Nie tak wyobrażali sobie mecz w Lizbonie ze Sportingiem sympatycy Ind. Kielce.
Ich ulubieńcy musieli uznać wyższość gospodarzy i przegrali 37:41 (15:20).
O tym, że w Portugalii żółto-biało-niebieskim zawsze gra się trudno wiedzieliśmy już przed czwartkowym spotkaniem drugiej kolejki fazy grupowej EHF Ligi Mistrzów ze Sportingiem Lizbona. I choć z zespołem ze stolicy zespół mierzył się po raz pierwszy w historii to grał kilkukrotnie z FC Porto. I raz zremisował oraz ani razu nie wygrał.
Dlatego wszyscy liczyli, że w czwartek Ind. Kielce przywiezie z Portugalii pierwsze zwycięstwo oraz dwa bardzo ważne punkty w kontekście rywalizacji w grupie. Optymizmu nie dodawały natomiast absencje Piotra Jarosiewicza, Hassana Kaddaha oraz Aleksa Vlaha.
W przyszły czwartek 25 września o godzinie 18.45 w Hali Legionów Ind. Kielce podejmie finalistę ostatniej edycji EHF Ligi Mistrzów Fuechse Berlin.
Sporting Lizbona – Ind. Kielce (20:15) 41:37
Sporting Lizbona: Aly 4/20, Kristensen 1/22 – Costa 9, Rocha 9, Suarez 6, Silva 4, Graca 4, Alvarez 2, Gurri 2, Torkelssen 2, Berlin 1, Gassama 1, Romero 1, Martinez, Branquinho, Moga.
Ind. Kielce: Morawski 1/13, Ferlin 4/33 – Sićko 8, Karalek 6 Cz, Monar 6, Jedraszczyk 5, Kounkoud 3, Latosiński 3, D. Dujshebaev 2, Olejniczak 1, A. Dujshebaev 1, Moryto 1, Maqueda, Rogulski.
