Desafío Ruta 40. Mistrzostwa Świata w Rajdach Terenowych. Goczałowie na mecie w Argentynie

Argentyna

Energyl. Rally Team na mecie Desafío Ruta 40.

Końca dobiegł rajd Desafío Ruta 40 – trzecia runda sezonu Mistrzostw Świata w Rajdach Terenowych. Obie załogi polskiego, rodzinnego zespołu Energyl. Rally Team dotarły do mety, choć ostatni etap stanowił ogromne wyzwanie. Eryk Goczał i Szymon Gospodarczyk mieli problemy zaledwie 30 kilometrów przed metą. Załoga po raz kolejny popisała się jednak sprytem i niesamowitymi umiejętnościami, których nie powstydziliby się najlepsi mechanicy. Pomimo straty, załoga dotarła do mety rajdu i to było dla nich kwestią absolutnie najważniejszą.

Piąty, finałowy etap Desafío Ruta 40 prowadził pętlą na północ od bazy rajdu w San Juan. Eryk i Szymon przystąpili do rywalizacji jako druga załoga. Po problemach otwierającego etap Carlosa Sainza, to właśnie duet Energyl. Rally Team był pierwszy na trasie. Przez ponad 150 kilometrów Polacy prezentowali fantastyczne tempo, tracąc bardzo niewiele czasu do liderów. Rodzinny team pozostawia po sobie w Argentynie świetne wrażenie. Polacy nie tylko wygrali pierwszy etap rywalizacji. Później udowodnili, że zaliczają się do ścisłej światowej czołówki, pośród największych zespołów fabrycznych na świecie. Nie tylko atakując z dalszego szeregu, ale również otwierając trasę co jest wyzwaniem, z którym radzą sobie tylko najlepsi na świecie.

W pierwszej dziesiątce ten etap zakończyli Marek Goczał i Maciej Marton. Oni również mają za sobą rajd pełen przygód, natomiast i oni mogą być zadowoleni z tego, co udało im się osiągnąć w rundzie mistrzostw świata w Argentynie. Szybka i konsekwentna jazda sprawia, że Marek Goczał nadal jest liderem mistrzostw świata w kategorii Masters. Po trzech rundach sezonu jego przewaga nad drugim Hernanem Garcesem wynosi 37 punktów. Kolejną rundą FIA W2RC będzie Rajd Maroka, który odbędzie się na przełomie września i października.

Startowaliśmy do tego etapu jako druga załoga. Około 100 kilometra wyprzedziliśmy Carlosa Sainza i przez około 150 kilometrów otwieraliśmy trasę. Jechaliśmy przy tym bardzo dobrym tempem – nikt nas nie doganiał, nie traciliśmy wiele czasu. Około 30 kilometrów przed metą uszkodzeniu uległa jedna półoś, a po chwili również druga – kompletnie straciliśmy napęd. Podstawowym zestawem narzędzi przełożyliśmy półoś z przodu do tyłu i zrobiliśmy z naszego auta coś na kształt buggy. Jakimś cudem w taki sposób dojechaliśmy do mety. Uważam, że pokazaliśmy dzisiaj świetne tempo i jestem z tego dumny. A to, że sprzęt nie wytrzymał – takie są rajdy. Ja z naszego występu w Desafío Ruta 40 jestem bardzo zadowolony – to był niesamowity czas – powiedział na mecie Eryk Goczał.

Jesteśmy na mecie Desafío Ruta 40. 38 kilometrów temu nie było to takie pewne – staliśmy na odcinku i wymienialiśmy półoś. To był piękny etap, bardzo malowniczy. Było dużo skomplikowanej nawigacji, a my przez większość odcinka jechaliśmy jako pierwsze auto. Uważam, że bardzo dobrze sobie z tym poradziliśmy i możemy być z siebie zadowoleni – podsumował Szymon Gospodarczyk, pilot Eryka Goczała.

Finałowy etap Desafío Ruta 40 był dokładnie taki, jak przewidywałem – a więc Argentyna znów zaskoczyła nas czymś nowym. Organizator znów przygotował dla nas kilka niespodzianek. Wyprzedziliśmy po drodze kilkanaście samochodów, staraliśmy się naciskać. Myślę, że nic więcej nie dało się dzisiaj zrobić. Najważniejsze, że jesteśmy na mecie, a Eryk i Szymon są razem z nami. Możemy być z tego zadowoleni. Argentyna za nami – do zobaczenia w Maroku – powiedział na mecie finałowego etapu Marek Goczał.

To był przepiękny rajd. Myślę, że długo będziemy go wspominali – chociażby za sprawą niesamowitych, tak zróżnicowanych odcinków. Oczywiście mieliśmy też po drodze swoje przygody na trzecim i czwartym etapie, więc wynik nie jest taki, na jaki liczyliśmy. Dzisiaj też zresztą jechało nam się ciężko – wyprzedzaliśmy mnóstwo załóg, a to też oznacza ciągłą jazdę w kurzu. Natomiast najważniejsza jest meta i cenne doświadczenie. Już nie mogę się doczekać naszych kolejnych startów – zakończył Maciej Marton, pilot Marka Goczała.

Exit mobile version