Piłkarze ręczni PGE Vive Kielce zdobyli kolejny mistrzowski tytuł.

PGE Vive Kielce Mistrzem Polski (fot. pras.)PGE Vive Kielce Mistrzem Polski (fot. pras.)

W drugim finałowym meczu kielczanie pokonali w Hali Legionów Orlen Wisłę Płock 33:29. To piętnaste mistrzostwo Polski klubu z Kielc. Dzięki temu sukcesowi Vive zrównało się w liczbie zdobytych tytułów ze Śląskiem Wrocław.

PGE Vive Kielce – Orlen Wisła Płock 33:29 (13:14)

Kielce: Szmal, Ivić  – Jachlewski 3, Strlek 4, Bielecki 1, Mamić 1, Jurecki 4, Jurkiewicz 1, Bombac 3, Zorman 1, Lijewski 1, Dujszebajew 7, Djukić 5, Janc 1, Aginagalde 1, Kus.
Płock: Morawski, Borbely, Wichary – Mihić 4, Racotea 3, Duarte 4, Tarabochia 1, de Toledo 4, Ivić 4, Daszek 4, Ghionea 1, Żabić 1, Piechowski 3.

Sędziowali: Krzysztof Bąk – Kamil Ciesielski (Zielona Góra)

Pierwszy mecz: Orlen Wisła Płock – PGE Vive Kielce 28:33

T. Dujszebajew: Po raz pierwszy się nie denerwowałem!

Wiele się działo w niedzielę, 3 czerwca, w Hali Legionów. Kielczanie pokonali Orlen Wisłę Płock 33:29, dzięki czemu zdobyli siódme z rzędu i piętnaste w historii klubu Mistrzostwo Polski. Po celebracji zwycięstwa pożegnaliśmy sześciu zawodników oraz trenera Tomasza Strząbałę, Uros Zorman ogłosił, że od przyszłego sezonu będzie nowym asystentem trenera Talanta Dujszebajewa.

Kielczanie przed rewanżem mieli pięć bramek zaliczki z pierwszego meczu w Płocku. Być może to, pomimo wszelkich zapewnień o tym, że nie wolno im stracić koncentracji, sprawiło, że mieli drobne problemy na początku dzisiejszego spotkania. Szkoleniowiec PGE VIVE Kielce był jednak spokojny jak nigdy. Gdy do przerwy przegrywaliśmy jedną bramką, po raz pierwszy chyba nie byłem zdenerwowany – komentował po meczu Talant Dujszebajew – Widziałem tylko, że zbyt dużo luzu było w naszych poczynaniach, w pierwszej połowie popełniliśmy dziewięć błędów technicznych, a sześć razy nie rzuciliśmy w sytuacjach jeden na jeden. Poza tym było w porządku, chłopcy bardzo chcieli, ale w głowie chyba nie byli skoncentrowani na sto procent. W szatni nie powiedziałem chłopakom nic, poza tym, by nie popełniali błędów i wykorzystywali szanse. W drugiej połowie wszystko wyglądało lepiej, kontrolowaliśmy wynik i bardzo się z tego cieszymy.

Podobnie ocenił przebieg meczu Mateusz Kus, który dodatkowo chwalił naszych rywali za dzisiejszą postawę na boisku. Błędy i nieskuteczność dawały życie Płockowi, ale im też gratuluję, bo postawili nam wysoko poprzeczkę, pomimo tego, że mieli tylu kontuzjowanych zawodników – mówił Koza –Potrafili się zmobilizować i wbrew temu, co niektórzy mówili, że już mamy mistrzostwo, powalczyli z nami. Mateusz podkreślił, że takie spotkania, jak te, nadają wartość trofeum, o które toczy się gra.Dzięki temu, że trzeba się o nie mocno nawalczyć, mistrzostwo tak dobrze smakuje. Gdyby je dawali za darmo, nic by nie znaczyło.

Zadowolony z przebiegu spotkania był także prezes klubu, Bertus Servaas, choć przyznał, że pierwsze pół godziny nie do końca mu się podobało. Trochę denerwowałem się w pierwszej połowie, bo tak nie możemy grać – ocenił prezes – W jednej połowie popełniliśmy tyle błędów technicznych, ile mogłoby przypadać na cały mecz. W pierwszych dziesięciu minutach drugiej połowy pokazaliśmy jednak klasę, odskoczyliśmy, a później kontrolowaliśmy mecz.

Po meczu przyszedł czas na wspólne fetowanie zwycięstwa oraz pożegnanie siedmiu postaci związanych z klubem. Ostatnie mecze w karierze rozegrali Karol Bielecki, Sławomir Szmal, i Uros Zorman, a do innych drużyn odchodzą Mateusz Kus (Motor Zaporoże), Manuel Strlek (Telekom Veszprem), Darko Djukić (Mieszkow Brześć) i Tomasz Strząbała (MMTS Kwidzyn). Wielu obecnym w Hali Legionów zakręciły się łezki w oczach, ale dominowała radosna atmosfera podsycana dopiero co wygranym tytułem mistrzowskim. Skupialiśmy się na tym, że trzeba rozegrać mecz, a dopiero później na ceremoniach i pożegnania. Gdybyśmy przegrali, byłoby smutno i to nie wyglądałyby w ten sposób – mówił Mateusz Kus.

Trzy mistrzostwa, trzy puchary i wymarzone zwycięstwo w Lidze Mistrzów to spełnienie marzeń! – cieszył się obrotowy –Zawsze można powiedzieć, że można było więcej, ale i tak będzie co wspominać. Będę wracał myślami do Kielc.

Wiele emocji wzbudziło szczególnie pożegnanie Karola Bieleckiego, którego koszulka w hołdzie za wszystko, czego dokonał jako sportowiec, została uroczyście wciągnięta wysoko pod dach Hali Legionów przy brzmieniu piosenki „Niepokonani” zespołu Perfect. Wcześniej, chwilę przed końcem spotkania, kibice nawoływali trenera, by wpuścił na boisko Karola Bieleckiego, który tymczasowo siedział na ławce. Szkoleniowiec z uśmiechem na twarzy skierował się w stronę rozgrywającego, desygnując go na parkiet. Karol polecenie wykonał i w najpiękniejszy z możliwych sposobów zakończył karierę, zdobywając ostatnią bramkę historycznego meczu o piętnaste Mistrzostwo Polski.

Od początku wpuściłem Karola do gry, ale miał problemy z piętą, która bolała go cały tydzień – tłumaczył później trener Dujszebajew –Oczywiście, bardzo chciał grać i ja również tego chciałem, ale gdy na rozgrzewce zaczął biegać i widziałem, że go boli, nie chciałem go przemęczać. W końcówce jednak musiałem go wpuścić i dobrze, że Uros zagrał akcję dla niego, a Karol mógł zdobyć ostatnią bramkę w meczu. Żegnamy nie tylko jednego z najlepszych szczypiornistów, ale jednego z najlepszych polskich sportowców.
(org.)

Dodaj komentarz z facebooka:

Zostaw komentarz

0
warunkami regulaminu.
  • Artykuł nie został jeszcze skomentowany!