Czerwony to kolor krwi, czyli życia i miłości.
Czerwony to energia i ta energia rozwijała się lawinowo, porywając cały Kraków.
40 lat, tyle lat na scenie występują artyści z Simply Red i poza doświadczeniem mają w sobie tyle siły, że wszyscy widzowie byli w ruchu przez prawie dwie godziny. Koncert zaczął się powoli, spokojnie… ale już przy trzecim utworze wszyscy wstali ze swoich miejsc. Zaczęła się uczta dla zmysłów.
Znakomita sekcja dęta w mistrzowski sposób sprawiała, że słuchanie ich to była czysta przyjemność. Lekkość, naturalność, świeżość, a jednocześnie kameralność dźwięków sprawiała, że unosiliśmy się nad sceną. Tutaj nie było popisywania się, tu było to coś co sprawia, że słuchamy muzyki starszej od nas samych.
Ian Kirkham (klawisze, saksofon),Gary Sanctuary (klawisze), Orefo Orakwue (gitara basowa, chórek), Ian Kirkham (saksofon, klawisze), Kenji Suzuki gitara, chórek), Kevin Robinson (trąbka, perkusja, flugelhorn, chórek) i Marck Hucknall (wokal) przenieśli nas do pięknej krainy dźwięków.
Usłyszeliśmy wszystkie największe hity zespołu. Artysta i lider zespołu Marck Hucknall żartował, że mając 17 lat pisał utwory, ale potrafił zagrać tylko 3 riffy… a dzisiaj po ponad 40 latach słuchamy tych hitów i one ciągle żyją.
Zespół zagrał też piosenkę o miłości, którą podarował UNICEF, aby wspierać walkę o godne życie dzieci.
Przed koncertem artyści zwiedzali Kraków i byli zachwyceni miastem, a szczególnie Zamkiem Królewskim na Wawelu i Rynkiem Głównym.
Supportem gwiazdy był zespół ZUTA, tj. wokalistka Zuta Lipowicz i gitarzysta Maks Mikulski, małżeństwo od miesiąca będące w trasie koncertowej trasa ślubna. ZUTA bardzo przypomina stylistycznie wczesnym Maanam… czy będą mieli swój krakowski spleen?
To był znakomity koncert na najwyższym poziomie.
(TK, LO)



