CIEKAWOSTKI

Andrzej Bargiel pierwszym człowiekiem na świecie! Z Mount Everestu zjechał na nartach bez wspomagania tlenem

Ciekawostki

Andrzej Bargiel jako pierwszy człowiek na świecie wszedł na Mount Everest (8 849 m n.p.m.) i zjechał z jego wierzchołka na nartach do wysokości bazy bez wspomagania tlenem z butli.

To przełomowy moment w historii światowego skialpinizmu.

Mount Everest. Andrzej Bargiel (fot. Bartek Pawlikowski)

Andrzej rozpoczął kluczową fazę ataku szczytowego z obozu czwartego.


Przez dużą ilość śniegu, utrudniającą torowanie trasy, trwał on o wiele dłużej niż początkowo zakładano. Polak spędził 16 godzin na wyczerpującej wspinaczce w strefie śmierci (na wysokości powyżej 8 000 metrów), nie korzystając przy tym z dodatkowego tlenu.

Mount Everest. Andrzej Bargiel (fot. Bartek Pawlikowski)

Na szczycie najwyższej góry świata spędził zaledwie kilka minut, po czym przypiął narty i rozpoczął historyczny zjazd, ścigając się z zachodzącym słońcem. Na wysokości obozu drugiego (ok. 6 400 m n.p.m.), Andrzeja zastała noc, uniemożliwiająca bezpieczne nawigowanie zjazdu. Skialpinista zatrzymał się w obozie i kontynuował zjazd wraz ze wschodem słońca.

Mount Everest. Andrzej Bargiel (fot. Bartek Pawlikowski)

Bargiel w fenomenalnym stylu pokonał lodowiec Khumbu bez korzystania z liny i poręczówek co było możliwe dzięki specjalnie przygotowanej wspólnie z bratem Andrzeja – Bartkiem Bargielem linii.

Dojechał na nartach aż do wysokości bazy (5 364 m n.p.m.).

Więcej

22 września 2025 roku Andrzej Bargiel jako pierwszy człowiek w historii zjechał na nartach z Mount Everestu (8849 m n.p.m.) nie korzystając z dodatkowego tlenu z butli. Na szczycie najwyższej góry na ziemi stanął około 15:17 czasu lokalnego. Zapiął wniesione ze sobą narty i ruszył w drogę na dół.

Andrzej wyruszył na wierzchołek z obozu czwartego (około 7900 m n.p.m.) w niedzielę, przed północą lokalnego czasu. Drogę ubezpieczali Szerpowie. Ze względu na sporą ilość śniegu tempo ataku szybko spadło. Wspinaczka trwała około 16 godzin. Ostatecznie na szczyt weszli Bargiel i Dawa Sherpa, któremu ekipa nadała przydomek Speed Dawa.

Ponieważ wejście trwało dłużej niż zakładano to Polak spędził tam zaledwie kilka minut. Dokonując historycznego zjazdu ścigał się więc z czasem i zachodzącym słońcem. Noc zastała go na wysokości obozu drugiego (ok. 6400 m.n.p.m.). Zjazd w kierunku bazy, przez potencjalnie niebezpieczny Icefall, mógł kontynuować dopiero po wschodzie słońca. Lodowiec Khumbu pokonał bez korzystania z liny i poręczówek.

Mount Everest. Andrzej Bargiel (fot. Bartek Pawlikowski)

Polski skialpinista działał na ścianach najwyższej góry świata od kilku tygodni. Kontynuując aklimatyzację i przygotowania do pierwszego w historii zjazdu na nartach z jej wierzchołka bez wspomagania tlenem. Raz po raz zdobywał kolejne obozy i sprawdzał potencjalną trasę. Kilka dni przed atakiem szczytowym udało mu się zjechać z Przełęczy Południowej, na wysokości 7900 m n.p.m.

Linia narciarskiego zjazdu wytyczona na południowych zboczach Mount Everestu została opracowana z wykorzystaniem drona, którego operatorem był brat Andrzeja, Bartek Bargiel. Polak od szczytu kierował się w stronę słynnego Stopnia Hilary’ego, następnie na South Summit, dalej tzw. Balkon, a później na Przełęcz Południową. Następnie na lewo od żebra Genewczyków w kierunku obozu drugiego. Z obozu drugiego początkowo pod ścianami ramienia Everestu, na koniec zboczami Nubtse, do końca lodowca Khumbu, z finiszem w Everest Base Camp.

Zjazd z Mount Everestu choć planowany od lat (pomysł zrodził się już w 2012 roku podczas wspinaczki na sąsiedni wierzchołek Lhotse – 8516 m n.p.m.), Andrzej zapowiedział w 2019 roku – tuż przed swoją pierwszą narciarską wyprawą na najwyższy szczyt świata. Niestety po trzech tygodniach spędzonych na próbie przedarcia się przez lodowiec w cieniu naderwanego, gigantycznego seraka, lodowego bloku o wysokości 50 i szerokości 30 metrów, zwisającego nad Icefallem i zagrażającego bezpieczeństwu alpinistów, musiał przerwać wyprawę. Na drugą szansę przyszło mu czekać aż trzy lata, ale i wtedy nie udało się z powodu pogody – w tym huraganowego wiatru. Tym razem, choć warunki znów nie rozpieszczały, Andrzej zdołał wykorzystać ostatnie okno pogodowe podczas wrześniowej wyprawy, przed jej planowym zakończeniem.

Mount Everest. Andrzej Bargiel (fot. Bartek Pawlikowski)

Pierwszego zjazdu z wierzchołka Mount Everestu bez odpinania nart, 7 października 2000 roku dokonał nieżyjący już Słoweniec Davo Karnicar. Jednak Andrzej jest jedną z zaledwie kilku osób, które kiedykolwiek próbowały dokonać tego wyczynu bez wspomagania tlenem i pierwszą, której się to udało. Oddychanie rozrzedzonym powietrzem w strefie śmierci (powyżej 8000 metrów), a zwłaszcza na Evereście, skąd wyżej wejść się po prostu nie da, jest niezwykle trudne (przeczytaj wywiad z lekarką wyprawy). Odpowiednia aklimatyzacja pozwala wspinać się na ośmiotysięczniki, a himalaiści są w stanie wytrzymać powyżej krytycznej wysokości dostatecznie długo by zdobywać najwyższe szczyty na ziemi i z nich wracać. Jednak intensywny wysiłek, jakim jest zjazd narciarski w tak ciężkich warunkach to coś, na co aktualnie może sobie pozwolić tylko Andrzej Bargiel.

Pokaż więcej

redakcja

Kronika24.pl - TYLKO najważniejsze informacje z Polski i ze świata!

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button