W czwartek podczas spotkania z mieszkańcami na rynku w Kaliszu (woj. wielkopolskie) prezydent Karol Nawrocki zgłosi swoją pierwszą inicjatywę ustawodawczą – „TAK dla CPK”.
Potrzebujemy dziś wielkich planów, wielkich inwestycji. Potrzebujemy obudzić aspiracje narodu polskiego, bo nie możemy już być gospodarstwem pomocniczym naszych zachodnich sąsiadów czy całej Unii Europejskiej – mówił w środę prezydent w orędziu przed Zgromadzeniem Narodowym.
Prezydencka inicjatywa nawiązuje do obywatelskiego projektu ustawy, który miał zobowiązać obecny rząd do budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego w kształcie określonym przez uchwałę Rady Ministrów z 2023 r. – bez cięć w inwestycjach okołolotniskowych oraz drastycznego ograniczenia rozbudowy sieci linii kolejowych.
Obywatelski projekt ustawy zakładał też przyspieszenie tempa prowadzonych dziś prac: według najbardziej ambitnego harmonogramu CPK miał zostać oddany do użytku już w 2028 r., tymczasem obecna władza założyła, że oddanie kluczowych elementów inwestycji możliwe będzie najwcześniej w 2032 r., czyli cztery lata później.
We wrześniu – po zebraniu prawie 200 tysięcy podpisów obywateli – projekt ustawy został złożony w Sejmie, jednak na początku tego roku sejmowa komisja infrastruktury zarekomendowała Wysokiej Izbie odrzucenie dokumentu. Ostatecznie utknął on w sejmowej zamrażarce i do dziś nie trafił pod obrady całej izby, by mogła podjąć jednoznaczną decyzję.
Tymczasem eksperci, analizując wprowadzane w latach 2024–2025 zmiany w projekcie, alarmowali: „Powszechny i ogólnodostępny system transportowy, który miał służyć wszystkim mieszkańcom Polski, na naszych oczach zmienił się w projekt ekskluzywnej linii kolejowej dla mieszkańców czterech polskich metropolii oraz lotnisko”.
Ich zdaniem, bez głębszych analiz i bez konsultacji publicznych ten kluczowy dla Polski projekt o strategicznym – także z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa – znaczeniu przeobraził się w swoją karykaturę.
Jeden z podstawowych zarzutów wobec aktualnej koncepcji CPK to rezygnacja z najważniejszego atutu inwestycji – intermodalności, czyli połączenia w jednym miejscu portu lotniczego oraz stacji koncentrującej krajowy ruch kolejowy.
W pierwotnej wersji do CPK miał prowadzić rozbudowany system linii kolejowych, by umożliwić mieszkańcom setek mniejszych miejscowości łatwy dojazd do centralnej Polski. Zakładano, że z każdego większego miasta będzie można dojechać do centralnej Polski pociągiem z prędkością do 250 km/h w ciągu maksymalnie 2,5 godziny.
Miało to pomóc w ograniczeniu wykluczenia transportowego, które jest dziś poważnym problemem – obecnie co dziesiąty Polak nie ma dostępu do kolei. Według szacunków ok. 100 miast liczących ponad 10 tys. mieszkańców nie ma bowiem czynnego połączenia kolejowego.
Tymczasem obecny rząd usunął z projektu założenie, że w połączeniach między większymi miastami położonymi w odległości 300–400 km, kolej powinna oferować lepszy czas przejazdu niż podróż samochodem lub samolotem. Zamiast tego postawił na budowę połączeń między czterema aglomeracjami: Warszawą, Łodzią, Poznaniem i Wrocławiem. Tzw. sieć Ygrek ma oferować przejazd z prędkością do 350 km/h i obsługiwać tylko największe miasta.
Zdaniem ekspertów na takim rozwiązaniu stracą polscy producenci taboru kolejowego, którzy nie będą w stanie wyprodukować taboru osiągającego taką prędkość oraz polski sektor budowlany, który może mieć problem z realizacją projektów o tak wysokich parametrach.
Stracą także pasażerowie, ponieważ bardzo szybkie pociągi oznaczać będą droższe bilety.
Przede wszystkim jednak stracą mieszkańcy średnich miast, ponieważ kolej poruszająca się 350 km/h nie będzie zatrzymywać się w mniejszych miejscowościach takich jak Płock, Grudziądz czy blisko stutysięczny Kalisz, gdzie Karol Nawrocki zgłosi dziś inicjatywę ustawodawczą w tej sprawie.
Podczas orędzia przed Zgromadzeniem Narodowym prezydent przypomniał, że wsparcie dla ambitnych, przełomowych inicjatyw, które będą kołem zamachowym polskiej gospodarki to realizacja jego programu wyborczego.
Program, który będę realizował, jest programem zrównoważonego rozwoju państwa polskiego. Tak, my wszyscy jesteśmy z miast i wiosek polskich. I nie ma Polski A i Polski B – podkreślił.
