mądrego, ostrożnego i odważnego planowania oraz przestrzegania potrzeb ludzi i przyrody rozwój ten może być chaotyczny i zmniejszać korzyści z rozwoju OZE – Marcin Kowalczyk, Starszy Specjalista ds. Polityki Klimatycznej Fundacji WWF Polska

Wdrożenie tych przepisów naraża nas na ryzyko dalszej degradacji przyrody. Chcemy, aby UE była miejscem, które dba o ludzi i przyrodę bardziej niż o grupy interesu, które odniosą z rozbrajania prawa środowiskowego korzyści. Propozycję Komisji Europejskiej musi zaakceptować Parlament UE oraz kraje członkowskie. Apelujemy do posłów i posłanek Parlamentu Europejskiego oraz polskiego rządu o odrzucenie Omnibusa w brzmieniu zaproponowanym przez Komisje Europejską i zapewnieniu stosownej ochrony przyrody i zdrowia ludzi– w konsultacji z organizacjami społecznymi i organami odpowiedzialnymi za ochronę przyrody.

Rząd planuje „uproszczenia” kosztem bezpieczeństwa obywateli i ochrony środowiska. Ponad 100 organizacji apeluje do premiera

Bez oceny wpływu na środowisko, opinii eksperckich i głosu obywateli – tak według rządowego projektu mają powstawać nowe inwestycje. Chodzi, m.in. o przedsięwzięcia takie jak chlewnie czy fermy przemysłowe, których działalność może stanowić zagrożenie dla lokalnych społeczności oraz środowiska naturalnego. Dlatego ponad 100 organizacji społecznych zaapelowało do premiera o wycofanie się z proponowanych zmian.

Do konsultacji trafił projekt ustawy o „upraszczaniu procedur administracyjnych”. Przewiduje on wprowadzenie mechanizmu milczącej zgody w procesach kluczowych dla ochrony środowiska, takich jak wydawanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach oraz przedłużanie pozwoleń wodnoprawnych.

Przy realizacji nowych inwestycji kluczowe jest zbadanie ich potencjalnego wpływu na otoczenie, m.in. poprzez przeprowadzenie oceny oddziaływania na środowisko (tzw. OOŚ). Decyzję o konieczności sporządzenia takiej oceny podejmuje wójt, burmistrz lub prezydent miasta prowadzący postępowanie, po uzyskaniu opinii regionalnej dyrekcji ochrony środowiska (RDOŚ) i w oparciu o obiektywne przesłanki wskazane w ustawie.

„Zgodnie z proponowanymi przepisami, jeśli RDOŚ nie wyda opinii w ciągu 14 dni, to tak, jakby stwierdzał brak potrzeby przeprowadzania OOŚ. Następnie, jeśli organ rozpoznający sprawę nie wyda postanowienia w ciągu 60 dni, to również przyjmuje się, że OOŚ nie jest konieczna” – mówi Maria Włoskowicz, prawniczka z Fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi. „W praktyce oznacza to, że nawet gdy ocena środowiskowa jest konieczna, może nie zostać wykonana. Inwestycja powstanie, ale jej wpływ na powietrze, glebę, a także zdrowie i życie ludzi nie zostanie rzetelnie zbadany. Taka propozycja to niebezpieczna gra, w której stawką jest bezpieczeństwo Polek i Polaków oraz stan naszego środowiska” – dodaje ekspertka.

To rozwiązanie jest nie tylko wyłączeniem eksperckiej opinii RDOŚ, ale też pozbawieniem społeczeństwa realnego wpływu na cały proces.

„Jeśli przy danej inwestycji nie przeprowadza się OOŚ, to automatycznie oznacza to również brak konsultacji społecznych” – tłumaczy Justyna Choroś z Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków. „W praktyce obok domu każdego i każdej z nas może powstać np. chlewnia przemysłowa, a mieszkanki i mieszkańcy nie będą mieli możliwości przedstawienia swoich uwag. Tymczasem to oni będą musieli później znosić uciążliwy odór i skutki zanieczyszczenia gleby” – dodaje.

W ocenie ekspertek i ekspertów proponowane zmiany to nic innego jak niebezpieczny bubel prawny, który rodzi problemy dla wszystkich – także dla przedsiębiorców.

„Autorzy projektów deregulacyjnych przyzwyczaili nas już do niskiej jakości legislacji, ale tym razem jest jeszcze gorzej” – mówi Miłosz Jakubowski, radca prawny z Frank Bold. I wyjaśnia: „Przepisy są w wielu miejscach niejasne i wewnętrznie sprzeczne, co odbije się także na samych inwestorach”. Jakubowski wskazuje na większe ryzyko odwołań, skarg i stwierdzania nieważności ostatecznych decyzji.

Poprawki do ustawy OOŚ nie są jedyną niebezpieczną propozycją. Za pomocą milczącej zgody ma być możliwe przedłużenie pozwoleń wodnoprawnych nawet na kolejne 20 lat oraz zezwoleń na zbieranie i przetwarzanie odpadów – do 10 lat.

„Zmiany, jeśli przejdą, będą uderzać w bezpieczeństwo obywateli” – tłumaczy Ryszard Babiasz, ekspert z Fundacji WWF Polska. „Wyobraźmy sobie starą, awaryjną oczyszczalnię ścieków regularnie zatruwającą rzekę, nad którą mieszkają tysiące ludzi. Nagle może się okazać, że wadliwa oczyszczalnia będzie truć przez kolejne dwie dekady, bo wniosek o przedłużenie działania, który powinien zostać zweryfikowany i ewentualnie odrzucony, zwyczajnie „przeterminował się” w szufladzie urzędnika. Jeszcze gorzej jest ze składowiskami odpadów, które, jak wiemy, w Polsce nad wyraz często płoną – teraz tego typu obiekty będą mogły działać znacznie dłużej bez kontroli”.

Jacek Engel, ekspert z Fundacji Greenmind, zaznacza: „U podstaw projektu ustawy leży błędne założenie, że przypadki przewlekłego prowadzenia postępowań w procesie inwestycyjnym są efektem opieszałości urzędników. Takie sytuacje jednak najczęściej wynikają z braków organizacyjnych i kadrowych, które są konsekwencją niedofinansowania organów ochrony środowiska. Drugą przyczyną jest niska jakość dokumentacji przedkładanej przez inwestorów, a dotyczącej nierzadko przedsięwzięć o dużym potencjale negatywnego oddziaływania na środowisko”.

„To już drugie podejście do deregulacji przepisów ochrony środowiska” – przypomina Radosław Ślusarczyk z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot. „Poprzedni projekt został ostro skrytykowany przez organizacje pozarządowe oraz Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Wówczas szkodliwe propozycje usunięto z projektu ustawy. Tak powinno się stać i tym razem, dlatego organizacje pozarządowe złożyły szereg uwag do projektu. Pod apelem o wycofanie szkodliwych zmian podpisało się już 107 organizacji”.

Pokaż więcej

redakcja

Kronika24.pl - TYLKO najważniejsze informacje z Polski i ze świata!

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button