Vladimir Semirunniy, wicemistrz olimpijski w łyżwiarskiej rywalizacji na dziesięć tysięcy metrów, razem z reprezentantką Polski w short tracku Gabrielą Topolską będzie niósł polską flagę podczas ceremonii zamknięcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan Cortina 2026. Polak w sobotę, podobnie jak inna łyżwiarka Natalia Czerwonka, nie zdołał przebić się do finału rywalizacji w biegu ze startu masowego.
– Bardzo dziękuję całej Polsce za to, że mnie wybrano. Naprawdę będę trzymał flagę tak wysoko jak to tylko możliwe. Być może to Natalia porozmawiała z kimś w tej sprawie, więc jeśli tak było to dziękuję Natalii. Bardzo się cieszę, że to ona otwierała ceremonię, a ja ją zamykam. To dla mnie coś wyjątkowego – mówił Semirunnij, nawiązując do faktu, że jego koleżanka z kadry Natalia Czerwonka niosła flagę na ceremonii otwarcia na mediolańskim stadionie San Siro.

Semirunnij, komentując swój ostatni start w Mediolanie przyznał, że nie ma doświadczenia w tym nietypowym, bo toczonym w tłumie zawodników biegu.
– Myślę, że poradziłem sobie dobrze, choć przyznaję, że nie mam jeszcze dużego doświadczenia w mass starcie. Na 5 czy 10 kilometrów mogę po prostu „wyłączyć głowę” i jechać swoje, natomiast tutaj nie da się ani na moment stracić koncentracji. Trzeba cały czas kontrolować sytuację, pilnować rywali, reagować na ich ruchy – to naprawdę dużo kosztuje. Wszyscy rywale wiedzieli, że jestem mocny, dlatego szczególnie mnie pilnowali. Nie wyszło tak dobrze, jak bym chciał, ale pozostaję skupiony przede wszystkim na dystansach 5 i 10 kilometrów.
Podobnie mówiła Czerwonka, która też nie awansowała do finału. – Było naprawdę fajnie. Nie spodziewałam się aż takiej agresji i walki bark w bark, ale to pokazuje, że to zupełnie inny bieg, do którego trzeba się specjalnie przygotowywać. Tak jak są specjalizacje na 500 metrów czy 5 kilometrów, tak bieg masowy rządzi się swoimi prawami. Mam nadzieję, że w Polsce wkrótce będziemy mieć swoich reprezentantów w tej konkurencji, bo mamy bardzo zdolną młodzież. Jest Hania Mazur, która się w tym specjalizuje i ściga się na rolkach – mówiła Czerwonka.

Semirunnij, który jako jedyny z polskich łyżwiarzy wraca w poniedziałek do Polski z medalem, jest zadowolony ze swojego startu w igrzyskach.
– Wracam szczęśliwy i bardzo dumny z siebie, choć gdyby nie udało się zdobyć tego medalu, to byłoby tak samo. Przed nami jeszcze mistrzostwa świata w wieloboju w Heerenveen. Jakie mam cele? Na 5 kilometrów chciałbym poprawić rekord toru, a na 10 kilometrów, gdzie mam już ten rekord, również powalczyć o jeszcze lepszy wynik. Srebrny medal pokazuje, że to nie był przypadek ani jednorazowy sukces. Chcę udowodnić, że moja forma i siła to efekt pracy, a nie niespodzianka – powiedział polski wicemistrz olimpijski.
Mistrzostwa świata w wieloboju i wieloboju sprinterskim odbędą się w dniach 5-9 marca w Heerenveen.



