INNEZIMOWE

Igrzyska 2026. Władymir Semirunnij: Chcę łączyć łyżwiarstwo szybkie z kolarstwem

Vladimir Semirunniy

Jeszcze dobrze nie opadły emocje po piątkowym olimpijskim sukcesie, a on już mówi o kolejnych celach!

Władymir Semirunnij nie zamierza spocząć na laurach.

Chce dalej zdobywać medale w łyżwiarstwie szybkim – w Mediolanie czekają go jeszcze dwa starty – a w przyszłości spróbować czegoś czego w Polsce jeszcze nie było: łączenia profesjonalnej kariery na torze z wyczynowym kolarstwem.

Vladimir Semirunniy – Władymir Semirunnij (fot. Paweł Skraba/PZŁS)

W sporcie są przypadki zawodników, którzy z sukcesami łączyli różne dyscypliny sportu. Nawet na igrzyskach w Mediolanie Polskę w rywalizacji bobsleistek reprezentuje olimpijka z Tokio w lekkiej atletyce Klaudia Adamek.

– Znam Rusłana Zacharowa, medalistę olimpijskiego w short tracku i w łyżwiarstwie szybkim. Wiem, że zdarza się, że sportowcy z letnich dyscyplin czasem zajmują się zimowymi, ale odwrotnie bywa bardzo rzadko. A ja kolarstwo uwielbiam. Chciałbym spróbować, bo to byłoby trochę historyczne wydarzenie – mówi Semirunnij.

Na razie jednak w Mediolanie świętuje coś naprawdę wyjątkowego. To pierwszy historyczny medal dla Polski na długich dystansach w łyżwiarstwie szybkim.

– Nie mogę powiedzieć, że euforia spadła. Bardziej przychodzi mi do głowy to co ja zrobiłem. Jak czytam, że to pierwszy taki medal dla Polski… naprawdę bardzo się cieszę. Ale to już jest w historii. Trzeba dalej pracować i robić nowe medale – mówi spokojnie polski wicemistrz olimpijski w łyżwiarstwie szybkim na 10000 metrów.

Gdy w 2014 roku reprezentanci Polski zdobywali ostatnie olimpijskie medale w łyżwiarstwie szybkim – w tym złoto Zbigniewa Bródki – Semirunnij miał jedenaście lat.

Vladimir Semirunniy – Władymir Semirunnij (fot. Paweł Skraba/PZŁS)

– Jak mówi mój przyjaciel Marcin Bachanek, na chleb mówiłem wtedy „pep”. Minęło dwanaście lat i Polska wraca na wysoki poziom. Fajnie, że mogę mieć udział w tym powrocie – podkreśla. I dodaje, że chciałby, by jego sukces był impulsem dla innych, choćby sprinterów, którzy już w sobotnie popołudnie będą walczyć na dystansie 500 metrów. – Chciałbym, żeby chłopaki zobaczyli, że wszystko jest możliwe. Będę ich wspierał.

Choć Vladimir Semirunniy medal nosi przy sobie, specjalnie się do niego nie przywiązuje.

– Mówią do mnie: weź go, pokaż. A ja mówię, że to już było wczoraj. Chcę pracować dalej. Zawsze chcę mieć złoto – zaznacza.

Piątkowy wieczór był dla reprezentanta Polski wyjątkowo intensywny. Po wywalczeniu medalu udzielił już kilkudziesięciu wywiadów, wziął udział w konferencji prasowej, przeszedł obowiązkową kontrolę antydopingową i trenował na rowerku stacjonarnym. Do wioski olimpijskiej wrócił bardzo późno, a na miejscu czekali na niego inni reprezentanci Polski z gratulacjami. Wcześniej, jeszcze na torze, został… oblany szampanem przez Natalię Czerwonkę.

– Czekałem w wiosce na drugą butelkę szampana od Natalii Czerwonki, ale już nie było – śmieje się. – Każdy przyszedł, pogratulował. Mamy na naszym piętrze napis „We are one team”. Widać, że to prawda.

Vladimir Semirunniy – Władymir Semirunnij i Klaudia (fot. Paweł Skraba/PZŁS)

Na trybunach walkę o medal Władka przeżywała jego dziewczyna Klaudia Bielas.

– To trzeba po prostu przeżyć, żeby poczuć te wszystkie emocje i tę atmosferę. Od początku do końca ogromny stres. Do ostatniej pary wszyscy siedzieliśmy jak na szpilkach – opowiada. – Super było to, że za nami byli Czesi, przed nami Holendrzy i wszyscy wszystkich dopingowali. Ale stres był ogromny.

Partnerka Semirunnija sport zna nie od dziś, bo jej brat trenuje łyżwiarstwo szybkie i często bywa na zawodach. Dzięki temu też się poznali.

– Gdy zostało pięć rund do końca ostatniej pary, wiedziałam, że nie dadzą rady odrobić tej różnicy. Emocje trochę opadły, ale do mety trzymało. Jak przekroczyli linię, zalałam się łzami. Każdy, kto go zna, powie, że to dobry, pomocny i bezinteresowny człowiek. Ta jego energia bucha wszędzie i zaraża innych – podkreśla.

Dzień po wyścigu zakochani mają też inny powód do świętowania – walentynki.

Vladimir Semirunniy – Władymir Semirunnij i Klaudia (fot. Paweł Skraba/PZŁS)

– Bardzo się cieszę, że możemy spędzić czas razem. Takie chwile docenia się jeszcze bardziej – mówi Klaudia. On dodaje: – Super, że przyjechała. Teraz tylko czekamy, aż przestanie padać. Mam jeszcze krótki trening, potem pokibicujemy naszym sprinterom i może wpadniemy na kolację.

Medal olimpijski, historyczny wynik i walentynki w Mediolanie. A w głowie już kolejne cele – złoto olimpijskie i kariera w kolarstwie.

Pokaż więcej

redakcja

Kronika24.pl - TYLKO najważniejsze informacje z Polski i ze świata!

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button