Andrzej Bargiel jako pierwszy człowiek na świecie wszedł na Mount Everest (8 849 m n.p.m.) i zjechał z jego wierzchołka na nartach do wysokości bazy bez wspomagania tlenem z butli.
To przełomowy moment w historii światowego skialpinizmu.

Andrzej rozpoczął kluczową fazę ataku szczytowego z obozu czwartego.
Pierwszy w historii zjazd na nartach ze szczytu Mount Everestu bez użycia dodatkowego tlenu ⛷️🏔️
Dziękuję wszystkim za trzymanie kciuków! 🙌
Ogromne podziękowania dla teamu Seven Summit Treks, Chang Dawa, Speed Dawa – bez Was ten sukces nie byłby możliwy 🙏
Serdecznie… pic.twitter.com/udBliwDhZy
— Andrzej Bargiel (@JedrekBargiel) September 25, 2025
Przez dużą ilość śniegu, utrudniającą torowanie trasy, trwał on o wiele dłużej niż początkowo zakładano. Polak spędził 16 godzin na wyczerpującej wspinaczce w strefie śmierci (na wysokości powyżej 8 000 metrów), nie korzystając przy tym z dodatkowego tlenu.

Na szczycie najwyższej góry świata spędził zaledwie kilka minut, po czym przypiął narty i rozpoczął historyczny zjazd, ścigając się z zachodzącym słońcem. Na wysokości obozu drugiego (ok. 6 400 m n.p.m.), Andrzeja zastała noc, uniemożliwiająca bezpieczne nawigowanie zjazdu. Skialpinista zatrzymał się w obozie i kontynuował zjazd wraz ze wschodem słońca.

Bargiel w fenomenalnym stylu pokonał lodowiec Khumbu bez korzystania z liny i poręczówek co było możliwe dzięki specjalnie przygotowanej wspólnie z bratem Andrzeja – Bartkiem Bargielem linii.
Dojechał na nartach aż do wysokości bazy (5 364 m n.p.m.).
Więcej
22 września 2025 roku Andrzej Bargiel jako pierwszy człowiek w historii zjechał na nartach z Mount Everestu (8849 m n.p.m.) nie korzystając z dodatkowego tlenu z butli. Na szczycie najwyższej góry na ziemi stanął około 15:17 czasu lokalnego. Zapiął wniesione ze sobą narty i ruszył w drogę na dół.
Andrzej wyruszył na wierzchołek z obozu czwartego (około 7900 m n.p.m.) w niedzielę, przed północą lokalnego czasu. Drogę ubezpieczali Szerpowie. Ze względu na sporą ilość śniegu tempo ataku szybko spadło. Wspinaczka trwała około 16 godzin. Ostatecznie na szczyt weszli Bargiel i Dawa Sherpa, któremu ekipa nadała przydomek Speed Dawa.
Ponieważ wejście trwało dłużej niż zakładano to Polak spędził tam zaledwie kilka minut. Dokonując historycznego zjazdu ścigał się więc z czasem i zachodzącym słońcem. Noc zastała go na wysokości obozu drugiego (ok. 6400 m.n.p.m.). Zjazd w kierunku bazy, przez potencjalnie niebezpieczny Icefall, mógł kontynuować dopiero po wschodzie słońca. Lodowiec Khumbu pokonał bez korzystania z liny i poręczówek.

Polski skialpinista działał na ścianach najwyższej góry świata od kilku tygodni. Kontynuując aklimatyzację i przygotowania do pierwszego w historii zjazdu na nartach z jej wierzchołka bez wspomagania tlenem. Raz po raz zdobywał kolejne obozy i sprawdzał potencjalną trasę. Kilka dni przed atakiem szczytowym udało mu się zjechać z Przełęczy Południowej, na wysokości 7900 m n.p.m.
Linia narciarskiego zjazdu wytyczona na południowych zboczach Mount Everestu została opracowana z wykorzystaniem drona, którego operatorem był brat Andrzeja, Bartek Bargiel. Polak od szczytu kierował się w stronę słynnego Stopnia Hilary’ego, następnie na South Summit, dalej tzw. Balkon, a później na Przełęcz Południową. Następnie na lewo od żebra Genewczyków w kierunku obozu drugiego. Z obozu drugiego początkowo pod ścianami ramienia Everestu, na koniec zboczami Nubtse, do końca lodowca Khumbu, z finiszem w Everest Base Camp.
Zjazd z Mount Everestu choć planowany od lat (pomysł zrodził się już w 2012 roku podczas wspinaczki na sąsiedni wierzchołek Lhotse – 8516 m n.p.m.), Andrzej zapowiedział w 2019 roku – tuż przed swoją pierwszą narciarską wyprawą na najwyższy szczyt świata. Niestety po trzech tygodniach spędzonych na próbie przedarcia się przez lodowiec w cieniu naderwanego, gigantycznego seraka, lodowego bloku o wysokości 50 i szerokości 30 metrów, zwisającego nad Icefallem i zagrażającego bezpieczeństwu alpinistów, musiał przerwać wyprawę. Na drugą szansę przyszło mu czekać aż trzy lata, ale i wtedy nie udało się z powodu pogody – w tym huraganowego wiatru. Tym razem, choć warunki znów nie rozpieszczały, Andrzej zdołał wykorzystać ostatnie okno pogodowe podczas wrześniowej wyprawy, przed jej planowym zakończeniem.

Pierwszego zjazdu z wierzchołka Mount Everestu bez odpinania nart, 7 października 2000 roku dokonał nieżyjący już Słoweniec Davo Karnicar. Jednak Andrzej jest jedną z zaledwie kilku osób, które kiedykolwiek próbowały dokonać tego wyczynu bez wspomagania tlenem i pierwszą, której się to udało. Oddychanie rozrzedzonym powietrzem w strefie śmierci (powyżej 8000 metrów), a zwłaszcza na Evereście, skąd wyżej wejść się po prostu nie da, jest niezwykle trudne (przeczytaj wywiad z lekarką wyprawy). Odpowiednia aklimatyzacja pozwala wspinać się na ośmiotysięczniki, a himalaiści są w stanie wytrzymać powyżej krytycznej wysokości dostatecznie długo by zdobywać najwyższe szczyty na ziemi i z nich wracać. Jednak intensywny wysiłek, jakim jest zjazd narciarski w tak ciężkich warunkach to coś, na co aktualnie może sobie pozwolić tylko Andrzej Bargiel.



