Cztery polskie pary powalczą w piątek w pierwszej rundzie, a dwie dokończą tego dnia zmagania w fazie grupowej.

Jagoda Gruszczyńska, Aleksandra Gromadowska (fot. fivb/pras.)Jagoda Gruszczyńska, Aleksandra Gromadowska (fot. fivb/pras.)

Cztery polskie duety zaczęły rywalizację w fazie grupowej od zwycięstwa i kibice, którzy przybyli do Monta Beach Volley Club liczyli, że któraś z nich wygra jeszcze jedno spotkanie i uzyska bezpośredni awans do drugiej rundy zmagań w czterogwiazdkowym turnieju World Tour. I tak wygrywali na otwarcie Kinga Kołosińska i Katarzyna Kociołek, Bartosz Łosiak i Piotr Kantor, Grzegorz Fijałek i Michał Bryl oraz Mariusz Prudel i Jakub Szałankiewicz. W drugich spotkaniach mieli już mniej szczęścia i przegrali swoje mecze.

Zgodnie z obowiązującymi zasadami w tej rangi turniejach, w drugich spotkaniach fazy grupowej wygrany gra z wygranym poprzedniego meczu, a przegrany z przegranym. Dwa zwycięstwa dają bezpośredni awans do drugiej rundy, dwie porażki odpadnięcie z turnieju, zaś jedno zwycięstwo – miejsce w pierwszej rundzie i walkę o wejście do najlepszej szesnastki.

Zanim w piątek cztery duety powalczą o pozostanie w turnieju, dwa inne z Polski dokończą fazę grupową mając na koncie już jedna porażkę – Jagoda Gruszczyńska i Aleksandra Gromadowska oraz Maciej Rudol i Kacper Kujawiak. Jeżeli wygrają, również zagrają w pierwszej rundzie.

Wyniki turnieju głównego kobiet:

Grupa C: Maria Antonelli, Carolina Solberg Salgado (Brazylia) – Jagoda Gruszczyńska, Aleksandra Gromadowska (Polska)]2:0 (21:17, 21:11);
Grupa H: Kinga Kołosińska, Katarzyna Kociołek (Polska) – Jamie Lynn Broder, Taylor Pischke (Kanada) 2:0 (21:13, 21:12); Liliana Fernandez/Elsa Baquerizo (Hiszpania) – Kołosińska, Kociołek 2:1 (21:17, 11:21, 15:13).

Wyniki turnieju głównego mężczyzn:

Grupa A: Piotr Kantor, Bartosz Łosiak (Polska) – Vaclav Bercik, Jan Dumek (Czechy) 2:0 (21:16, 21:16); Ondrej Perusic, David Schweiner (Czechy) – Kantor, Łosiak 2:0 (21:17, 21:18);
Grupa B: Mariusz Prudel, Jakub Szałankiewicz (Polska) – Christiaan Varenhorst, Jasper Bouter (Holandia) 2:0 (21:19, 21:18); Paolo Nicolai, Daniele Lupo (Włochy) – Prudel, Szałankiewicz 2:1 (21:19, 17:21, 15:13);
Grupa C: Grzegorz Fijałek, Michał Bryl (Polska) – Juan Virgen, Lombardo Ontiveros (Meksyk) 2:1 (20:22, 21:17, 15:10); Fijałek, Bryl – Vitor Felipe, Evandro Goncalves (Brazylia) 1:2 (21:18, 16:21, 12:15);
Grupa D: Kacper Kujawiak, Maciej Rudol (Polska) – Alexander Brouwer, Robert Meeuwsen (Holandia) 0:2 (18:21, 19:21).

Po swoich meczach powiedzieli:

Jagoda Gruszczyńska: – Będąc rozstawionym z tak niskim numerem, to jest oczywiste, że będziemy grać z dobrym teamem, ale żeby się przebić do czołówki i iść do przodu trzeba z kimś w końcu wygrać. Brazylijki nie były tutaj o nie wiadomo ile lepsze, bo tak naprawdę pokazałyśmy w pierwszym secie, że można walczyć. Psułyśmy za dużo zagrywek, nie dałyśmy im szans żeby to one mogły się pomylić. Bardzo dobrze je czułyśmy w bloku i obronie. Niepotrzebnie same sobie narzuciłyśmy presję, że to są Brazylijki i trzeba je ruszyć zagrywką, żeby coś obronić. Zawsze dobrze się gra u siebie, bardzo to lubię, bo już widziałam swoich rodziców, brata i siostrzyczkę na trybunach. Jestem bardzo szczęśliwa, że na Moncie udało się wszystko wykończyć, bo wygląda to bardzo dobrze i myślę, że zrobimy taki klimat jak w poprzednich latach – mówi Jagoda Gruszczyńska, która rok temu w Olsztynie grała w parze z Kingą Kołosińską. Tydzień temu podczas czterogwiazdkowego turnieju World Tour w Ostrawie rywalizowała w parze z Aleksandrą Wachowicz, a w Warszawie gra z Aleksandrą Gromadowską.

Aleksandra Gromadowska: – To jest turniej czterogwiazdkowy, więc tu nie ma łatwych przeciwniczek. Musiałyśmy zagrać swoją siatkówkę, ale Brazylijki trochę nam odskoczyły i nie potrafiłyśmy ich dogonić. Wiadomo było, że mają dobrą zagrywkę, nie wiadomo było tylko na kogo będą serwować, a serwowały na mnie. Myślę, że przyjęcie było w miarę spokojne, ale miałam problem ze skończeniem piłek, bo rozgryzły mnie w ataku - może to ze względu na to, że miałam przerwę od grania. Niepotrzebnie popełniłyśmy trochę błędów w zagrywce, bo to są piłki, z których można było wyciągnąć jakąś fajną akcję. Przed nami kolejny mecz, więc nie ma co spuszczać głowy - gramy dalej! W Moncie czuje się jak w domu, sami znajomi na trybunach, dlatego granie tutaj to czysta przyjemność.

Kinga Kołosińska: – Przegrałyśmy drugi mecz z Hiszpankami mecz w końcówce. Szczególnie ten ostatni punkt, kiedy piłka stoczyła się po taśmie w boisko, mocno nas zdeprymował. Następnym razem będziemy walczyć, żeby kolejny raz coś takiego się nie zdarzyło. W drugim secie najwięcej punktów oddała im Elsa, która raz po raz atakowała w aut. – Popełniała bardzo dużo błędów w ataku i nie miała sposobu, żeby to przerwać. Dlatego też wygrałyśmy tak wysoko w drugiej partii, ale rywalka była na tyle mocna, by na tie-breaka już odzyskać siły. Jeśli chodzi o pierwszy mecz, to wygrałyśmy, bo na odprawie trener nas dobrze przygotował i myślę, że to było kluczem do tego, aby przeciwniczki nie mogły znaleźć sobie miejsca na boisku żeby skończyć piłkę. Bardzo cieszymy się, że wygrałyśmy 2:0, dzisiaj czeka nas jeszcze kolejny mecz, ale jesteśmy do tego przyzwyczajone, bo praktycznie tak tydzień w tydzień gramy takim systemem. Dwie-trzy godziny i będziemy w pełni gotowe do kolejnego spotkania.

Grzegorz Fijałek: – Za nami dobre rozpoczęcie turnieju. Najbardziej cieszy, że po takim szarpanym pierwszym secie, kiedy przez cały czas kontrolowaliśmy sytuację, a w końcówce przytrafiły nam się jakieś głupoty, potrafiliśmy wygrać. Bardzo chcieliśmy pokazać, że jesteśmy w dobrej formie. Dobrze przepracowaliśmy ostatnie dwa tygodnie i dobrze nam się grało w poprzednich turniejach. Tutaj może doszedł stres związany z występem u siebie. Chociaż nie powinien się on pojawić. Powinniśmy grać spokojnie tak jak od połowy drugiego seta i byłoby wesoło i przyjemnie. Jeśli chodzi o drugi mecz, to Brazylijczycy to przeciwnik z najwyższej półki i przeciwko nim trzeba zagrać bardzo dobrze, ale niestety złapaliśmy przestój w drugim secie i rywale nabrali pewności siebie. W pierwszym secie sporo blokowaliśmy i broniliśmy, do tego dołożyliśmy dobrą zagrywkę. Brazylijczycy są tacy, że trzeba z nimi grać punkt za punkt. W tie-breaku wyszliśmy na boisko maksymalnie zmobilizowani i pewni siebie, ale jedna zagrywka wpadła w środek boiska i od tego momentu się posypało. W piątek walczymy dalej, bo po to tutaj jesteśmy. Kibice dopisują i oby pogoda była, a będzie też zabawa na trybunach.

Maciej Rudol: – Już na samym początku zaskoczyliśmy rywali zagrywką. Widać było, że nie byli na to przygotowani, dzięki czemu zdołaliśmy uzyskać przewagę. Potem przez nasze pojedyncze błędy oni wyszli na prowadzenie. Trudno powiedzieć czy zadecydowało doświadczenie. Może po prostu w niektórych momentach zabrakło trochę szczęścia albo po prostu korekty w bloku czy ataku i mielibyśmy zupełnie inny wynik. Nie odpadamy z turnieju, walczymy dalej.

Bartosz Łosiak: – Patrząc na punkty w wyniku pierwszego meczu wygląda na to, że odnieśliśmy łatwe zwycięstwo, ale przytrafiło nam się dużo prostych błędów. Zepsuliśmy około dziesięciu zagrywek.

Piotr Kantor: - W turniejach World Tour kiedy się nie zagrywa, to się nie wygrywa. To jest najważniejszy element całej akcji. Dlatego zawsze ryzykujemy z Bartkiem w polu serwisowym, bo wiemy że odrzucając rywali od siatki, możemy więcej zdziałać.
(org.)

Dodaj komentarz z facebooka:

Zostaw komentarz

0
warunkami regulaminu.
  • Artykuł nie został jeszcze skomentowany!