POLITYKA

Olbrzymie podwyżki dla polityków. Opozycja sprzedała się – wróciło #KorytoPlus! Żałosne tłumaczenia. Oburzeni lekarze

Te podwyżki „im się po prostu… należały”

Każdy wie, że jak ktoś dorwie się do władzy zawsze chce sobie „dorobić”.

Okazało się, że spotyka to także polską opozycję.

Parlamentarzyści sami sobie przyznali olbrzymie podwyżki. Sejm zatwierdził nowelizację przepisów podwyższającą płace m.in. samorządowców, parlamentarzystów i ministrów.

Tylko Konfederacja, Zieloni i Partia Razem oraz Klaudia Jachira, Franek Sterczewski i Cezary Grabarczyk (wszyscy z klubu KO) sprzeciwili się tym podwyżkom wynagrodzeń.

„Wygląda na to, że wróciło #KorytoPlus. Błyskawiczne przejście do drugiego czytania i za moment pewnie uchwalenie. Kukiz’15 jest zdecydowanie przeciw podwyżkom dla posłów i zwiększeniu partyjnych subwencji w szczycie kryzysu gospodarczego” – skomentował poseł Paweł Kukiz.

„Każdy, kto podniesie rękę za podwyżkami, splunie w twarz obywatelom i swoim wyborcom” – powiedział senator Koalicji Obywatelskiej Jacek Bury.

„Perfect Timing Day: przyznać wielkie podwyżki prezydentowi, rządowi i parlamentowi w rocznicę strajku 1980, w czasie rewolucji u najbliższego sąsiada, w szczycie pandemii, kiedy zaczyna się głęboka recesja.

Opozycja, która złej władzy podwyższa wynagrodzenie, i to w czasie kryzysu, nie ma racji bytu. Po prostu. Ogarnijcie się, proszę” – napisał na Twitterze Donald Tusk, szef Europejskiej Partii Ludowej.

„Podwyżki są owszem potrzebne, ale dla lekarzy, dla nauczycielek i innych niedocenianych zawodów.
O wynagrodzeniu dla posłów możemy porozmawiać, ale nie gdy publiczny budżet jest osłabiony przez walkę z pandemią, czeka nas recesja, a milionom Polek i Polaków grozi bezrobocie” – poseł Franciszek Sterczewski z KO.

„Do końca tej kadencji partie mają nas kosztować więcej o co najmniej 140 mln zł! W środku kryzysu. Zamykane są firmy, ludzie tracą oszczędności życia, sytuacja w ochronie zdrowia woła o pomstę do nieba, a Polskę czeka rekordowa dziura budżetowa. #Polska2050 głosowałaby przeciw” – Szymon Hołownia, były kandydat na prezydenta.

Tyle będą zarabiać politycy:

  • posłowie: 12 600 zł brutto
  • premier: 21 984 zł brutto
  • ministrowie: 17 987 zł brutto
  • wiceministrowie: 16 988 zł brutto
  • prezydent: 25 981 zł brutto
  • pierwsza dama: 18 000 brutto
  • marszałkowie Sejmu i Senatu: 21 984 zł brutto
  • wicemarszałkowie Sejmu i Senatu: 17 987 zł brutto
  • wojewodowie: 14 989 zł brutto
  • wicewojewodowie: 12 990 zł brutto

Podwyżki dla posłów w czasach zaciskania pasa. Żenujące tłumaczenia opozycji!

Obecnie to nie czas, by przyznawać sobie podwyżki. W dobie pandemii, recesji gospodarki, wątpliwym budżetem państwa, kiedy ludzie tracą pracę, upadają firmy jest to najgorszy moment na takie decyzje!

PiS (kuluary) zaoferował: „albo wszystko, albo nic”. Oznaczało to, że albo opozycja poprze wzrost wynagrodzeń dla rządzących, albo sama nic nie otrzyma. Po prostu dała się kupić!

Ciekawe co teraz zrobi Senat?!

Tomasz Cimoszewicz w geście protestu rozstaje się z Platformą Obywatelską. „Kochani, przez ostatnie 5 lat byłem członkiem PO. To już koniec. Przy największej recesji w historii i dramatach ludzi w ostatnich i nadchodzących miesiącach podnoszenie pensji o 58%, a kilka miesięcy wcześniej podnoszenie kwot na prowadzenie biur i najem mieszkania służbowego to niewytłumaczalne zachowanie, tak samo, sięgnięcie po dodatkowe kilkadziesiąt milionów złotych z naszych kieszeni na utrzymanie partii politycznych. Nie mogę tego legitymować, tak więc czas się rozstać i pożegnać.”

Posłanka PO Izabela Leszczyna: „zarobki w wysokości 5,6 tys. zł netto powodują, że do Sejmu niechętnie startują osoby z dorobkiem zawodowym i kompetencjami, które gwarantują merytoryczną pracę. „Wiem, bo w ub. roku zachęcałam do startu pracowników uczelni, prawników, lekarzy, bez skutku, choć byli zwolennikami PO i rozumieli, że trzeba zrobić wszystko, by odsunąć”.

Barbara Nowacka PO: „Jak wiecie zapewne, zagłosowałam wczoraj za podniesieniem wynagrodzeń dla samorządowców, parlamentarzystów, ministrów, prezydenta oraz pensją pierwszej damy. Wszystkie kluby parlamentarne poparły to rozwiązanie.

Wiem, że na taką decyzję nigdy nie ma odpowiedniego momentu, co widać po Państwa reakcjach. Uważam jednak, że chowanie głowy w piasek i unikanie wyjaśnień dla swojej decyzji nie jest rozwiązaniem.

Poparliśmy podwyżki, gdyż uważamy, że zmiany systemowe w wynagradzaniu osób sprawujących funkcje publiczne są niezbędne. Kraj, w którym wiceminister finansów zarabia 7 tys. zł, a firmy mogą sobie kupić dowolnego posła czy radnego za 2 tys. zł miesięcznie, to kraj galopujący w stronę korupcji.

Przyjmując te systemowe rozwiązania znaliśmy ryzyko, jakie niesie powiązanie z bieżącą polityką. Teraz dostajemy nie tylko pytania czy krytykę, ale wyzwiska i groźby. Szczególnie dziwi mnie takie zachowanie ze strony osób, które deklarują nawołują do przejrzystości instytucji publicznych.

Kapitał polityczny na tej sytuacji zbijają zaś populiści. My nie jesteśmy populistami. Uważamy, że sprawne państwo to państwo z transparentnym finansowaniem partii i zarobkami powiązanymi wskaźnikowo. Jego elementem jest przejrzysty system wynagrodzeń urzędników państwowych i osób sprawujących funkcje publiczne. I to jest właśnie wprowadzane.”

Porozumienie chirurgów Skalpel napisali:

„Urzędnicy państwowi odpowiadający za wielomilionowe inwestycje powinni zarabiać godnie i w sposób, który zniechęcałby do szukania doraźnego dodatkowego dochodu.

Mając jednak na względzie sytuacje wielu ludzi, którzy ze względu na pandemie utracili miejsce pracy lub źródło zarobku takie podwyżki budzą niesmak.
A mając na uwadze tragiczną sytuację ochrony zdrowia, wydłużające się kolejki, braki kadrowe, braki sprzętowe takie „napychanie” kieszeni jest żenujące.

Poszły już 2 miliardy na kampanie wyborcza…Ilu Pacjentów można było za to wyleczyć!?!?

Liczymy na silną reakcje środowiska medycznego! Zapisujcie się do swoich związków zawodowych. Nie pozwolimy dłużej ignorować głosu medyków.

My idąc na manifestację 8 sierpnia nie upominaliśmy się o podwyżki. Poszliśmy, żeby zawalczyć o dobro pacjentów – o wzrost nakładów na ochronę zdrowia, likwidację kolejek do specjalistów, o poprawę warunków leczenia polskich pacjentów, bo nie każdego stać na leczenie prywatne.

Tymczasem polski parlament przyznaje sobie kolejne podwyżki, a nawet niektórym pensje za „nicnierobienie” w kwocie 18 000 zł. brutto, podczas gdy lekarzom proponuje się obniżki wynagrodzenia z dotychczasowej wywalczonej podczas głodówki rezydentów w 2018 r. kwoty 6750 zł. brutto!!!

Dziś poseł zarabia 8 000 zł brutto.
Po nowelizacji będzie zarabiał ponad 12 000 zł. brutto.

W sytuacji gdy szpitale są zadłużone do tego stopnia, że chcą obniżać pensje lekarzom i brakuje pieniędzy na leczenie Polaków, a polski sejm kombinuje nad przygarnięciem jeszcze większej kasy dla posłów- przypominamy, że istnieje jeszcze coś takiego jak praca dla idei.”

Pokaż więcej

redakcja

Kronika24.pl - TYLKO najważniejsze informacje z Polski i ze świata!

Powiązane artykuły

Back to top button