Prezydent RP Karol Nawrocki działając na podstawie art. 141 ust. 1 Konstytucji podpisał postanowienie o zwołaniu Rady Gabinetowej na 27 sierpnia 2025 r. na godz. 9.00.
Szef Kancelarii Prezydenta RP Zbigniew Bogucki poinformował na X, że postanowienie prezydenta RP przekazał Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
Przedmiotem obrad Rady Gabinetowej będzie omówienie:
- stanu budżetu państwa i sytuacji finansów publicznych;
- postępów i planów Rady Ministrów dotyczących realizacji inwestycji rozwojowych, w szczególności:
a) budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego,
b) budowy elektrowni jądrowych; - planowanych przez Radę Ministrów działań mających na celu ochronę polskiego rolnictwa i polskiej produkcji rolnej przed konsekwencjami napływu produktów rolnych spoza Unii Europejskiej, w szczególności w kontekście umowy handlowej Unia Europejska–Mercosur oraz porozumienia handlowego pomiędzy Unią Europejską i Ukrainą dotyczącego produktów rolnych i żywności.
Zgodnie z art.141 Konstytucji w sprawach szczególnej wagi Prezydent Rzeczypospolitej może zwołać Radę Gabinetową. Radę Gabinetową tworzy Rada Ministrów obradująca pod przewodnictwem Prezydenta Rzeczypospolitej. Radzie Gabinetowej nie przysługują kompetencje Rady Ministrów.
Minister Przydacz: Im więcej Amerykanów w Europie, tym lepiej
Szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz, komentując waszyngtońskie rozmowy ws. pokoju na Ukrainie ocenił, że to jest proces, który trwa i na każdym etapie może „wypaść z torów”. – Mam graniczące z pewnością przekonanie, że Władimir Putin nie chce zawarcia pokoju – dodał.
– Zobaczymy, czy ten proces rzeczywiście tak szybko się zakończy. Na razie pierwszym etapem po wczorajszych ustaleniach ma być spotkanie Putin–Zełenski i kwestia dyskusji o terytoriach. Pytanie, czy w tych rozmowach dwustronnych rzeczywiście będzie jakiś progres, czy nie – mówił minister. Pytany, czy Ukraina powinna ustąpić w ustaleniach terytorialnych, wskazał, że to będzie decyzja strony ukraińskiej. – Ale jak rozumiem strona ukraińska uzależnia ewentualne swoje decyzje, czy gotowość do dyskusji od kwestii gwarancji międzynarodowych – zaznaczył.
– I teraz sobie zadajmy pytanie, czy w tych gwarancjach, a gwarancje to znaczy wysłanie wojsk na Ukrainę (…) czy w tej „koalicji chętnych” Polska ma być, czy ma nie być? – mówił. Jak dodał, prezydent do tej pory nie brał udziału w pracach „koalicji chętnych”; Polskę reprezentował premier. – Prezydent Karol Nawrocki powiedział: na wojnę polskich chłopców nie wyślę – zaznaczył szef BPM.
A jednocześnie – wskazywał – „Polska jako państwo sąsiednie może być pomocne; mamy do tego infrastrukturę; mamy możliwości oddziaływania”.
W opinii szefa BPM, prezydent Trump słusznie chce doprowadzić do zawieszania broni, a finalnie do pokoju i „trudno tutaj zarzucić jakąś niemoralność celu”.
– Każdy z nas chciałby, żeby ta wojna się zakończyła, ale nie w sposób kapitulancki dla strony ofiary, czyli dla Ukrainy, tylko w sposób albo maksymalnie sprawiedliwy, choć o sprawiedliwości tutaj będzie trudno mówić, albo w taki sposób, który nie będzie zagrażał bezpieczeństwu na przyszłość – zaznaczył.
Marcin Przydacz zwrócił uwagę, że jeśli chodzi o warunki pokoju, to dyskusja dotyczy terytoriów, a „Rosja, która już zajęła terytoria ani myśli się z nich wycofać”. – Jak rozumiem, Władimir Putin żąda kolejnych terytoriów, ale to są kluczowe terytoria z perspektywy bezpieczeństwa Ukrainy – ocenił. Dodał, że „oddanie tych terytoriów otwiera drogę na Kijów”. – Władimir Putin nie jest w stanie ich militarnie zdobyć, więc wymyślił sobie, że będzie starał się zdobyć te terytoria w rozmowach dyplomatycznych. W moim przekonaniu Ukraina się na to nie zgodzi – mówił. – Nie powinna się zgodzić z perspektywy ich bezpieczeństwa – uważa szef BPM.
– Natomiast – jak powiedział – dla Ukrainy najważniejsze jest to, jakie będzie dostawać gwarancje bezpieczeństwa. Dodał, że Ukraina przede wszystkim powinna dostać amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa oraz zachodnioeuropejskie. – Kluczowe są tutaj tak naprawdę amerykańskie, bo jeśli kogokolwiek Federacja Rosyjska się obawia, to jest to wojsko amerykańskie – zaznaczył. Choć – jak ocenił – „na dzisiaj pewnie takiej pełnej gotowości po stronie amerykańskiej jeszcze nie ma”.
– Władimir Putin chce, aby nie było tam Amerykanów, bo ma takie przekonanie, że z tą Europą to sobie sam na sam jakoś poradzi. Więc im więcej Amerykanów w Europie, tym lepiej. Im bardziej będziemy przyciągać Amerykanów, tym lepiej – podkreślił Marcin Przydacz.
Minister zwrócił też uwagę, że ustalenia dotyczące ewentualnej obecności polskiego przedstawiciela na rozmowach w Waszyngtonie zapadały w sobotę i niedzielę w formacie „koalicji chętnych”, gdzie dyskusje prowadzili premier Tusk i minister Sikorski. – To oni nie zgłosili obecności Polski na rozmowach w Waszyngtonie – przekazał Marcin Przydacz.
