Historyczny PŚ snowboardowego slalomu giganta równoległego. Oskar Kwiatkowski poza TOP 10

Jaworzyna Krynicka

Piękną słoneczną aurą przywitała najlepszych snowboardzistów świata Jaworzyna Krynicka.

Sobotnie zawody przeszły do historii, bowiem po raz pierwszy w Polsce odbywała się rywalizacja w Pucharze Świata w snowboardzie w slalomie gigancie równoległym. Emocji nie zabrakło. Dopisała też publiczność, która już w eliminacjach zapełniła trybuny. Najlepszy z Polaków okazał się Oskar Kwiatkowski, który zajął 11. miejsce.

Organizatorzy mieli wiele kłopotów z przygotowaniem trasy. Prace trwały do ostatniej chwili, ale udało się na tyle utwardzić stok, że możliwe było przeprowadzenie zawodów. Niestety aura nie sprzyjała w ostatnich tygodniach, bo właściwie nie było dni z mrozem.

– Trasa była – jak na te warunki – znakomicie przygotowana – chwaliła organizatorów Austriaczka Claudia Riegler, która awansowała do ćwierćfinału, a warto dodać, że w tym roku skończy 51 lat.

Prawie miesiąc czekali snowboardziści na powrót do rywalizacji w Pucharze Świata. Po ostatnich zawodach w Simonhoehe nasze apetyty na dobry wynik rozbudził mistrz świata Oskar Kwiatkowski, który był szósty w Austrii.

Na trasie na Jaworzynie Krynickiej w Krynicy-Zdroju potwierdził on rosnącą formę. W eliminacjach uzyskał trzeci czas obu przejazdów. Szybsi od niego byli jedynie Sanngho Lee z Korei Południowej i Włoch Edwin Coratti.

Kwiatkowski był jedynym Polakiem, który awansował do najlepszej „16”. Po przejeździe kwalifikacyjnym odpadli wszyscy nasi pozostali reprezentanci. Szansę na awans do wyścigu eliminacyjnego miał Michał Nowaczyk. Nasz olimpijczyk jechał bardzo szybko i płynnie, ale niestety na przedostatniej bramce zaliczył wywrotkę, przy której mocno uderzył głową o śnieg.

Oskar Kwiatkowski (fot. PZN)

– Od pierwszych tyczek czułem, że jadę w dobrym tempie. Na trasie zostawiłem serce. Bardzo mi przykro, że nie ukończyłem przejazdu, bo mógł być dobry czas. Jestem zawiedziony, ale wiem, że w niedzielnych zawodach będzie mnie stać na wiele – przyznał Nowaczyk.

Już po pierwszym przejeździe, poza Nowaczykiem, z rywalizacją pożegnali się: Mikołaj Rutkowski, Andrzej Gąsienica-Daniel i Maciej Mikołajczyk.

Groźnie wyglądający upadek miał Australijczyk Harvey Edmanson, którym długo zajmowały się służby medyczne. Zawodnik ten z zakrwawioną twarzą i z podejrzeniem złamania lewej ręki opuszczał trasę w Krynicy-Zdroju.

Poza finałową „16” znaleźli się dwaj znakomici Włosi Maurizio Bormolini i Aaron March, co z pewnością było dużą niespodzianką.

Kwiatkowski w 1/8 finału trafił na fantastycznego Austriaka Benjamina Karla. To legenda tego sportu, a dodatkowo zawodnik, który w tym sezonie zapewnił już sobie końcowy triumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w slalomie gigancie równoległym. Nasz mistrz świata zdecydował się na to, by pojechać po czerwonej trasie, która była wolniejsza na górze, ale szybsza na dole. Kwiatkowski nie ustrzegł się jednak błędów. To one zaważyły na tym, że przegrał z doświadczonym Austriakiem.

– Zaraz po tym wyścigu byłem w nerwach, bo wiadomo, że chciałem pokazać się z jak najlepszej strony. W przeszłości udawało mi się już wygrywać z Benjaminem, więc liczyłem na to, że i tym razem top nastąpi. Niestety podbiło mnie już na drugiej bramce i potem nie mogłem złapać fajnego rytmu. Jutro jednak też jest dzień. I to, że dzisiaj odpadłem w 1/8 finału, to wcale nie znaczy, że jutro nie mogę wygrać – mówił Oskar Kwiatkowski, który ostatecznie został sklasyfikowany na 11. pozycji.

Rywalizacja panów była bardzo zacięta. Po wygraną sięgnął Austriak Andreas Prommegger. Dla niego to była 23. wygrana w Pucharze Świata. W finale o zaledwie 0,06 sek. wyprzedził on Włocha Rolanda Fischnallera. Trzecie miejsce zajął jego rodak Daniele Bagozza, który w małym finale pokonał Austriaka Fabiana Obmanna.

Podium mężczyzn w sobotnim Pucharze Świata na Jaworzynie Krynickiej (fot. PZN)

W rywalizacji kobiet do „32” awansowały cztery Polki, ale żadnej z nich nie udało się awansować do najlepszej „16”. Najbliżej tego była młodziutka Weronika Dawidek, która jest wielką nadzieją polskiego snowboardu. Zajęła ona 21. miejsce.

17-latka była jednak mocno niepocieszona tym, że nie znalazła się w „16”.

– To chyba nie dziwi, bo jestem szalenie ambitną zawodniczką. Byłam już w tym sezonie w „16” i chciałam powtórzyć ten wynik na trasie w kraju. Mimo trudnych warunków udało się ją doskonale przygotować, ale wraz z kolejnymi przejazdami było jednak na niej coraz gorzej – powiedziała Dawidek, która swojej szansy będzie upatrywała w niedzielnych zawodach.

Los naszej nastolatki niespodziewanie podzieliła liderka Pucharu Świata w slalomie gigancie równoległym Japonka Tsubaki Miki, która zawaliła pierwszy przejazd. W drugim pojechała znakomicie i awansowała o 11 lokat, ale to było za mało, by myśleć o „16”.

Najszybsza w eliminacjach była Daniela Ulbing, która wyprzedziła Szwajcarkę Julie Zogg i Włoszkę Lucię Dalmasso.

Wracając do naszych reprezentantek, to do mety nie dojechała Weronika Biela-Nowaczyk. To zawodniczka, która w ostatniej chwili dołączona została do rywalizacji. Ona tak naprawdę karierę zakończyła dwa lata temu, ale wciąż – jak widać – nie może się rozstać ze sportem.

Na kwalifikacjach swój udział zakończyła Olimpia Kwiatkowska. Jej los podzieliły: Sonia Zapała, Natasza Piwowarczyk i Olga Kaciczak.

Szansę zaprezentowania się w drugim przejeździe eliminacyjnym, w którym startowały 32 snowboardzistki, dostały – poza wspomnianą wcześniej Dawidek – Maria Bukowska-Chyc, Natalia Stokłosa i Karolina Półtorak. Wszystkie ukończyły rywalizację w „30” i zdobyły punkty PŚ. Dla dwóch ostatnich to były pierwsze zdobycze w karierze.

Imponującym wyczynem popisała się Austriaczka Sabine Schoeffmann, która liczy się w walce o Małą Kryształową Kulę w slalomie gigancie równoległym. W Simonhoehe zanotowała ona wygraną, ale na początku tego tygodnia złamała lewą rękę. Konieczna była operacja. Mimo tego Austriaczka stanęła na starcie, a decyzja zapadła w dniu zawodów. Choć startowała ze złamaną ręką, to jednak znalazła się w najlepszej „16”.

Po triumf w Krynicy-Zdroju sięgnęła Niemka Ramona Theresia Hofmeister. W finale wyraźnie pokonała Szwajcarką Julie Zogg. Trzecia ukończyła Holenderka Michelle Dekker, a zaraz za podium znalazła się Austriaczka Daniela Ulbing.

Dzięki triumfowi na Jaworzynie Krynickiej Hofmeister została liderką klasyfikacji generalnej PŚ w snowboardowym slalomie gigancie równoległym. W niedzielę odbędą się w Krynicy-Zdroju ostatnie zawody w tej konkurencji. Wręczone zostaną też u mężczyzn i u kobiet Małe Kryształowe Kule.

U panów wiadomo, że trofeum odbierze Karl, ale u pań sytuacja jest zagmatwana. Niemka ma bowiem tylko 56 punktów przewagi nad Miki. Szansę na końcowy triumf mają też Włoszka Lucia Dalmasso, która traci 78 pkt. i Austriaczka Schoefmmann. Ona do Niemki ma stratę 91 pkt.

Uroczysta ceremonia losowania numerów startowych (fot. PZN)

Na Jaworzynie Krynickiej ruszył Puchar Świata w snowboardzie! Za nami uroczysta ceremonia losowania numerów startowych

Piątkowe popołudnie, 23 lutego 2024r., w Krynicy-Zdroju zdecydowanie zostanie w pamięci na długo! Historyczny Puchar Świata FIS w snowboardzie rozpoczęła uroczysta ceremonia losowania numerów startowych. W Pijalni Głównej 16 zawodniczek i 16 zawodników poznało kolejność w jakiej wystartują podczas sobotniej rywalizacji na Jaworzynie Krynickiej. Nasz mistrz świata, Oskar Kwiatkowski miał szczęście i wylosował „trójkę”.

W losowaniu wzięło udział 16 zawodniczek i 16 zawodników, którzy zgromadzili do tej pory najwięcej punktów w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Z punktu widzenia zawodników jest to bardzo ważne, ponieważ im niższy numer, tym lepsza trasa. Dzięki temu zawodnicy startujący jako pierwsi, mogą wykorzystać w zupełności warunki panujące na trasie i zawalczyć o jak najlepszy czas.

– Chciałbym podziękować wszystkim zawodnikom, którzy przybyli do Krynicy-Zdroju na to wydarzenie. Jest to dla nas niesamowite, że możemy organizować pierwszy w historii Puchar Świata w snowboardzie. Mam nadzieję, że nie zawiedziemy kibiców i zawodników, że będą chcieli tutaj wracać na kolejne zawody, bo obiecuję, że postaramy się, by w przyszłości dalej je organizować – zaznaczył Adam Małysz, prezes zarządu PZN.

Losowania numerów startowych zawsze odbywają się w formie ciekawych, a nawet żartobliwych rywalizacji. W Krynicy-Zdroju zawodnicy mieli za zadanie ściągnąć za pomocą szarfy butelkę wody, na której pod zdrapką znajdował się numer odpowiadający pijałce. Z kolei w pijałkach znajdowały się właściwe numery startowe.

Jak przebiegły zatem losowania numerów?

„Jedynkę” wylosowali Niemka Cheyenne Loch oraz Słoweniec Tim Mastnak. Nasz mistrz świata, Oskar Kwiatkowski także miał szczęście i w „krynickiej pijałce” wylosował nr 3.

Wydarzenie w krynickiej Pijalni było również doskonałą okazją, by spotkać się z najlepszymi zawodnikami, porozmawiać czy zrobić wspólne zdjęcie. Kibice mogli odebrać również bezpłatne zaproszenia na każdy z dwóch dni zawodów Pucharu Świata.
(PZN)

Exit mobile version