Reprezentacja Polski pokonała 3:0 Nową Zelandię w pierwszym meczu turnieju kwalifikacyjnego grupy B Billie Jean King Cup w Gorzowie Wielkopolskim.
W niedzielę powalczą z Rumunią, a wcześniej bo już w sobotę o godzinie 14.30 spotkają się z kibicami podczas sesji autografowej w Arenie Gorzów. Po niej rozpocznie się spotkanie Nowa Zelandia – Rumunia.
Przebieg meczu Polska – Nowa Zelandia
Katarzyna Kawa – Vivian Yang 6:4, 6:4
Od zwycięstwa Katarzyny Kawy rozpoczął się turniej kwalifikacyjny grupy B Billie Jean King Cup. Na inaugurację imprezy w Arenie Gorzów Polka pokonała Vivian Yang 6:4 6:4.
Pierwsze gemy nie zapowiadały jednak łatwego zwycięstwa Kasi, ponieważ niżej notowana przeciwniczka bardzo dobrze weszła w mecz, wychodząc na prowadzenie 3:0. Nowozelandka doszła do stanu 4:2 po serii przełamań z obu stron. W siódmym gemie Polka wykorzystała break pointa, a następnie utrzymała swój serwis, doprowadzając do remisu 4:4.
Końcówka pierwszej partii należała już do reprezentantki gospodarzy, która w dwóch ostatnich gemach straciła zaledwie dwa punkty.
Początek drugiej odsłony to kolejny koncert przełamań z dwóch stron. Lepsza o jednego breaka była świętująca za 3 dni swoje urodziny Polka. Kawa dobrze zaczęła grać przy swoich gemach serwisowych, ale w ósmym gemie podwinęła jej się noga, kiedy Yang uzyskała breaka powrotnego.
Końcówka spotkania to ponowny popis gry Kawy, która najpierw przełamała Nowozelandkę „na sucho”, a następnie zamknęła spotkanie bardzo dobrym
drugim podaniem.
Kasia Kawa powiedziała po meczu:
– Najbardziej cieszę się oczywiście ze zwycięstwa. Pierwszy mecz to zawsze dużo emocji. Jestem dumna, że po trudnym początku zamknęłam spotkanie w dwóch setach, wytrzymałam presję i dałam punkt reprezentacji. Jeżeli chodzi o odwrócenie tego pierwszego seta, też nie było tak, że ja zrobiłam jakąś wielką zmianę w swojej grze, po prostu czułam, że robię dobre rzeczy, które mi na początku nie wychodzą i potrzebowałam troszeczkę więcej czasu, żeby wszystko zagrało. I myślę, że potrzebowałam trochę złości w sobie. Zazwyczaj mi to pomaga, kiedy się po prostu zdenerwuję. Kapitan wtedy nie ma łatwo ze mną, ale już w sumie jesteśmy doświadczeni w takich sytuacjach (śmiech). Po prostu dla mnie to jest taki kop adrenaliny, który pozwala mi na przyspieszenie, na to, żeby przestać czuć jakikolwiek stres i wtedy zaczynamy grać lepiej.
A tak tę „trudną współpracę” ocenił kapitan Dawid Celt:
– Myślę, że w tym wszystkim pomaga doświadczenie i lata pracy w kobiecym tenisie. Troszkę już widziałem, troszkę doświadczyłem, przeżyłem, także staram się gdzieś tam zachować spokój i wiem, że pewne rzeczy w ferworze walki mogą się wydarzyć. Przechodziliśmy już no tutaj przede wszystkim z dziewczynami po mojej lewej (siedziała tam Kawa) i prawej trochę (Świątek), ale taka jest moja rola, no też trzeba umieć schować ego do kieszeni, też trzeba umieć po prostu czasami pewne rzeczy przemyśleć. Myślę, że na tym polega moja rola, bo jestem dla nich, a jeżeli tam gdzieś czasem te granice się może przesuną za mocno, to możemy sobie to wyjaśnić. Nie jestem pamiętliwy, rozumiem sport, rozumiem emocje i no tak staram się do tego podchodzić.
Iga Świątek – Elyse Tse 6:0, 6:1
W fenomenalnym stylu Iga Świątek podwyższyła prowadzenie reprezentacji Polski nad Nową Zelandią w pierwszym spotkaniu turnieju kwalifikacyjnego grupy B Billie Jean King Cup rozgrywanego w Arenie Gorzów. Wiceliderka światowego rankingu potrzebowała zaledwie 43 minut, żeby rozgromić Elyse Tse 6:0 6:1.
Drugie piątkowe spotkanie nie przyniosło niespodzianki, ponieważ od pierwszych piłek polska tenisistka przejęła inicjatywę, której nie oddała przez żaden moment w trakcie trzech kwadransów spędzonych na korcie. W obu setach Nowozelandka zdołała wyrwać tylko po siedem punktów.
Jedyny gem, którego ugrała Tse wynikał bardziej z chwili dekoncentracji Świątek i popełnionych przez nią kilku błędów, aniżeli nagłego zrywu przeciwniczki. Po ekspresowej wygranej, biało – czerwona znalazła dla kibiców, rozdając autografy kibicom zgromadzonym wokół kortu w Gorzowie Wielkopolskim.
Iga Świątek powiedziała po trwającym 43 minuty meczu:
– Występ przed tak dużą widownią na pewno przyniósł trochę więcej stresu niż zazwyczaj, bo jednak rzadko gram w Polsce. Dlatego to jest trochę inne uczucie niż granie po prostu kolejnego turnieju w Tourze. Musiałam trochę więcej poświęcić uwagi na dobrą koncentrację i na to, żeby pamiętać po prostu o swoich celach, jakie mam na korcie i skorzystać z tej energii publiczności. Ale niekoniecznie właśnie mocno koncentrować się na tym, że właściwie wszyscy są tam, żeby właśnie zobaczyć naszą drużynę.
Bardzo mi się podobała atmosfera podczas meczu i w trakcie rozdawania autografów. Te wszystkie interakcje były dzisiaj bardzo pozytywne, w ogóle te wszystkie rozmowy z dziećmi, które można odczytać są zawsze dodatkowo inspirujące. Pamiętam sama jak podawałam piłki na turnieju J&S w Warszawie, gdy Karolina Woźniacki wtedy grała. Pamiętam, że jak dosłownie jej podawałam piłkę i to było dla mnie takie przeżycie, że wow. No, więc wyobrażam sobie też z ich perspektywy, co mogą czuć i staram się zawsze poświęcić komuś chwilę uwagi, mimo tego, że tych osób jest bardzo dużo. Dzisiaj miałam okazję porozmawiać o „Grze o tron” i paru innych rzeczach ciekawych.
Martyna Kubka, Linda Klimovicova – Jade Otway, Erin Routliffe 6:2 6:2
Reprezentacja Polski bez straty seta ograła Nową Zelandię w pierwszym spotkaniu meczu turnieju kwalifikacyjnego grupy B Billie Jean King Cup rozgrywanego w Arenie Gorzów. W pojedynku gry podwójnej duet PZT Team Martyna Kubka (WKT Mera Warszawa) i Linda Klimovicova (BKT Advantage Bielsko-Biała) pokonały 6:2 6:2 Jade Otway i Erin Routliffe.
Deblowy mecz był wyrównany jedynie przez pierwszą kolejkę serwisową, kiedy każda z zawodniczek obroniła swój serwis. W szóstym gemie podanie przegrała najbardziej doświadczona na korcie, Routliffe, która na zakończenie gema popełniła podwójny błąd serwisowy. Biało – czerwone poszły za ciosem i na zakończenie pierwszej partii przełamały „na czysto” Otway.
W drugiej odsłonie Klimovicova i Kubka kontrolowały przebieg meczu. Tym razem Polki dwukrotnie złamały serwis Otway i to wystarczyło do osiągnięcia zwycięstwa w ostatnim piątkowym pojedynku.
Martyna Kubka stwierdziła po meczu:
– Bardzo się cieszę, że miałam okazję dzisiaj zagrać. Cieszę się też że to był występ z Lindą, bo grałyśmy razem pierwszy raz, a jak na pierwszy raz zagrałyśmy naprawdę bardzo dobrze. No i wygrałyśmy bardzo przekonująco z Erin, jedną z najlepszych deblistek świata. Bardzo fajnie, że Linda miała okazję tutaj zadebiutować w reprezentacji. Cieszę się, że to zwycięstwo było zdecydowane, ale na pewno trybuny nas niosły.
Powiedziała Linda Klimovicova:
– To dla mnie wielkie wyróżnienie, że mogłam po raz pierwszy zagrać w reprezentacji Polski. Na początku byłam zdenerwowana, ale publiczność była tak fantastyczna, że stres szybko minął i gra sprawiała mi ogromną radość.
A tak ocenił spotkanie z Nową Zelandią Kapitan Dawid Celt:
– Z dziewczynami mam tak, że tak Iga do mnie mówi: „Trenerze, ja nie umiem grać w deblu, ja nie gram w deblu”. Rok temu w BJK Cup Finals w Maladze Iga wyszła z Kasią na kort i pach, Siniakova spakowana numer jeden na świecie w deblu. Linda do mnie mówi: „Nie, debla to ja grałam ostatnio półtora roku temu”. I proszę dwukrotna mistrzyni US Open pokonana dzisiaj. Naprawdę fajnie mam z tymi dziewczynami. Ale dzisiaj wszystko, absolutnie wszystko, sprawiło mi radość. Cieszę się, że wygraliśmy bez komplikacji i że udało się zamknąć mecz po singlach – bardzo mi na tym zależało. Wiem, jak łatwo jest mówić, że „nie mają z kim przegrać”, ale trudniejsze jest wyjście na kort przed sześcioma tysiącami ludzi i udowodnienie swojej roli faworyta. Początek był nerwowy i u Kasi, i nawet u Igi, tu podwójny błąd serwisowy. To chyba jedyne do czego mógłbym się przyczepić (śmiech). To normalne, taka jest natura sportu. Cieszę się z debiutu Lindy, ze świetnego debla z Martyną – miałem konkretny plan, zestawiając ten duet, i cieszę się, że wszystko poszło po naszej myśli.



