Po trzech latach i dwóch przegranych finałach Ind. Kielce wraca na tron Superligi.
Podopieczni Krzysztofa Lijewskiego spisali się kapitalnie w rywalizacji z Wisłą Płock i sięgnęli po 21. w historii klubu mistrzostwo Polski.
W niedzielę prowadzeni przez Krzysztofa Lijewskiego szczypiorniści wygrali z broniącą tytułu Wisłą Płock 36:27 (18:14).
Wisła Płock nie schodzi z podium rozgrywek o mistrzostwo Polski od 1990 roku. W niedzielę do swojej kolekcji dołożyła 23 srebrny medal.
Dla Wisły to 37 medal mistrzostw Polski – 23 srebrny. W dorobku ma także dziewięć złotych i siedem brązowych krążków.
Zaczęli dobrze… i niedobrze
W ostatnich dwóch sezonach drużyna z Kielc zmagała się z dużymi problemami kadrowymi. Pewne były śmierć, podatki i to, że Tałant Dujszebajew nie będzie miał do dyspozycji wszystkich zawodników. Dwa poprzednie finały Superligi miały niesamowitą dramaturgię. Zespół z Płocka trzy z czterech meczów wygrał po rzutach karnych. Na odwrócenie tej niekorzystnej serii nadzieję dało pierwsze spotkanie nowego sezonu. Ind. Kielce sięgnęła po Superpuchar Polski, zwyciężając po serii siódemek. Tę decydującą obronił Adam Morawski, który wrócił do kraju po trzech latach w Melsungen. Wcześniej aż przez dziewięć lat bronił barw „Nafciarzy”.
– Sport jest nieprzewidywalny i to jest najfajniejsze. Cieszę się, że mogłem dołożyć swoją cegiełkę do tego sukcesu. Byłem gotowy, niezależnie od tego, czy zagram pięć minut, całe spotkanie, czy wejdę na rzut karny. Cieszę się, że wygraliśmy to trofeum. Nie poprzestaniemy na tym – powiedział Adam Morawski po zakończeniu tamtego spotkania.
Ind. Kielce udanie rozpoczęła również zmagania w Lidze Mistrzów, bo od wysokiego zwycięstwa z Kolstad. Później przyszły jednak kontuzje i seria czterech porażek. Przy bardzo mocnej grupie, stało się jasne, że głównym celem będzie wywalczenie awansu. Braki kadrowe „żółto-biało-niebieskich” z zimną krwią wykorzystała Wisła, która wygrała w Hali Legionów pięcioma golami, czym praktycznie rozstrzygnęła losy pierwszego miejsca w sezonie zasadniczym.
Najlepsza seria od trzech lat
Podopieczni Tałanta Dujszebajewa wygrali arcyważny wyjazdowy mecz z Dinamem Bukareszt, czym dali sobie oddech w walce o wyjście z grupy. Następnie zremisowali z Aalborgiem. Do końca roku odnieśli jeszcze dwa zwycięstwa, czym otworzyli furtkę do walki o wyższą lokatę i korzystniejsze rozstawienie. Już po przerwie na mistrzostwa Europy, „żółto-biało-niebiescy” zagrali jak z nut. Swoją serię zwycięstw przedłużyli do sześciu, co było ich najlepszym wynikiem od 2023 roku. Ograli, m.in. mocarzy z Berlina i Veszprem. Awansowali z bardzo dobrego trzeciego miejsca. Przez napięty harmonogram, w drugim spotkaniu z Wisłą zabrakło kilku graczy, ale mimo braków Kielczanie byli blisko zwycięstwa w regulaminowym czasie. Gospodarze doprowadzili jednak do remisu i wygrali po rzutach karnych.
– Mogę pogratulować moim chłopaków, że wytrzymali presję i wygraliśmy jedną bramką w decydującym o trzecim miejscu meczu. Jeśli wygramy każdy kolejny mecz jednym trafieniem, to będziemy mistrzami wszystkiego – powiedział trener Tałant Dujszebajew po wyjazdowym zwycięstwie z Kolstad.
Szok w Kielcach
Znakomity finisz fazy grupowej rozbudził apetyty kibiców. W 1/8 finału „żółto-biało-niebiescy” rywalizowali z OTP Bak-Pickiem Szeged. W pierwszym meczu na Węgrzech przegrali z Rolandem Miklerem i musieli odrabiać trzy gole w rewanżu. W nim długo nic nie układało się po ich myśli, ale w drugiej połowie zagrali kapitalnie. Prowadzili już czterema trafieniami, mieli okazję na plus pięć, ale zupełnie pogubili się w końcówce i odpadli z rozgrywek. Kielczanie nie pozbierali się po tym ciosie i słabo zaprezentowali się w Final4 Pucharu Polski. W półfinale wyraźnie pokonała ich osłabiona Wisła, która wygrała 30:25. Po tym pojedynku dymisję złożył Tałant Dujszebajew. Kirgiz pracował w Kielcach od stycznia 2014 roku. To był szok.
– Mimo że miałem oferty z innych klubów, chciałem dalej pracować w Kielcach. Prowadziłem nawet z klubem rozmowy na temat przedłużenia umowy do 2031 roku. Ale wydarzenia ostatnich dni zmieniły wszystko. Najpierw przegrany dwumecz Ligi Mistrzów z Pick Szeged, potem półfinał Pucharu Polski. Ten ostatni mecz był dla mnie prawdziwym wstydem. Po raz pierwszy w mojej karierze zespół, który prowadziłem, nie walczył. To jest też oczywiście moja wina. Powiedziałem to wszystko zawodnikom po spotkaniu. Ale to co wtedy wydarzyło się w szatni, musi tam pozostać. Jednak od tego momentu nasze drogi się rozeszły – wyjaśniał powody swojego odejścia trener z Kirgistanu.
Dla klubu ze stolicy Świętokrzyskiego to 21 złoto w historii. W dorobku ma również pięć srebrnych i sześć brązowych krążków.
(Superliga)
